Łukasz Hanzel (Podbeskidzie): Na razie uczymy się siebie nawzajem

Autor wpisu: 25 stycznia 2017 10:53

Podbeskidzie Bielsko-Biała mocno zbroi się przed rundą wiosenną. W drużynie Jana Kociana pojawiło się już siedmiu nowych zawodników, a wśród nich najbardziej znany polskim kibiciom jest doświadczony Łukasz Hanzel. 30-letni pomocnik ostatnie pół roku spędził głównie na ławce rezerwowych bądź nawet na trybunach, będąc zawodnikiem Ruchu Chorzów. Teraz zamierza udowodnić, że wciąż bardziej odpowiednim dla niego miejscem jest boisko.

FUTBOLFEJS.PL: Minęło już kilkanaście dni treningowych w nowym klubie. Co możesz już powiedzieć o tym okresie spędzonym i przepracowanym w Podbeskidziu.
ŁUKASZ HANZEL: Na razie mogę mówić o pobycie tutaj w samych pozytywach. Warunki do trenowania są bardzo dobre, drużyna też dobrze mnie przyjęła. Teraz skupiamy się na pracy. Jednym mankamentem – jeśli można to tak nazwać – że trzeba dojeżdżać na boisko ze sztuczną murawą. Ale z tym, że pod ręką do dyspozycji nie ma w tych warunkach pogodowych odpowiedniej murawy, problem ma większość klubów, nawet tych w ekstraklasie.

Podbeskidzie było kierunkiem, o którym wiedziałeś i myślałeś dużo wcześniej, czy temat pojawił się nagle?
Już pod koniec rundy jesiennej skontaktowali się ze mną działacze i pytali, czy byłbym zainteresowany grą w Podbeskidziu Bielsko-Biała. W Ruchu Chorzów trener na mnie nie stawiał, więc podjąłem rozmowy i dogadaliśmy się bez problemu. Jestem zadowolony z tego transferu.

Dużym plusem dla ciebie jest na pewno też to, że wracasz blisko rodzinnych stron.
Życie piłkarza jest takie, że nigdy nie da się do końca nic zaplanować. Gdyby swego czasu ktoś mi powiedział, że trafię do Suwałk, też bym w to nie uwierzył. Ale tak się wszystko potoczyło, że pojechałem tam, spędziłem prawie cztery miesiące i byłem z tego pobytu w drużynie Wigier bardzo zadowolony. Poznałem tam świetnych ludzi. Czasami tak jest, że czegoś się nie planuje i wychodzi z tego coś dobrego. W przypadku Podbeskidzia było łatwiej podjąć decyzję, bo klub jest stabilny, a ja wychowywałem się w tych okolicach. Osoba trenera Jana Kociana miała także duże znaczenie, bo spotkał się ze mną i przedstawił mi wizję drużyny.

Dużo obiecujesz sobie po rundzie wiosennej?
Wiadomo – każdy chce grać i to jest normalne dla piłkarza. Zawsze jednak mówię, że najważniejsza jest drużyna. Trzeba patrzeć pod tym kątem i chciałbym, byśmy dołączyli do czołówki. Taki jest też nasz cel. Chcemy na każdy mecz patrzeć osobno, a nie błądzić w chmurach mówiąc tylko o awansie. Trzeba być realistą i spoglądać na tabele. Prawda jest też taka, że jeżeli uda się dobrze wystartować, to kto wie. Piłka nożna nie takie historie widziała.

Strata dziesięciu punktów do miejsca dającego awans to dużo czy mało?
Dziesięć punktów to nie jest mało. Jeżeli jednak jakiś zespół potrafił taką przewagę wypracować, to równie dobrze inny zespół może tę stratę odrobić. Tylko, że faktycznie lepiej by było, gdyby tych punktów do odrobienia było mniej. Zobaczymy, czasu się nie da cofnąć. Mnie nie było w poprzedniej rundzie w Podbeskidziu, więc ciężko mi się wypowiadać. Od tego momentu trzeba patrzeć tylko przed siebie, nie za siebie. To nic nie pomoże.

Za wami dwa sparingi – mecze w czeskim projekcie Zimni Tip Sport Liga (więcej o tym w rozmowie z Janem Kocianen TUTAJ), oba przegrane. Kibice mogą po nich mieć obawy o waszą dyspozycję?
(z uśmiechem) Jest taki slogan, że teraz ciężko pracujemy. A mówiąc poważnie, to normalne, że kibice oczekują zwycięstw w springach i tego, żeby wszystko wyglądało super. Czasem jednak tak się nie da, bo jest dużo roszad w trakcie spotkania, a do tego w zespole jest dużo nowych zawodników. To były nasze pierwsze kontakty z piłką na sztucznych, twardych murawach. Chociaż to też nie jest żadne tłumaczenie, bo przeciwnik grał na takiej samej murawie. Wiadomo, że każdy mecz chce się wygrywać, ale głównymi założeniami jest to, żeby wybiegać, co trzeba, i się zgrywać. W naszym przypadku chodzi też o to, żeby poznawać się wzajemnie i czuć swojego partnera, bo tak jak mówię jest paru nowych chłopaków. Na razie uczymy się siebie nawzajem i z meczu na mecz powinno wyglądać to coraz lepiej.

Odnośnie tych kontaktów z piłką, o których wspomniałeś, Jan Kocian powiedział po ostatnim sparingu, że czeka was dużo pracy bo nie czujecie piłki, a ona was nie słucha. Słowa dość niepokojące mając na uwadze, że podobne problemy były także jesienią.
Chodziło o proste straty. Jest naprawdę wielka różnica w grze na sztucznej trawie przy minusowych temperaturach, a w odpowiednich warunkach na zielonej trawie, gdzie ta piłka inaczej się zachowuje. Także w tym przypadku wyłącznie o to chodziło trenerowi. W analizie po meczu też nam o tym mówił. Jak jest dużo prostych strat, to gra się nie klei. Proszę mi wierzyć, w obydwu sparingach naprawdę były momenty, gdzie graliśmy fajną piłkę. Mam nadzieję, że im więcej takiej dobrej gry będziemy prezentować, tym lepiej.

Trener mówił również o tym, że na taktykę przyjdzie jeszcze czas.
Zapewne chodziło o to, że na zgrupowaniu w Turcji będą lepsze boiska i wówczas będzie można na to położyć większy nacisk. Ale to też nie jest tak, że teraz wychodzimy na boisko i robimy sobie, co chcemy. Nie skupiamy się wyłączne na motoryce, nie reagując na to, co się dzieje na murawie. Analizujemy każdy sparingowy mecz i wyciągamy z niego odpowiednie wnioski. Na obozie w Turcji powinniśmy być mocni fizycznie, mieć lepszą wydolność. Wtedy łatwiej od drużyny wymagać określonych zachowań na boisku.

Mocno jesteś rozczarowany tym, że w tym sezonie nie udało się za dużo pograć w Ruchu Chorzów? Zwłaszcza mając na uwadze, że Ruchowi nie szło najlepiej.
Na pewno nie jestem zadowolony z tego, jak to wszystko się potoczyło. Okres pobytu w Ruchu Chorzów podzieliłbym na dwie części. Kiedy przychodziłem do Chorzowa, naszym celem była pierwsza ósemka i na tym nam tylko zależało, a cel udało się osiągnąć mimo bardzo trudnej sytuacji finansowej. Jest zatem niesprawiedliwe, gdy ktoś mówi, że cały rok był zły, czy nawet bardzo zły. Z kolei ten sezon rozpoczął się, jak się rozpoczął. Jeśli chodzi o mnie – grałem na początku, później doznałem kontuzji w meczu pucharowym, a gdy wróciłem trener miał już inną koncepcję, beze mnie.

Piłkarsko czułeś się na tyle mocny, żeby wejść w każdym momencie i pomóc drużynie?
Tak, ja byłem cały czas gotowy do tego, by pomóc. Trener Fornalik widział to jednak inaczej. Oczywiście ma prawo do tego, żeby decydować po swojemu. Ale trochę mam żal o to, że gdy drużyna przegrywała, nie dostałem żadnej okazji do tego, żeby się pokazać. Takie jednak jest życie piłkarza i nie mam zamiaru do nikogo mieć o to pretensji.

Rozmawiał Przemysław Rączka

Inne artykuły o: I Liga | Podbeskidzie Bielsko-Biała

  • Pawel

    Dobry pilkarz. W Ruchu zostal skrzywdzony

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli