Jan Kocian: Nie zamierzamy się bronić przed presją

Autor wpisu: 27 czerwca 2017 15:18

Jan Kocian w rozmowie z Futbolfejs.pl nie tylko o Podbeskidziu i zmianach kadrowych w prowadzonym przez siebie zespole, ale także komentuje wydarzenia na młodzieżowych mistrzostwach Europy, na których Polacy grali słabo, a Słowacy świetnie.

Tyle, że jedni i drudzy z grupy nie wyszli. Polacy zaszkodzili sobie samym, Słowakom zaszkodziła niesławna końcówka meczu Niemcy – Włochy 0:1. Przez ostatnie 20 minut było wiadomo, że taki właśnie wynik daje i Niemcom, i Włochom awans do półfinału kosztem właśnie Słowacji (w klasyfikacji drużyn z drugich miejsc w grupach przegrała z Niemcami o… jedną bramkę).

FUTBOLFEJS.PL: W rozmowie z panem trudno uciec od tematu młodzieżowego EURO. Wy, Słowacy, narobiliście trochę zamieszania. I świetną grą, i potem głośno protestując po meczu Niemcy – Włochy.
JAN KOCIAN: No tak, włączył się w to nasz premier, włączył i szef związku, którzy opublikowali listy otwarte do władz europejskiego futbolu w proteście przeciwko temu, co stało się w meczu Niemcy – Włochy. Oczywiście, nic tym nie wskórają, ale to taki głos rozżalenia.

Słusznego?
Przede wszystkim nie jest to sprawiedliwy regulamin. To pogmatwane reguły sprawiły, że te drużyny grały ze świadomością, co dają poszczególne wyniki. Po to właśnie, by unikać podobnych sytuacji, stosuje się zasadę grania meczów decydujących w ten sam dzień, o jednej porze. Natomiast wiem też, że jak poszkodowany jest tak mało znaczący kraj jak Słowacja, to łatwiej zamieść sprawę pod dywan i przejść nad wszystkim do porządku dziennego. Ciekawe, co by się działo i jaki byłby krzyk, gdyby w identycznej sytuacji na przykład awansowały Słowacja i Szwecja kosztem Włoch czy Niemiec. I jak zachowałyby się media w tych krajach. Krzyk byłby wielki. A tak… Nic się przecież nie stało.

Ale się stało. Z zazdrością patrzyliśmy, jak wasza słowacka młodzież gra w piłkę.
Tak – z powodu tych chłopaków to bardzo przykre. To młodzi, ambitni ludzie, którzy bardzo chcieli się tu pokazać z jak najlepszej strony i to zrobili. Po prostu jest mi ich szkoda, bo ich ambicja nie została nagrodzona, a to najgorsze, co może się stać.

My w decydującym meczu z Anglią tylko statystowaliśmy, wy – mimo porażki – w drugiej połowie tak siedliście na Anglików, że ci nie wiedzieli, jak wyjść z własnej połowy.
Nasza młodzież zagrała na tym EURO po prostu kawałek dobrego futbolu, ale dla nikogo, kto zna naszą kadrę, to nie było zaskoczeniem. Mamy bardzo dobrą, ciekawą generację. Piłkarzy, którzy albo grają za granicą, albo w najsilniejszych dziś w lidze Żilinie czy Trenčinie, a na dodatek kilku ma za sobą występy w pierwszej reprezentacji (dziesięciu – red.). Poza tym my mieliśmy bardzo ważny atut, którego zabrakło wam – przeszliśmy eliminacje. Rywalizacja z Holandią, Turcją, w bardzo trudnej grupie, zacięte mecze zbudowały tę drużynę. Nabrała w nich pewności i jakości.

Wróćmy do polskiej ligi – jak pańskie Podbeskidzie ma nabierać pewności i jakości, skoro znów wymieniacie pół podstawowego składu?
Zmiany w składzie są, aczkolwiek może jednak nie tak radykalne, jak pan sugeruje. Robert Gumny musiał wrócić do Lecha, bo skończyła mu się umowa wypożyczenia. Na to trzeba było być przygotowanym. Robertowi Demjanowi wygasł kontrakt. Szymon Lewicki, który strzelił kilka ważnych goli nawet jak wchodził z ławki – to trzeba przyznać, też był tylko wypożyczony z Arki. W jego przypadku nie skorzystaliśmy z opcji przedłużenia, bo jednak szukamy piłkarza o trochę innej charakterystyce.

No dobrze, ale przecież Jozef Piaček, Nermin Haskić – na nich miała się opierać ta drużyna. Sporo grał Michał Janota, który niemal całą wiosnę był podstawowym zawodnikiem.
Tak, Janota dał tej drużynie jakość, ale… spodziewaliśmy się jednak od niego jeszcze więcej. Dlatego w tym wypadku chcemy szukać innych możliwości. Natomiast odejścia Haskicia, a przede wszystkim Piačka – to były te nieprzyjemne zaskoczenia. Nie ukrywam: odejście Piačka przyjąłem z ciężkim sercem. Ale on ma już 34 lata, a trafiła mu się okazja do tego, by wrócić do czeskiej ligi. Bardzo mu zależało na tym, by na koniec kariery jeszcze mieć okazję zagrać przeciwko Slavii, Sparcie. To fajne wyzwania. Z Haskiciem podobnie. On był do nas tylko wypożyczony, a teraz dostał szansę grać z Rużomberokiem w europejskich pucharach. Ci piłkarze dali naszej drużynie bardzo wiele, ale przy okazji przypomnieli się w trochę większym futbolu. Oni coś zyskali, myśmy coś zyskali.

Efekt taki, że musi pan znowu łatać. Z ataku na przykład ubyło trzech piłkarzy.
Tak jak mówię – co do Haskicia liczyłem, że może się jeszcze uda go zatrzymać na chwilę, a w obecnej sytuacji musimy się rozglądać za dwoma nowymi piłkarzami do linii ataku.

Wróci tak wyczekiwany przez pana Luboš Kolar, który całą wiosnę stracił lecząc kontuzję?
Oj, niestety, to jeszcze nie tak prędko. On miał tak wszystko pozrywane w kolanie i to się musi porządnie zagoić, a piłkarz przejść bardzo uważny proces rehabilitacji. Jeszcze półtora, może dwa miesiące, nim wróci do normalnego treningu. Na początek rozgrywek na pewno go jeszcze nie będzie.

A co z Gumnym? Jest szansa, że go „odzyskacie”?
Rozmawiamy z Lechem i nie ukrywam, że bardzo byśmy chcieli. To świetny chłopak, który się dobrze u nas odnalazł. Ale tu wszystko zależy od koncepcji Lecha. Jak sobie tę drużynę poukładają, jakie transfery zrobią i czy będą chcieli Gumnego puścić. No i czy akurat do nas.

To już przesądzone – sięgacie po Dimityra Ilijewa z Wisły Płock, obrońcę, który był kluczową postacią w ostatnim sezonie w ekstraklasie.
To jeden z tych piłkarzy, na których chcemy oprzeć drużynę w nowym sezonie. Chcemy ją przede wszystkim lepiej zbilansować. Dotychczas było tak, że w Podbeskidziu grali albo piłkarze bardzo zaawansowani wiekowo, albo bardzo młodzi. Potrzebujemy tego „środka”. Ilijew ma 28 lat, przy następnych transferach będziemy najchętniej celować w piłkarzy 24, 25, 26 lat. Oni są tej drużynie najbardziej potrzebni, by dać jej odpowiednią jakość. Nie uciekamy też przed młodością. Rozglądamy się za tymi, którzy w pierwszych zespołach silnych klubów ekstraklasy na razie się nie przebiją, a u nas mogliby zyskać niezbędne doświadczenie. Jak na przykład w Legii Miłosz Kozak (ostatnio grał wypożyczony do Wigier – red.) czy Bartosz Skowron (z drugiej drużyny Legii – red.).

Kilka jeszcze innych nazwisk przewinęło się przez Podbeskidzie w tym nieudanym sparingu z Żiliną 0:6. Lalić, Pezo, Urgela, Hrvoje Barisić…
„Nieudanym” – to nie tak. Wiadomo, przegrać 0:6 nigdy nie jest dobrze, ale ten mecz był z mojego punktu widzenia typowo testowym. Przy opiniowaniu zawodników nie chcieliśmy tylko kierować się tym, co widać na YouTube, ale zobaczyć ich przynajmniej przez chwilę na boisku. Dlatego ten sparing był specyficzny, zagrało w nim kilku testowanych zawodników i oni raczej nie przypadli nam do gustu. Z tych, których pan wymienił, tylko Urgela będzie jeszcze obserwowany

Gdy wielokrotnie rozmawialiśmy w poprzednim sezonie, od samego początku powtarzał pan, że sezon 2016/17 niekoniecznie jest walką z cyklu „ekstraklasa albo śmierć”, ale że sezon następny to już bardzo sprecyzowany cel. I tym celem będzie awans. Nadal to obowiązuje?
Nie zamierzamy bronić się przed presją. Ze strony kibiców, mediów, władz miasta. Absolutnie nie. Natomiast, by określić jaki potencjał mamy i by wiedzieć, o co realnie możemy grać, najpierw muszę zobaczyć, jakim składem Podbeskidzie będzie po okresie transferów dysponować. Odeszło od nas kilku piłkarzy – jak mówiłem: co do niektórych nie mogło to być zaskoczeniem, co do niektórych było. Nawet jednak jeśli zdecydowaliśmy, że kogoś nie będziemy tu trzymać, to znaczy tyle, że wciąż potrzebujemy kogoś, kto go zastąpi. Da tej drużynie jakość i ją wzmocni. Gdy przejdziemy ten proces, będziemy wiedzieć, co drużyna sobą prezentuje. Na razie wiemy, gdzie mamy braki i najbliższy okres to czas ciężkiej pracy z naszej strony, by braki te uzupełnić.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: I Liga | Podbeskidzie Bielsko-Biała

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli