Jan Kocian: Nie chcę wojny z Podbeskidziem

Autor wpisu: 6 października 2017 19:15

Jan Kocian żegna Podbeskidzie. Oficjalnie i chyba na dobre, bo trudno sobie wyobrazić, by ten klub i ten szkoleniowiec jeszcze kiedyś się zeszli. Mimo że słowacki trener mówi bardzo dobitnie: – Nie chcę wojny z Podbeskidziem.

Rozstanie Jana Kociana z Podbeskidziem Bielsko-Biała było największą i najbardziej niespodziewaną trenerską woltą tego lata. Kocian w czerwcu i na początku lipca jeszcze jak gdyby nigdy nic przygotowywał Górali do nowego sezonu. I był w miarę optymistycznie nastawiony do przyszłości. – Nie zamierzamy bronić się przed presją. Ze strony kibiców, mediów, władz miasta. Absolutnie nie. Natomiast by określić, jaki potencjał mamy i by wiedzieć, o co realnie możemy grać, najpierw muszę zobaczyć, jakim składem Podbeskidzie będzie po okresie transferów dysponować. Odeszło od nas kilku piłkarzy – co do niektórych nie mogło to być zaskoczeniem, co do niektórych było. Nawet jednak jeśli zdecydowaliśmy, że kogoś nie będziemy tu trzymać, to znaczy tyle, że wciąż potrzebujemy kogoś, kto go zastąpi. Da tej drużynie jakość i ją wzmocni. Gdy przejdziemy ten proces, będziemy wiedzieć, co drużyna sobą prezentuje. Na razie wiemy, gdzie mamy braki i najbliższy okres to czas ciężkiej pracy z naszej strony, by braki te uzupełnić – mówił nam w czerwcu.

Trzy dni przed startem ligi Kocian z Podbeskidzia niespodziewanie zniknął. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę. – Nie przyszedł do klubu, a my dowiedzieliśmy się, że ma duże problemy zdrowotne – mówił nam kapitan Podbeskidzia Łukasz Sierpina przy okazji meczu Pucharu Polski ze Świtem.
Dziś Jan Kocian, który właśnie oficjalnie rozwiązał kontrakt z Podbeskidziem, zapewnia: – Moje kłopoty zdrowotnie nie były żadnym wymysłem. Miałem problemy urologiczne, potem okazało się, że coś nie w porządku jest z sercem. Trafiłem do szpitala. A wiadomo, jak to jest, gdy już się tam znajdziesz – seria badań i zawsze czegoś dodatkowego się u ciebie doszukają. Jednak podważanie sytuacji jest wymysłem, bo jaki lekarz dałby mi L-4 na dwa miesiące, nie mając do tego podstaw? To absurd.

Aczkolwiek trener Kocian przyznaje też, że na jego stan zdrowia miała wpływ nie za ciekawa i nerwowa dla niego sytuacja w klubie, który w ostatnim okresie jego pracy dostarczył mu kilku nieprzyjemnych niespodzianek. Katowicki „Sport” pisał wtedy o konflikcie trenera z dyrektorem sportowym Andrzejem Rybarskim i – choć Kocian nie chce o tym rozmawiać wprost – można wyczuć, że coś było na rzeczy. Obaj panowie nie przypadli sobie chyba do gustu, a ich pomysły na prowadzenie zespołu mocno się od siebie różniły.
– Nie będę zdradzał szczegółów, bo wiążą mnie klauzule w umowie, a poza tym nie chcę żadnej wojny z Podbeskidziem. Nie o to chodzi. Choć muszę powiedzieć, że z zaskoczeniem zauważyłem, że druga strona, i władze klubu, i władze miasta, mówiły o mnie całkiem sporo, nawet pisano oświadczenia, które w mojej opinii po części były nieprawdziwe. To było dla mnie dziwne, bo tak jak mnie obowiązują pewne zapisy, tak samo i ich, czego nie przestrzegano – zauważa słowacki szkoleniowiec.

Kocian w czwartek wrócił z L-4, przedstawił zaświadczenie lekarskie o zdolności do pracy, tyle że pracy nie podjął, bo trenerem jest już Adam Nocoń. Kocian i Podbeskidzie dogadali się więc co do warunków rozwiązania umowy. Z winy klubu zresztą, czyli tak jak tego domagał się Słowak. – Klub miał to zaznaczyć w komunikacie, ale jakoś pominięto ten wątek. Trudno. Ważne, że się dogadaliśmy, a ze mnie zeszły nerwy, bo nie ukrywam, że sytuacja mnie stresowała i zdarzały się rzeczy, które nie wpływały dobrze na stan mojego zdrowia – przyznaje Kocian.

Fakt, trochę tego zdrowia w Bielsku-Białej zostawił, bo przejmował klub, gdy zetknięcie z pierwszoligową rzeczywistością okazywało się dość bolesne i trudne. – Dzięki dużej pracy udało nam się nie dopuścić do takiej spirali zdarzeń, jaka się czasem trafia po spadku zespołu z ekstraklasy, a jakich doświadczały Bełchatów, Zawisza czy ostatnio Ruch. Zimą przeprowadziliśmy naprawdę udane transfery, wiosną mieliśmy serię 10 meczów bez porażki. Wydawało mi się, że budujemy coś pozytywnego, bo był ewidentny progres, tym bardziej że dobrze się dogadywaliśmy z prezesem czy też z władzami miasta. A potem nagle nasze wizje prowadzenia drużyny i sposobów codziennego funkcjonowania kompletnie się rozjechały. Nie rozumiem tego, ale więcej nie powiem, bo mógłbym powiedzieć za wiele. Dziś dla mnie to już przeszłość. Podreperuję zdrowie i będę gotowy na nowe wyzwania – komentuje Słowak.

Inne artykuły o: I Liga | Podbeskidzie Bielsko-Biała

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli