Odra znów wygrywa, trener Smyła… strofuje piłkarzy. Ale było za co!

Autor wpisu: 4 listopada 2017 15:19

Odra Opole po trzech meczach bez wygranej znów ma komplet punktów. Chciałoby się powiedzieć: bo z GKS Tychy wróciła do swojej mądrej gry. Tyle że tę mądrość zgubiła na ostatni kwadrans, więc nic dziwnego, że piłkarze mocno podnieśli ciśnienie trenerowi Mirosławowi Smyle.

Jak drużyna w trzech meczach zdobywa jeden punkt i wreszcie wygrywa u siebie nie tracąc gola (1:0), raczej jesteśmy przyzwyczajeni do obrazków miłych i sympatycznych. Wszyscy padają sobie w ramiona, ściskają się, gratulują. Trener Mirosław Smyła stosuje jednak metodę twardego chowu, do czego zdążył już nas przyzwyczaić. Jak ma coś wytknąć, potrafi opieprzyć swoich piłkarzy i po zwycięstwie, na gorąco, jeszcze na murawie.
Tak jak po ostatnim gwizdku arbitra w meczu z Tychami. I nic w tym dziwnego, bo opolanie w ostatnim kwadransie meczu po pierwsze cofnęli się ewidentnie za głęboko – jakby za szybko chcąc bronić prowadzenia 1:0, a po drugie urządzili sobie konkurs pod hasłem: jaką najlepszą kontrę da się najbardziej absurdalnie zmarnować?

Konkurs stał… na naprawdę wysokim poziomie, bo uczestnicy zabrali się do niego ambitnie. Wygrał – w naszym przekonaniu – Szymon Skrzypczak, który po przechwycie piłki przez Odrę w środku pola pędził na Rafała Dobrolińskiego, mając kolegów z drużyny i po prawicy, i po lewicy. Uparł się jednak, że sam strzeli, a Dobroliński uparł się, że piłkę nogą wybije. Wygrał bramkarz Tychów.

To trochę takie wyzłośliwianie się, ale i tak chyba gorsza „suszarka” od trenera, no i świadomość, że niepotrzebnie można było sobie narobić kłopotów w końcówce. To znaczy i tak się ich narobiło, bo wstawiony za Tobiasza Weinzettela do bramki Mateusz Kuchta (debiut w Odrze) momentami zwijał się jak w ukropie, ale te kłopoty nie skończyły się nieszczęściem. Czyli czwartym meczem bez wygranej z rzędu.
Koszmarna końcówka nie przesłoni jednak faktu, że w większej części meczu Odra wróciła do swojej mądrej gry: jak rywal chojrakuje – to się czaimy, jak poczujemy krew – gryziemy. Skutecznie tym razem ugryzł Gabriel Nowak w 27. minucie, strzelając głową po wrzutce z rzutu rożnego.
To już czwarty gol tracony przez ekipę Ryszarda Tarasiewicza w ostatnim czasie po stałym fragmencie, co powinno zapalić mocną lampę ostrzegawczą w dążeniu do dobrej organizacji defensywy szkoleniowca Tychów. Tym bardziej, że tym razem już nie tylko stałe fragmenty były zagrożeniem, ale też akcje Odry – w końcówce, ale i w drugim fragmencie pierwszej połowy, gdy Odra zdominowała mecz.
Choć trzeba dodać, że Tychy tym razem zagrały z przebudowaną linią defensywy: Daniel Tanżyna z Sewerynem Gancarczykiem na środku, Marcin Biernat na prawej, a Remigiusz Szywacz na lewej. Gancarczyk zagrał dopiero drugi mecz w tym sezonie, a pierwszy w wyjściowej jedenastce, Szywacz pierwszy u Tarasiewicza, zszedł w przerwie i chyba… łatwo mu nie będzie o kolejny.

Tak czy siak, Odra triumfuje i śrubuje bilans swojego stadionu. Beniaminek w Opolu zagrał już 9 meczów, z których siedem wygrał, raz remisował, raz przegrał. Póki co ścigać się tu może tylko Stomil (5-0-1 po sześciu meczach).
No i Odra naturalnie zwycięstwem z Tychami zdecydowanie przyklepała swoje miejsce w czołówce tabeli pierwszej ligi.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga | Odra Opole

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli