Miedź znów błyszczy. Po kapitalnym meczu pokonała Tychy. Kryzys zażegnany?

Autor wpisu: 6 października 2017 21:45

Do Legnicy wróciła moc. I dobrze, bo ile można przegrywać? Trzy mecze i wystarczy. Miedź znów błyszczy. Po bardzo dobrym spotkaniu pokonała 2:1 Tychy, które – tak się przynajmniej wydaje – grały o przyszłość Jurija Szatałowa. Jeśli faktycznie tak było, no to ta przyszłość jest już chyba przesądzona.

Można powiedzieć, że Szatałow miał trochę pecha, że tak ważne spotkanie trafiło mu się nie dość, że na boisku piekielnie silnego rywala, to jeszcze takiego, który od trzech tygodni cierpiał na niezrozumiałą niemoc i wiadomo było, że zrobi wszystko, by wreszcie się odkuć. No, ale z drugiej strony nikt nie kazał Tychom na potęgę tracić punkty we wcześniejszych spotkaniach. Jak na razie ten zespół to zdecydowanie największy niewypał pierwszoligowych rozgrywek w tym sezonie. Pod tym względem równać się z nim może tylko Zagłębie Sosnowiec, ale tam ciśnienia prezesi nie wytrzymali już dawno, dawno temu i wymienili trenera. Na nic na razie się to zdało, ale chyba głupio wymieniać kolejnego, więc może zrozumieją, że nie tędy droga.
Za to w Tychach o zmianie będzie coraz głośniej. Szatałow miał być – według słów prezesa Grzegorza Bednarskiego – trenerem zwycięskim, ale do tego mu cholernie daleko. Komentarze kibiców GKS właściwie są monotematyczne i można domyślać się, czego fani się w nich domagają. I w zasadzie trudno się im dziwić – to była już szósta porażka Tychów, a mamy dopiero 12. kolejkę. Jak nic wychodzi, że GKS bierze w łeb co drugie spotkanie – z takim bilansem nie ma co marzyć o włączeniu się do walki o awans.

Kryzys – choć mniejszy – przechodziła ostatnio również Miedź. Trzy kolejne porażki, każda do zera. Dominik Nowak zapewniał, że zespół wstanie z kolan, i właściwie to w  to nie wątpiliśmy. Inna sprawa, że trochę nas zdziwiło, że tak nagle i znienacka tę drużynę przytkało. No, ale po tym, co pokazała w spotkaniu z Tychami, trzeba chyba napisać, że już ją odetkało. Szczególnie po rajdzie, jaki w 77. minucie przeprowadził Jonathan de Amo. Przejął piłkę po rzucie rożnym dla GKS, przebiegł z nią przez całe boisko, położył bramkarza i z ostrego kąta wpakował do bramki. Stoper, a zachował się jak rasowy napastnik.

To był cios, po którym Tychy już się nie podniosły, choć akurat mecz ułożył się im wyśmienicie. Od 12, minuty prowadziły po bramce Dawida Abramowicza. I nie zamierzały wcale od tego momentu pasować. No, ale Miedź była wyjątkowo nabuzowana. Wyrównanie przyszło kilka minut później po niezłej akcji i bardzo ładnym strzale z dystansu Przemysława Mystkowskiego. A potem to już była wymiana ciosów, tyle że zdecydowanie więcej zadawała ich Miedź. Szalał zwłaszcza Marquintos, ze trzy gole spokojnie mógł strzelić Wojciech Łobodziński, szanse mieli też Łukasz Garguła czy Rafał Augustyniak. Ale dopiero wspomniany szalony rajd de Amo przyniósł rozstrzygnięcie.
Tychy najbliżej drugiej bramki były jeszcze w pierwszej połowie, gdy Łukasz Grzeszczyk przymierzył z wolnego w samo okno. Piłkę w ostatniej chwili z linii bramkowej głową wybił Augustyniak, za co nagrodzony został gorącą owacją.

Krótko mówiąc, w Legnicy działo się. Ani na poziom, ani na emocje nikt nie miał prawa narzekać. Co innego na wynik. No, ale na pocieszenie Szatałowowi możemy jedynie napisać, że jeśli to faktycznie był jego ostatni mecz w roli szkoleniowca GKS, to zostawił po sobie na koniec naprawdę przyzwoite wrażenie.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga | Miedź Legnica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli