„Co nas nie zabije, to nas wzmocni”- czyli Derbin ćwiczy dobrą minę do złej gry

Autor wpisu: 6 maja 2017 12:00

No to wsiadł na konia… Trudno oczywiście winić Artura Derbina za to, co stało się z Chojniczanką w Zabrzu, niemniej blamaż 1:6 idzie już na jego konto. Dwa dni przed meczem z Górnikiem Derbin mówił nam: Czym mam się martwić? Tym, że awansuję do ekstraklasy? W piątek wieczorem śpiewał już z trochę innego klucza.

Oczywiście porażka i to nawet tak wysoka absolutnie nie przekreśla jeszcze szans Chojniczanki na awans, ale dobitnie pokazuje, w jakim stanie – szczególnie mentalnym – jest zespół. Z drużyny, u której ambicje i waleczność górują nad piłkarskimi umiejętnościami, w drugiej połowie nie zostało nic.
Co powiedzieć po czymś takim? Derbin to otwarty, szczery i wygadany facet, ale nawet on miał kłopot z zebraniem myśli.
– Powiem tylko tyle: każda porażka boli. A poniesiona w takim rozmiarze powoduje ogromny ból. Wiem, że chłopcy próbowali z całych sił odwracać losy tego spotkania, natomiast trzeba przyznać, że przegraliśmy z bardzo dobrze dysponowanym zespołem. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Choć tak nieszczęśliwie przyszło nam zacząć współpracę, to wierzę, że damy radę, pozbieramy się i naprawimy, co mamy naprawić. Zostało nam pięć meczów, postaramy się, byśmy wszyscy byli po nich zadowoleni – to wszystko, co miał Derbin do powiedzenia po spotkaniu z Górnikiem. Mówiąc wprost – nowy trener Chojniczanki przeszedł przyspieszony kurs robienia dobrej miny do złej gry.

O problemach jego drużyny pisaliśmy już TUTAJ przy okazji spotkania w Zabrzu. Chojniczanka to w tym sezonie pierwszej ligi ewenement po wieloma względami. Z żadną inną drużyną nie ma tylu jaj i emocji, co właśnie z nią. Przez długi czas niespodziewany, ale zasłużony lider, postanowił jeszcze „podkręcić” tempo. Najpierw na stanowisku pierwszego trenera zatrudnił kompletnie anonimowego na tym poziomie szkoleniowca, po czym na sześc kolejek przed końcem tego szkoleniowca zmienił.
Artur Derbin to w tym sezonie już 14 nowa miotła na zapleczu ekstraklasy. Żadna nie przegrała aż tak wysoko w debiucie – Derbin przebił pod tym względem zarówno Jarosława Araszkiewicza (3:5 u siebie z Olimpią Grudziądz), o którym pewnie już w Sosnowcu dawno zapomnieli, jak i Marcina Broniszewskiego z Pogoni Siedlce (0:4 z Sandecją). Ale ciekawsze jest co innego – przykłady z lat poprzednich pokazują, że bardzo trudno o awans zespołom, które w trakcie sezonu zmieniają szkoleniowców. Na finiszu triumfują ci, u których trenerzy pracują rok lub dłużej. W ubiegłym sezonie Arka (Grzegorz Niciński) i Wisła Płock (Marcin Kaczmarek) zostawiły w pobitym polu Zagłębie, Katowice i Zawiszę, gdzie w trakcie rozgrywek zmieniano szkoleniowców. Jeszcze wcześniej – Lubin (Piotr Stokowiec) i Termalica (Piotr Mandrysz); Bełchatów (Kamil Kiereś) i Łęczna (Jurij Szatałow). Jedyny przykład w ostatnich latach, gdy taka sztuka udała się drużynie, gdzie w drugiej części sezonu doszło do zmiany trenera, to Zawisza w sezonie 2012/13. Wtedy w kwietniu po Szatałowie zespół przejął Ryszard Tarasiewicz i zapewnił Bydgoszczy ekstraklasę.

Tak więc nawet historia nie przemawia tu za Chojniczanką. I tak na zdrowy rozum – piekielnie ciężko będzie miał Derbin, by powtórzyć wyczyn „Tarasia”. Choć oczywiście nikt nie mówi, by nie próbował. Niemniej po tym, co stało się w Zabrzu poprzeczka poszła jeszcze o kilka pięter w górę.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Chojniczanka Chojnice | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli