Marcin Brosz: Jesień była bardzo ciężka. Potrzebujemy większej kreatywności

Autor wpisu: 28 stycznia 2017 10:24

Zimny prysznic – tak najprościej podsumować to co spotkało w rozgrywkach I ligi Górnik Zabrze po spadku z ekstraklasy. Marcin Brosz po przeszło pół roku pracy przy Roosevelta przyznaje, że klub chciał pokazać, że degradacja była tylko wypadkiem przy pracy. Runda jesienna okazała się jednak nie taka łatwa jak przypuszczano, a powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej może okazać dłuższą historią. Zwłaszcza mając na uwadze problemy finansowe w klubie.

FUTBOLFEJS.PL: Kiedy spotkaliśmy się przed startem tego sezonu powiedział trener m.in.: ”Przyszedłem odbudować markę Górnika”. Chyba na razie jest ciężko?
MARCIN BROSZ: Markę, ale i prestiż. Ja odpowiadam wyłącznie za kwestię sportową, ale to dotyczy całej otoczki jak public relations, media czy organizacja w każdym tego słowa znaczeniu. Na pewno te minione pół roku było bardzo ciężkie. Pewne rzeczy nam się udały, ale nad pewnymi wciąż pracujemy. Wytyczyliśmy sobie drogę i staramy się nią podążać. Ona jak widać jest mozolna. Nie zawsze nam wszystko wychodzi. Ale realizujemy plan, który przedstawiliśmy na pierwszej konferencji. Oczywiście nie wszystko dzieje się w kolejności od ”a” do ”z”, ale staramy się dążyć do tego, aby być przewidywalni.

Siedem zwycięstw, sześć remisów i porażek. Do tego tego dwadzieścia sześć zdobytych goli i dwadzieścia jeden straconych. Tego bilansu chyba nie można określić jako „zadowalający” po rundzie jesiennej?
Na pewno nie. Liczyliśmy na zdecydowanie więcej. To, czego zabrakło, to na pewno skuteczności. Proszę sobie wyobrazić, że oddaliśmy ponad sto strzałów zza pola karnego, a zdobyliśmy tylko dwie bramki. To jest bardzo ważny element i tego nam brakuje. Pokazał to m.in. ostatni ligowy mecz w tamtym roku, w którym właśnie takie uderzenie dało nam trzy punkty (gol Igora Angulo na 2:1 – przyp. red.). Kolejną rzeczą którą musimy poprawić to sytuacje, gdy prowadziliśmy z zespołami wyprzedzającymi nas w tabeli na ich boiskach, a nie potrafiliśmy dowieźć zwycięstw, co całkowicie zmieniłyby oblicze naszej sytuacji w której jesteśmy. Mam tutaj na myśli GKS Katowice, Zagłębie Sosnowiec i Chojniczankę Chojnice. Dużo pracy czeka nas również nad tym, że stwarzamy przeciwnikom zbyt dużo sytuacji w pobliżu naszego pola karnego przez faule. Jest to bardzo ciężki element do nauki, ale staramy się takie rzeczy wyeliminować, bo przez to również potraciliśmy punkty. Do tego wszystkiego dochodzi to, o czym pan wspomniał, duża liczba straconych bramek. A statystyk nie kłamią – żeby awansować trzeba średnio zdobywać na mecz dwa punkty, strzelać dwie bramki, a tracić ”pół” bramki. My się w to nie wpisujemy. Na to wszystko, co powiedziałem, rzutują w dużej mierze pierwsze mecze, które były bardzo słabe w naszym wykonaniu.

W pierwszych sześciu spotkaniach zanotowaliście cztery porażki, odnosząc jedno zwycięstwo. Zdecydowanie lepiej wiodło się później – w przeciągu trzech miesięcy dwie porażki. Obawia się trener wiosennego startu?
To jest to, na co zwracamy cały czas uwagę – to nam się nie może przytrafić! Dzisiaj każdy patrzy na te dwa przegrane mecze pod koniec rundy ze Zniczem Pruszków (0:1) i Miedzią Legnicą (0:2). A tak naprawdę, gdyby nie ten słaby start, dzisiaj nawet z tymi dwoma porażkami patrzylibyśmy na wszystko z innego bieguna. Bylibyśmy w zupełnie innej pozycji wyjściowej.

Jesienią dużo było zawodników od których trener obiecywał sobie znacznie więcej niż pokazali na ligowych boiskach?
Ja może powiem inaczej. Bardzo wielu chłopaków się rozwinęło przez te pół roku i to jest widoczne. I to nie tylko młodzi. Mam tu na myśli chociażby Macieja Ambrosiewicza, Łukasza Wolsztyńskiego czy Rafała Kurzawę. Nie chciałbym wymieniać wszystkich po kolei, by kogoś nie pominąć, bo to nie jest proste. Wielu zawodników zrobiło duży progres. Jestem przekonany też, że zawodnicy z dłuższym stażem będą mieli wioseną rundę zdecydowanie lepszą – i na to też liczymy. Tamtą mocno odczuli po spadku. Teraz narzucili sobie na pewno większe oczekiwania względem siebie. Cieszę się również z tego, że udało się nam zmienić oblicze ataku i mam tu na myśli przyjście Igora Angulo. Przy jego boku wyrósł fajnie również David Ledecky. Ale muszę jeszcze znaleźć jednego zawodnika. Tutaj wyrasta Łukasz Wolsztyński albo Marcin Urynowicz. Oni chcą grać i wiedzą, że te pół roku jest dla nich ważne, a to zaprocentuje także dla zespołu.

Wolsztyński i Urynowicz to młodzi i mało doświadczeni zawodnicy. Nie boi się trener, że gdy zawiedzie wiosną skuteczność Igora Angulo, który zdobył na ten moment osiem bramek, wówczas wszystko może nie wyglądać już tak kolorowo.
Kiedyś rozmawiałem z Jerzym Dudkiem, gdy jeszcze grał w Feyenoordzie Rotterdam. Mówił mi, że cały tydzień przygotowywali się pod Jari Litmanena. Znali go na pamięć i mieli sto sposobów na to, żeby odciąć go od gry. Przyszedł mecz, a bramki strzelali inni. Chcę tym powiedzieć właśnie, że jeżeli rywale będą skupiać się na Angulo, to mamy na boisku innych zawodników. Na to też poniekąd liczę, że Igor będzie pieczołowicie kryty, a to otworzy więcej szans.

Jeżeli trener spojrzy na rundę jesienną już z perspektywy czasu, co najbardziej bolało w grze zespołu?
Patrząc z zewnątrz wszyscy mamy swoje zdanie, ale pracując z zespołem przez pół roku był czas żeby wszystko i wszystkich poznać, mieć czas na analizy i przemyślenia. Na pewno to, do czego dążymy, to większa kreatywność w linii środkowej. Stąd też pomysł na ściągnięcie Denisa Janco, bo on wpisuje się w nasz pomysł na grę. I ewidentnie też większa gra z boku ”jeden na jeden”. To chcę widzieć w grze ofensywnej. Liczba sytuacji, jaką stwarzamy w polu karnym, jest duża, to nie podlega dyskusji. Natomiast musimy zdecydowanie zwiększyć tę siłę właśnie na bokach. I nie chodzi o wrzutki, ale bardziej o dokładnie dogrywanie i większą precyzję. Bo jak pamiętam mecz z Chrobrym Głogów, to tam mieliśmy dużo wrzutek, ale ilość nie przeszła w jakość. Mówiąc sloganem, jak mamy sytuację, trzeba oddać strzał w światło bramki, aby pozwolić chociażby bramkarzowi popełnić błąd. Oczekujemy od siebie jeszcze większej jakości gry, jeżeli chcemy grać szybciej piłką. Nawet jak się wiązały ciekawe akcje, to przez niewymuszone błędy traciliśmy piłkę i odkrywaliśmy się. Graliśmy nerwowo w niektórych sytuacjach, bądź do niektórych nie byliśmy przygotowani. Jakąś przyczyną tego było to, co wydarzyło się w poprzednim sezonie. Chcieliśmy szybko pokazać, że spadek nie powinien się przytrafić. Życie uczy, że tu nie ma innej metody jak trening, wyciąganie wniosków i systematyczna praca.

Ostatnio powiedział trener, że drużyna musi być kolektywem, a nie zlepkiem indywidualności. Ten kolektyw w Zabrzu jest coraz silniejszym fundamentem?
Wprowadziliśmy do zespołu dużo młodych chłopaków, także z regionu, i to widać w szatni. Oni nie tylko chcą tu grać, ale również widzą w tym klubie swoją szansę. Nie można Górnika, a także każdego innego zespołu, traktować tak że dzisiaj jestem tutaj, a jutro mnie nie ma. Zależy nam na tym, by ten, kto tu przychodzi, łączył się z klubem na dłuższy czas i brał odpowiedzialność za ten zespół. I to nie tylko na papierze, ale również mając świadomość tego, że tutaj są duże oczekiwania.

I wszyscy obecni zawodnicy mają świadomość i zdają sobie w pełnie sprawę z tego, w jak wielkim klubie grają? Zwłaszcza to młodsze pokolenie.
Powiem inaczej. W tym tygodniu wracałem do klubu z treningu i przy sklepiku klubowym spotkało mnie dwóch chłopaków, którzy mieli może czternaście lat. Kupili gadżety klubowe i powiedzieli mi ”Trenerze, dzisiaj kupujemy tu w sklepiku, a naszym marzeniem jest wyjść na murawę i grać.” Myślę, że to jest odpowiedź. My też musimy pamiętać jedno. Chęci to raz, a realizacja i możliwości to drugie. My nie możemy kłaść na szali tylko tego, że ktoś jest młody, ambitny, przyjdzie tu i będzie grał. On musi mieć odpowiednie umiejętności, żeby podołać. I problem jest, jak ktoś przychodzi, chce, a nie daje rady. I zderza się ze ścianą, bo wychodzi na murawę, ale brakuje mu umiejętności. To jest proces, aby każdego zawodnika krótko mówiąc: wytrenować. To trwa. Najgorsze co może być to stracić zawodnika wrzucając go na te wody zbyt szybko i obarczając dużą odpowiedzialnością. Chcąc nie chcąc musimy tych zawodników wprowadzać powoli, żeby to dla wszystkich skończyło się dobrze.

Jeżeli chodzi o taktykę, będą wprowadzane duże zmiany czy bardziej kosmetyczne, w porównaniu z jesienią?
Mamy jeszcze trochę czasu. Przed nami ważne mecze sparingowe i tam wypróbujemy kilka wariantów. Boisko pokaże, gdzie się najlepiej czujemy. My musimy dać zawodnikom dwie rzeczy – przygotować ich do tego, co ich czeka, i zwiększyć rywalizację na pozycjach. To daje jakość również dla zespołu, przez co wszyscy jesteśmy silniejsi.

Ołeksandr Szeweluchin po powrocie z pierwszego obozu przygotowawczego do rundy wiosennej powiedział, że ciężki okres został przetrwany. To, co najgorsze, już za zawodnikami?
Organizm, żeby dobrze funkcjonował, musi i popracować, i odpocząć. Tak jesteśmy wszyscy zbudowani i tego nie oszukamy. Zdajemy sobie sprawę, że gdzieś jest limit tej pracy, więc staramy się dojść do maksimum, zregenerować organizmy i znów ciężko pracować. To nie jest tak, że będziemy z tych obciążeń schodzili. Zdajemy sobie sprawę, że żeby coś osiągnąć musimy ciężko pracować i my tak chcemy pracować. Każdy z zawodników wie, czego się od niego oczekuje. Nie ma innej furtki.

W składzie macie czterech bramkarzy, z których każdy mógłby znaleźć sobie miejsce w podstawowym składzie innego klubu I ligi. Komplet bogactwa?
To prawda. Mamy Grzegorza Kasprzika, Wojtka Pawłowskiego, Tomasza Loskę i Mateusza Kuchtę, który mam nadzieję niebawem wróci. Obsada naszej bramki jest taka, jak byśmy chcieli, żeby w tym zespole wyglądała. Loska to młody i ambitny zawodnik stąd, który wraca z wypożyczenia, chce się przebić i bronić. W Rakowie Częstochowa pokazał, że ma umiejętności, bo był zawodnikiem numer jeden. Pawłowski przyszedł w tamtej rundzie i chce wrócić na właściwe tory. My stworzyliśmy mu szansę, a on robi wszystko, żeby pokazać, iż jest zawodnikiem bardzo klasowym, a transfer do Włoch nie był przypadkiem. Kasprzika nie muszę rekomendować, bo jest tu długo. Do tego grupa młodych bramkarzy z Kuchtą na czele, którzy wciąż się rozwijają. Tak naprawdę tak to powinno wyglądać i to powinno cieszyć. Jakbyśmy tak mieli cały zespół zbudowany, to systematyczna praca, czas i musi przyjść efekt. My na niektórych pozycjach jednak wciąż musimy niektóre rzeczy budować.

Górnik Zabrze będzie robił jeszcze jakieś transfery?
Jesteśmy w trakcie tego procesu. Ktoś odchodzi, ktoś przychodzi. Na pewno ten zespół będzie się zmieniał. O wszystkim będziemy informować na bieżąco. To jest bardzo trudny rynek, bo rywalizujemy w swoim gronie o podobnych zawodników. Medialne spekulacje powodują, że ten bębenek jest podbijany, my w tym nie chcemy brać udziału. Mieliśmy pomysł na zespół już w trakcie poprzedniej rundy. Analizowaliśmy na jakich pozycjach brakuje nam zawodników i staramy się to realizować. Nie wszystko oczywiście nam wychodzi tak jak można sobie to planować.

Rozmawiał Przemysław Rączka

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Górnik Zabrze | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli