LEANDRO: Jak się ma szacunek dla kraju, w którym się mieszka, wszystko się ułoży

Autor wpisu: 22 lipca 2017 09:15

Leandro wydaje się transferowym strzałem w „dychę” Stali Mielec. Brazylijczyk, który w ekstraklasie dał się poznać jako jeden z wybijających się ponad przeciętność bocznych obrońców, zdecydował się na pierwszą ligę. Jak do tego przekonali go Zbigniew Smółka i szefowie Stali – pozostanie ich słodką tajemnicą.

Z Leandro spotkaliśmy się podczas obozu Stali w Kępie koło Sochocina. Z miejsca zyskuje sympatię niebywałą otwartością, łatwością kontaktu i tym, że bardzo wprost potrafi mówić o rzeczach najważniejszych: dyscyplinie, konieczności poszanowania kolegów, trenera, także kultury kraju, w którym się mieszka.
A tych krajów miał dotąd niemało. Z Brazylii trafił do Bułgarii, na Ukrainę, do Polski. U nas Stal Mielec będzie jego trzecim klubem – po Koronie Kielce i Górniku Łęczna.

FUTBOLFEJS.PL: Zacznijmy od kwestii zasadniczej – jak „wylądowałeś” w Stali?
LEANDRO: Zaczęło się od zaufania, jakie okazał mi trener Smółka. Przyjechałem do Mielca, trener pokazał klub, co i jak funkcjonuje, infrastrukturę, która się rozwija, i bardzo mi się tu spodobało. Także to, jakie perspektywy ma Stal Mielec. Teraz tutaj jest pierwsza liga, ale mając takie podstawy, jakie ma Stal, śmiało może być… ekstraklasa. Nie mówię, że od razu w tym sezonie. Może w tym, a może w następnym… Tego nigdy się nie wie. W każdym razie po tym, co zobaczyłem, po tym, co usłyszałem, ja ze swojej strony zrobię wszystko, by Stal grała na wysokim poziomie. I będzie dobrze! Wierzę w to.

Trener Smółka jest takim typem mocnego przywódcy, prawda?
Przede wszystkim spodobało mi się to, jakiej jakości są u niego treningi. No i świetne jest to, że z tego, co już zauważyłem, potrafi sprawić, by każdy z zawodników dbał o atmosferę w drużynie. A to najważniejsze. Bo drużyna bez atmosfery nie może dobrze pracować. W Stali z ręką na sercu – ta atmosfera jest. Jak pytacie, co mi się tu jeszcze spodobało, to muszę powiedzieć, że także samo miasto. Mielec nie jest duży, ale jest bardzo ok. Jest w nim wszystko, co potrzebne piłkarzowi do szczęścia. Za chwilę czas na ligę i zobaczymy, czy to wszystko, o czym mówię, zaprocentuje. Ale moim zdaniem – tak.

W Łęcznej raczej nie było sensu zostawać?
Nie. Byłem tam dwa lata i ten temat się skończył. Podziękowałem wszystkim w klubie za te dwa lata, a teraz jest nowy etap w mojej karierze. W Stali, z którą związałem się na kolejne dwa lata.

Dla Łęcznej ten sezon był bardzo trudny. Ale zrobiliście wiosną coś niesamowitego. Z przyjemnością patrzyło się na to, jak efektowny futbol graliście. Tyle że utrzymania to nie dało.
Taki jest futbol, naprawdę. Sami widzicie na przykładzie Łęcznej – właśnie jak bywa. Czasami ludzie krytykują: piłkarze nie tacy, trener nie taki. U nas w Łęcznej też było trochę problemów, ale od kiedy przyszedł trener Smuda, wiele rzeczy się poprawiło. Zaczęliśmy grać naprawdę dobry futbol, szczególnie ostatnich 10 meczów sezonu w naszym wykonaniu było całkiem w porządku, jeśli chodzi o jakość. Ale co z tego? Szkoda, bardzo szkoda, bo zapracowaliśmy na to utrzymanie, nie powinno tak się stać, jak się stało. Ale cóż… Jak trener Smuda powiedział: takie jest życie, taki jest los, taka jest piłka. Trzeba podnieść głowę do góry i iść dalej…

Tobie chyba z trenerem Smudą było bardzo po drodze. Miałeś u niego mocne miejsce.
Bardzo dobrze mi się ze Smudą pracowało. Każdy trener ma swoją filozofię, to jasne. Ale to, co proponował Smuda, dla mnie było bardzo w porządku. Zresztą ja w ogóle miałem szczęście do trenerów w Polsce. Ryszard Tarasiewicz, Jurij Szatałow, Andrzej Rybarski, Franciszek Smuda… Od każdego z nich potrafiłem się czegoś nauczyć. Dziś o wszystkich mogę powiedzieć, że uważam ich za dobrych fachowców.

Choć Tarasiewicz, Szatałow czy Smuda to takie wyraziste osobowości. Nie każdemu pasują.
Powiem wam tak: najważniejsza jest dyscyplina. Jeśli zawodnik ma w sobie dyscyplinę, jest zaangażowany w to, co robi, każdy trener będzie z niego zadowolony. Nie zawsze i nie w każdych okolicznościach ważny jest tylko wynik. To jest piłka – u was, ale także u nas często się powtarza: można wygrać, ale też można przegrać czy zremisować. Ale wewnętrzna dyscyplina jest najważniejsza, bo pozwala się rozwijać, niezależnie od wyników. To, czego trener oczekuje, trzeba wykonywać w stu procentach. To podstawa.

Jak z twojej perspektywy wygląda zmiana Górnika na Stal – chodzi o styl gry, taktykę?
Na razie musimy poczekać, aż zaczniemy grać regularnie mecze. Ale pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Dużo ćwiczymy ustawienia poszczególnych formacji czy też momentów gry: obrony, pomocy, ataku. Dla mnie to wygląda bardzo interesująco.

Mówimy o taktyce, futbolu, ale… jak ci się w ogóle żyje w naszym kraju? Tak daleko od ojczyzny.
Oj, tysiące kilometrów, to prawda. Ale bardzo mi dobrze tutaj, z wami. Jestem w Polsce już trzy lata, a jak słyszycie – zostaję na następne. Myślicie, że bym się na to zdecydował, gdyby mi coś nie pasowało? Moja żona jest Polką, wzięliśmy ślub trzy miesiące temu, i można powiedzieć, że dla nas obojga ta propozycja ze Stali Mielec była bardzo atrakcyjna. Żona oczywiście bardzo się ucieszyła, że zostajemy tutaj. Oboje jesteśmy bardzo zadowoleni.

Zaczynałeś kopać piłkę w swojej ojczyźnie oczywiście. Przewinąłeś się przez kilka tamtejszych klubów, nie byłeś już na tamtym poziomie rozgrywkowym anonimowym piłkarzem. A jednak zdecydowałeś się przyjechać do Europy. Czasami nas to dziwi, jak to się dzieje, że piłkarze z Brazylii, gdzie futbol jest otoczony takim kultem, przyjeżdżają do Polski czy szerzej – do lig wschodniej Europy.
No tak, u nas ten kult futbolu, o którym mówicie, jest wyjątkowy. Dzieciaki mają po rok, dwa lata i już je zobaczycie z piłką przy nodze, bo pierwszym poważnym prezentem, jaki tato daje synowi, to właśnie futbolówka. To trochę taka nasza religia. Każdy dzieciak marzy o tym, by być piłkarzem, by tak zarabiać na życie. U mnie było tak samo. Ale pamiętajcie o jednym – przez to piłkarzy w Brazylii jest bardzo dużo. I bardzo duża jest konkurencja. Dlatego, jeśli zdecydowałeś się uprawiać futbol zawodowo, ten rynek gdzieś się dla ciebie kurczy. Stąd poszukiwanie najlepszego miejsca do rozwoju, do gry, do zarabiania na życie. Normalne. Ja z Brazylii pojechałem do Bułgarii, potem były Niemcy i sześć lat Ukraina. No i teraz Polska. Nie czuję się z tym jakoś wyjątkowo. Życie. Nauczyłem się waszego języka, poznałem waszą kulturę, świetnie się tu odnajduję. Zresztą według mnie to podstawa dobrego samopoczucia w miejscu, w którym się jest – trzeba mieć szacunek dla kraju, w którym się mieszka, dla jego kultury. Jak masz w sobie ten szacunek, to później już wszystko będzie dobrze, naprawdę. Kłopoty zaczynają się wtedy, jak nie szanujesz innych, jak masz problemy z komunikacją, albo jej nie chcesz.

Z tego, co słyszymy i wiemy o tobie, ty akurat jesteś osobą bardzo otwartą…
Zawsze taki byłem. Lubię rozmawiać, lubię poznawać nowych ludzi, lubię pomagać kolegom. I zawsze chcę zrobić wszystko, aby moja drużyna była jak najlepsza. I tak będzie w Mielcu – każdego dnia, absolutnie każdego dnia możecie przyjechać na trening i się przekonać, że staram się robić wszystko, co tylko mogę, by moja drużyna była jak najlepsza.

Bułgaria, Ukraina, Polska… Głównie w te słowiańskie tematy uderzyłeś…
Niby podobne, ale jednak każdy kraj ma swoją specyfikę, kultura jest trochę inna w każdym z nich. Inny język. Po bułgarsku znam tylko parę słów, no ale tam byłem jedynie pół roku. Po ukraińsku mówię swobodnie, po polsku też. Tu u was jest mi naprawdę świetnie. Może pierwsze dwa, trzy miesiące miałem takie trudniejsze. Ale wszystko się wyprostowało, złapałem tę waszą specyfikę.

Dużą rodzinę zostawiłeś w Brazylii?
Dwóch braci i trzy siostry. W różnym wieku – ja jestem taki pośrodku. Najstarsza siostra ma 40 lat, najmłodszy brat 23. Zresztą na marginesie moi obaj bracia powiedzieli, że nie chcą grać w piłkę.

?
Dziwne, nie? Chcieli wybrać inną drogę i wybrali. Ale w mojej rodzinie wszyscy potrafili w życiu sobie poradzić. Na przykład jedna z moich sióstr jest policjantką.

O, u was w Brazylii to ciężka praca…
No, to prawda. Dużo przestępstw, zatwardziali kryminaliści, akurat my mieszkamy w Rio de Janeiro, gdzie nie jest łatwo ani bezpiecznie. Wybrała więc ciężki zawód, bo naprawdę rzeczywistość Rio wygląda ciężej niż w Polsce. Wy tutaj macie przyjemne i spokojne życie. Naprawdę. U nas są takie miejsca, gdzie w restauracji nie da się spokojnie usiąść sobie i porozmawiać bez obawy, że stanie się coś nieprzyjemnego.

No, u nas też i takie miejsca bywają… Cała twoja rodzina, oprócz ciebie, została w Brazylii?
Tak. Wszyscy tam zostali i wszyscy na szczęście mają tam pracę. Dzięki Bogu nas w domu rodzinnym wychowano tak, by wszystko mogło się potem dla nas dobrze ułożyć. Każdy miał możliwości, by swoje życie ułożyć w miarę po swojemu, a to najważniejsze. W Brazylii sytuacja życiowa ludzi jest naprawdę trudna, trudniejsza niż w Polsce. Ale moja mama zrobił wszystko, by u nas w rodzinie wyglądało wszystko dobrze.

Jak powiedziałeś, że jedziesz grać w piłkę na drugi koniec świata, złapali się za głowy?
Nie, absolutnie. Miałem 16 lat, jak pojechałem do szkoły futbolu w Argentynie. I mama od razu wtedy powiedziała: „Chcesz grać w piłkę, chcesz się uczyć? To jeśli tylko podejdziesz do tego poważnie, będziesz się tak zachowywał, by nie robić sobie kłopotów – proszę bardzo, jedź”. I ja się do tego zawsze w życiu stosowałem. Dziś jak popatrzę za siebie – byłem w wielu miejscach na świecie, ale do każdego z tych miejsc mogę śmiało wracać, wszędzie będę miło przyjęty. A to najważniejsze w życiu – gdy po latach widzą twoją twarz i mogą powiedzieć: o, ten człowiek to naprawdę był dobry czy też fajny. Zresztą nie tylko w życiu piłkarza, choć wiadomo, że ono w naszym przypadku jest specyficzne. Bo to zawodowe jest bardzo krótkie. Teraz jestem w Mielcu i tu także chcę zostać zapamiętany jako dobry człowiek i piłkarz. Kto wie, co będzie dalej. Może właśnie tu skończę kiedyś karierę…

W Kępie rozmawiali Krzysztof Budka i Marcin Kalita

Inne artykuły o: I Liga | Stal Mielec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli