Momenty, które wstrząsnęły nami. I pierwszą ligą. Czyli jesień nie tylko z przymrużeniem oka

Autor wpisu: 30 grudnia 2017 16:34

Totalne wariactwo? A jakże. Najbardziej nieprzewidywalna liga na świecie, czyli nasza pierwsza, znów stanęła na wysokości zadania. Na koniec roku wybraliśmy dla Was 10 momentów, które tej jesieni wstrząsnęły zapleczem ekstraklasy. No i oczywiście nami. Pewnie gdyby się uprzeć, to spokojnie znalazłoby się takich momentów i drugie tyle, ale jak wiadomo – co za dużo, to niezdrowo. Klasyfikacja absolutnie subiektywna. A jeśli chodzi o wiosnę, no to wiadomo, że czekamy na więcej.

Z czego zapamiętaliśmy jesienną pierwszą ligę? Zobaczcie:

1. CENTYMETRY PASZULEWICZA

Jest takie powiedzenie… sześćdziesiąt centymetrów. To odległość między plecami a tyłkiem. Po tych plecach zawodnicy są klepani i zapominają, że tylko sześćdziesiąt centymetrów dzieli ich od tego, aby dostać kopa w tyłek i przegrać mecz – to Jacek Paszulewicz.
Najlepsza i najtrafniejsza wypowiedź, jaka tej jesieni zdarzyła się w pierwszej lidze. Pewnie trener Olimpii jeszcze wtedy (po 4. kolejce) nie przypuszczał, że tak często jego piłkarze będą o tych centymetrach zapominać. Ale jak go znamy, zimą skutecznie im o tym przypomni.

2. GOL WIDMO
Nikt go nie widział, nikt nie wie, czy piłka przekroczyła linię bramkową, ale sędzia meczu Stali z Zagłębiem (Wojciech Krztoń z Olsztyna) gwizdnął, więc trzeba chyba uznać, że jego liniowy ma VAR w oczach. Wszystko wyglądało mniej więcej tak:

A bramkę zapisano na konto Rafała Grodzickiego (oczywiście jako samobój). Grodzicki to w ogóle zasługuje na oddzielny rozdział w tym zestawieniu. Albo ma chłop pecha, albo… No właśnie, coś za często robił jesienią za konia trojańskiego Stali. Najpierw kiks w meczu z GieKSą i gol kontaktowy plus nerwowa końcówka, potem faul w spotkaniu z Odrą, z czego zrobił się karny i porażka w Opolu, następnie wspomniany gol widmo w meczu z Zagłębiem, a na koniec samobój ze Stomilem przy stanie 1:1 – skończyło się 1:3. Może ktoś tam w Mielcu powinien zimą odczynić jakiś urok?

3. PAPSZUN I SMÓŁKA IDĄ NA WOJNĘ. Z SĘDZIAMI

Najpierw (pod koniec września) ulało się trenerowi Rakowa:
To nie jest tak, że nagle Raków nie wiadomo skąd i jak odpalił. My teraz wcale nie gramy lepiej niż w poprzednich meczach. Naprawdę. Co się stało? Półżartem powiem, że w końcu zaczęli nam uznawać prawidłowo strzelone gole. Poziom sędziowania w tej lidze jest skandaliczny. To jakiś dramat. Słabi i niewyciągający żadnych wniosków ani konsekwencji ze swoich błędów sędziowie. Ogromna większość z nich – nie wszyscy, ale ogromna większość – kompletnie się do tej roboty nie nadaje”.

Niecałe trzy tygodnie później ulało się szkoleniowcowi Stali:
Pewni ludzie kompletnie sobie w tym fachu nie radzą. Naprawdę, włos się na głowie jeży, że na tym poziomie można tak gwizdać. Nigdy nie narzekałem na sędziów, bo uważałem, że sędzia też człowiek, ma się prawo pomylić. Co więcej, z reguły ich broniłem. Ale też nigdy nie byłem w sytuacji, by w czterech kolejnych meczach spotkać się z sędziowaniem na tak dramatycznym poziomie. To, co działo się w tych spotkaniach, biorąc pod uwagę pracę arbitrów, to nic innego jak skandal. To nienormalne, że zamiast myśleć o drużynie, o przebiegu spotkania, muszę zajmować się uspokajaniem ławki, bo widzę, że za chwilę zawodnicy i ludzie ze sztabu będą mieli ochotę wparować na boisko i powiedzieć sędziemu, co myślą o jego pracy. Mówię o tym głośno, bo nie mam zamiaru zamiatać pod dywan tego, co ci panowie wyprawiają.

Jeśli ktoś myśli, że coś się w temacie sędziów po tym wszystkim poprawiło, to oczywiście jest w błędzie. Ale dla pewności spytaliśmy o to po zakończeniu rundy Papszuna. – Czy coś się zmieniło? Tak, na gorsze. Dlatego zamilkłem i od tej pory ani słowa o sędziach. Nie chcę tego komentować… Sędziowie to czytają, wysyłają sobie po Twitterach i potem reagują…

4. NIESAMOWITY POŚCIG WIGIER ZA CHROBRYM
Do różnych rzeczy nas ta liga przyzwyczaiła, niewiele nas tu może zdziwić, no ale to, co działo się tamtego wieczora w Głogowie, zapamiętamy jeszcze długo. I pewnie nie tylko my…
Po godzinie było 3:0 dla Chrobrego, na koniec 3:3. I te słowa Artura Skowronka na gorąco po meczu: – Jesteśmy wkurzeni, naprawdę. Wielki szacun dla chłopaków za to, że wyciągnęli z takiego wyniku, bo mało który zespół by się na coś takiego zdobył, ale my tu zasługiwaliśmy na zwycięstwo. Byliśmy od Chrobrego lepsi. Wiem, jak to w takich okolicznościach brzmi, wiem, że powinniśmy ten punkt szanować i go szanujemy, ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy wkurzeni. To już możecie sobie wyobrazić, co się tu działo.

To jest coś, co koniecznie trzeba zobaczyć. Nawet jak już się raz widziało:

5. GIEKSA ZAMKNIĘTA NA KLUCZ
Wesoło było tej jesieni przy Bukowej, szczególnie w pierwszej części rundy. Zaczęło się od małego wstrząsu, czyli wizyty kibiców w budynku klubowym. Po pierwszej kolejce, gdy zespół przegrał z Pogonią Siedlce, fani najpierw poinformowali piłkarzy, co o nich myślą, z trybun, a potem przenieśli się bliżej szatni, by zrobić to raz jeszcze. Głośniej i dobitniej. No i by zaprosić piłkarzy i szefów klubu na zewnątrz w kwestii „wytłumaczenia” tej porażki. Ochrona obiektu w pewnym momencie użyła nawet gazu łzawiącego, co jeszcze podkreśliło atmosferę grozy.
Cała awantura skończyła się pękniętą szybą w drzwiach i mocnym stresem. Ale już wtedy przeczuwaliśmy, że to może być dopiero początek. Że – jak to mówią – nowy sezon, więc nowe nadzieje.

Potem był mecz z Puszczą, gdy GieKSa zamiast poprawić grę, poprawiła… ochronę budynku klubowego, przeczuwając, że spotkanie z beniaminkiem również może skończyć się nie najlepiej.

Kibice się już nie wdarli, ale co się odwlecze… Po meczu ze Stalą w Mielcu przy bramie wjazdowej na Bukową pojawiło się kilka osób, które – co widać m.in. na załączonym filmie – zamknęły bramę na łańcuch i kłódkę.

KLUCZEM DO TEJ BRAMY JEST ZWYCZAJNE… ZAPIERDALANIE!

Publié par GieKSa sur dimanche 17 septembre 2017

No i pojawił się kolejny przekaz od fanów do piłkarzy – mniej drastyczny, za to – powiedzielibyśmy – bardziej symboliczny:

I trzeba powiedzieć, że pomogło. GieKSa te wszystkie wstrząsy przetrwała, Piotr Mandrysz zachował posadę, a drużyna wyszła na prostą. Można?

6. AUGUSTYNIAK Z POŁOWY BOISKA
Był gol widmo, teraz jest gol jak najbardziej prawidłowy. I to jaki! Z połowy boiska! Takim wyczynem popisał się Rafał Augustyniak z Miedzi. I to na boisku, które doskonale zna, czyli w Suwałkach. Dla nas bramka rundy jesiennej:

7. STOMIL KONTRA WIGRY, CZYLI DO TRZECH RAZY SZTUKA
Najdłużej trwający mecz w rundzie jesiennej. Były już dwa podejścia, ale będzie jeszcze trzecie. W 15. kolejce spotkanie Stomilu z Wigrami odwołano, bo boisko w Olsztynie wyglądało tak:

W poprzednim sezonie zdarzyło im się w tym Olsztynie odwołać mecz (z Kluczborkiem) z tego samego powodu, więc pomyśleliśmy sobie, że może to taka świecka tradycja, że raz na jakiś czas… No, ale ubawiło nas zupełnie co innego. Mianowicie kilka dni przed odwołaniem spotkania z Wigrami olsztyński OSiR, czyli gospodarz obiektu, na którym mecze rozgrywa Stomil, otrzymał nagrodę: „Za wysoką jakość usług i produktów, innowacyjne podejście oraz budowę i modernizację obiektów rekreacyjnych i sportowych w zgodzie ze zrównoważonym rozwojem, nowocześnie i efektywnie, dając gwarancję wysokiej jakości, trwałości, bezpieczeństwa oraz racjonalizacji kosztów użytkowania”.
Takie to jaja w tym Olsztynie…

A zrobiły się jeszcze większe, gdy doszło do kolejnej próby rozegrania tego meczu. 30 listopada.

Dziś to już był cyrk, który trudno w ogóle pojąć. Boisko rzeczywiście nadawało się do lepienia bałwana, a nie grania w piłkę. Ale najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że to nie był taki atak zimy, z którym nie można było sobie poradzić. Wystarczyło przewidzieć to, co może się stać i odpowiednio zareagować. Przyjechaliśmy na stadion półtorej godziny przed meczem, a tu lampy pogaszone, zero ludzi do roboty – opowiadał nam trener Artur Skowronek.
– Czyli to tak, jakby nie chcieli grać i z góry założyli, że śnieg im w tym pomoże?
Nie wiem, ale później to już chcieli grać, bo obawiali się walkowera. Różne rzeczy potrafię zrozumieć, ale jesteśmy w XXI wieku, a pierwsza liga to podobno profesjonalne rozgrywki zrzeszające profesjonalne kluby. Przecież nie stało się tu nic, na co nie można było zareagować. Wiadomo, że miało dziś w Olsztynie sypać, więc przygotowuje się sprzęt, przygotowuje się ludzi i odpowiednio wcześniej rusza się do roboty. A tu zaczęło się coś dziać dopiero jak wyszliśmy na rozgrzewkę.

Wiosną Wigry po raz trzeci będą musiały jechać do Olsztyna. I tak się zastanawiamy, co tym razem stanie na przeszkodzie w rozegraniu tego spotkania… Może jakiś wulkan?

8. ORLANDO „MAGIC” Z BYTOWA
Orlando Kpassa to młody, zdolny chłopak, ale w tej akcji trochę się wygłupił. Choć oczywiście chciał jak najlepiej. Te nożyce kładziemy na karb niedoświadczenia, ułańskiej fantazji i gorącej głowy. Trener Adrian Stawski mówił nam jakiś czas temu, że w chłopaku drzemie ogromny potencjał, i nie ma powodu, by mu nie wierzyć. Ale musi nauczyć Orlando wykorzystywania takich okazji z zimną krwią. W meczu z Tychami napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej miał piłkę meczową i mógł wyrównać. No, ale – jak widać – trochę przekombinował.


9. DYLEMAT SKOWRONKA I PREZES Z ZUPEŁNIE INNEJ BAJKI. TEJ LEPSZEJ
Artur Skowronek i jego Wigry zaliczyły jesienią metamorfozę rundy, ale zanim wszystko zaczęło żreć, było kilka bardzo nerwowych i niepewnych tygodni. Fragment naszej niedawnej rozmowy:

Był taki moment, kiedy pan zwątpił i pomyślał, że to się jednak może nie udać?
Miałem taki trudny moment po meczu z Puszczą w Niepołomicach. To była szósta kolejka, my mieliśmy na koncie dwa punkty. Byliśmy tam lepsi, ale przegraliśmy. Co więcej, do tej pory było kilka takich spotkań, wręcz identycznych, w których prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, byliśmy zdecydowanie lepsi od rywali, ale czegoś na końcu brakowało. Tak było z Pogonią w Siedlcach, czy nawet w pierwszej kolejce z Tychami.

Słyszałem, że po tych kilku pierwszych kolejkach zastanawialiście się z żoną, czy zapisywać dziecko do przedszkola w Suwałkach, biorąc bardzo poważnie pod uwagę to, że za chwilę może was w tych Suwałkach nie być. Prawda to?
(śmiech) Pewnie któryś z piłkarzy wygadał, co? Prawda, tak było. Dzieci i żona mieli w ogóle ze mną nie przyjeżdżać, chciałem w Suwałkach mieszkać sam przynajmniej do końca roku, ale jak się ma małe dzieci, to tęsknota za rodziną jest silniejsza. Ale tak, faktycznie po tych pierwszych kolejkach różne scenariusze braliśmy pod uwagę, łącznie z tym, że prezes mi za chwilę podziękuje, więc z tym przedszkolem, to może się jednak lepiej wstrzymać. Na szczęście piłkarze powalczyli potem o to, by ten mój chłopak jednak poszedł do tego przedszkola (śmiech).

I to jest najlepsza puenta tego wszystkiego…
Zgadza się. A prezesowi mogę tylko podziękować, że wytrzymał ciśnienie.

Prezes Wigier Dariusz Mazur, na tle innych prezesów, którzy bez opamiętania zwalniają trenerów, faktycznie jawi się jak ktoś z zupełnie innej bajki. Tej lepszej.

10. NIERÓWNA WOJNA RAKOWA Z MIASTEM
Kto daje i odbiera ten się w piekle… Znacie to, prawda? A ciekawe, czy znają w Częstochowie. Władze miasta robiły naprawdę dużo – i niestety skutecznie – by w przypadku Rakowa więcej niż o świetnej postawie zespołu Marka Papszuna mówiło się i pisało o konflikcie klubu z miastem. Była wtopa z odwołaniem transmisji telewizyjnej z meczu z Katowicami, był skandal z wycofaniem się z umowy z klubem i kilka innych kłód rzucanych pod nogi właścicielowi Rakowa Michałowi Świerczewskiemu i jego współpracownikom. Cierpi na tym Raków, cierpią kibice, no i cierpi cała pierwsza liga. A co mogą piłkarze? Wygrywać i dyskretnie przypominać o tym, że oni przecież promują Częstochowę jak mało kto. Jak przypominać? Na przykład taką drobną szpilą:

 

Inne artykuły o: I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli