Jakub SZUMSKI: Pojawiały się słowa, że odpuściliśmy awans. To kompletne brednie

Autor wpisu: 23 czerwca 2017 17:00

Rozmawiamy z Jakubem Szumskim, który po rocznym wypożyczeniu do Zagłębia Sosnowiec wrócił właśnie do Legii. O tym, czemu to Zagłębie nie awansowało do ekstraklasy, kłopotach zdrowotnych, z jakimi borykał się w trakcie rundy wiosennej oraz swojej przyszłości w Legii.

FUTBOLFEJS.PL: Jak ze zdrowiem?
JAKUB SZUMSKI: Kończę rehabilitację, bo pod koniec sezonu złamałem palec u ręki. Myślę, że jeszcze około dziesięciu dni i będę mógł rozpocząć normalne treningi z drużyną.

Ale nie ma już obaw, czy Kuba Szumski w ogóle będzie mógł grać w piłkę? Pytam, bo takie pojawiły się w pewnym momencie w poprzedniej rundzie, gdy byłeś jeszcze w Zagłębiu.
Rzeczywiście, przez ostatnie pół roku miałem trochę przygód, nie ma co ukrywać. I jeśli chodzi o zdrowie, to takich mniej przyjemnych. Można powiedzieć, że trafił mi się rzadki przypadek. Chodziło o podejrzane objawy, które wskazywały na poważne zagrożenie. Koniec końców po dwóch tygodniach badań okazało się, że mój organizm inaczej niż większość reagował na taką chorobę jak mononukleoza. Ona jest szczególnie nieprzyjemna dla sportowców, bo uniemożliwia ciężki wysiłek, wobec czego wyklucza trening. Inna sprawa, że trochę to wszystko zostało przez niektóre media rozdmuchane. Stąd pewnie pojawiły się pytania, czy nadal będę mógł uprawiać zawodowo sport. A to w sumie nic niezwykłego, bo ta choroba dotyka też sportowców. Widziałem, że ostatnio był jej wysyp. Zachorowała na nią Ula Radwańska, zachorował Mark Cavendish.

No to znalazłeś się w doborowym towarzystwie.
Można tak powiedzieć (śmiech). U mnie były trochę inne objawy niż u większości osób, które na to chorują, więc też nie ma się co lekarzom dziwić, że musieli podjąć takie kroki i zostawić mnie w szpitalu. W pewnym momencie nie wyglądało to najlepiej i rzeczywiście dostałem od nich informację, że nie wiadomo, czy wciąż będę mógł zawodowo uprawiać sport.

Niemniej rozumiem, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane i dziś nie ma już żadnych wątpliwości co do tego, czy możesz nadal grać w piłkę?
Nie ma. Wszystko jest już OK. Mogę trenować i grać na sto procent, bez żadnych ograniczeń. Oczywiście kiedy tylko skończę rehabilitację i zagoi się złamany palec. Natomiast mam za sobą ważną lekcję w życiu.

A ze sportowego punktu widzenia, jaki to był dla ciebie rok? Z jednej strony kiedy tylko zdrowie dopisywało, grałeś regularnie i byłeś mocnym punktem Zagłębia – w naszym plebiscycie na najlepszego bramkarz pierwszej ligi, w którym głosowali kibice, zająłeś 4. miejsce, więc to chyba niezły wynik. Z drugiej – mimo wszystko awansować do ekstraklasy się nie udało, a sezon zakończył się dla was w mało przyjemnej atmosferze.
Dla mnie to był totalny rollercoaster. Co chwila i w klubie, i w życiu coś się działo. Oczywiście cieszę się z tego, że poszedłem do klubu, w którym mogłem regularnie grać, natomiast jednego, czego zabrakło, to stabilizacja. Tego brakowało i mi, i Zagłębiu. A to był warunek konieczny do tego, by cały czas bronić na wysokim poziomie i by drużyna w każdym meczu grała najlepiej, jak potrafi. Mieliśmy tylu trenerów w ciągu tego sezonu, że gdybyś zapytał mnie ilu, to tak z głowy, od razu na pewno bym ci nie powiedział. Musiałbym ich policzyć.

To była ta główna przyczyna, dla której Zagłębie nie wywalczyło awansu?
Na pewno jedna z kilku. Nie chcę szukać wymówek, ale wielu ludzi winą za to, że nie udało się awansować, obarczyło tylko nas…

Was, czyli piłkarzy?
Tak. Pojawiały się słowa, że odpuściliśmy awans. To kompletne brednie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie mieliśmy zbyt łatwych warunków do pracy. Nie jest tak prosto chwytać co chwilę filozofię gry nowego trenera i się do niej dostosowywać. A każdy kolejny szkoleniowiec zawsze chce zorganizować zespół po swojemu. Nie mówię o tym, by winić za to władze klubu, bo jestem przekonany, że każdą decyzję, jako podejmowali, podejmowali całym sercem za Zagłębiem. Natomiast mówię po to, by niektórym uświadomić, że te wszystkie głosy o tym, że odpuściliśmy, były zwyczajnie nie fair.

Nie da się jednak ukryć, że niektóre decyzje prezesa, czy ogólnie zarządu Zagłębia, wydawały się dyskusyjne.
Powtórzę: z tego, co zdążyłem tych ludzi poznać, jestem przekonany, że wszystko robili, mając na myśli dobro Zagłębia. Dla nas wszystkich ten sezon to spora nauczka i materiał do przemyśleń. Wiem, jak bardzo zależało prezesowi, chłopakom, trenerom…

A ty po rocznym pobycie w Zagłębiu czujesz się lepszym bramkarzem?
Oczywiście. Zagrałem dużo spotkań, gdy tylko byłem zdrowy, to miałem pewne miejsce w wyjściowym składzie, i mogę tylko żałować, że takiej serii nie udało się pociągnąć w drugiej rundzie. Ale to już przypadki losowe, na które nie miałem wpływu. Nie zmienia to faktu, że wiele się nauczyłem, nabrałem dużej pewności siebie i wracam z Sosnowca z ogromnym bagażem doświadczeń. Niby tylko jeden sezon, a ten bagaż, jakby minęło z pięć lat. A teraz cieszę się, że wróciłem do Legii, bo to tak naprawdę mój dom.

Jakie plany na przyszłość? Tu konkurencja na twojej pozycji o niebo trudniejsza niż w Zagłębiu, z drugiej strony nie po to niemal przez cały sezon grałeś regularnie, by teraz kolejny spędzić na ławce, prawda?
Jakie plany? Myślę, że przyjdzie moment, kiedy będę mógł o tym porozmawiać konkretnie. Nie uciekam od tematu, ale sam jeszcze nie wiem, co dalej. Dopiero zaczęły się przygotowania, ja kończę rehabilitację.

Rozmawiałeś z trenerem Magierą o swojej roli w Legii?
Wstępnie rozmawialiśmy, ale jesteśmy umówieni na kolejną rozmowę, już konkretniejszą. Wiele zależeć będzie od polityki klubu. Na razie nie mogę jeszcze trenować na sto procent. Pracuję indywidualnie z trenerami, robię, co mogę i czekam. Ten obóz w Warce ma mi pomóc jak najlepiej przygotować się do sezonu. A gdzie ten najbliższy sezon spędzę, tego jeszcze naprawdę nie wiem.

Ale rozumiem, że nie czujesz się gorszym bramkarzem od konkurentów, jakich masz w Legii?
Absolutnie. Jeśli będzie okazja, podejmuję rękawicę i walczę o miejsce w składzie. Po to tutaj jestem. W Legii nikt niczego nie dostaje za darmo, na swoje trzeba zapracować. Ja jestem gotowy do ciężkiej pracy. Zawsze daję z siebie sto procent i to się nie zmieni. Niezależnie od tego, czy będę nadal w Legii, czy gdzie indziej. Oby tylko zdrowie dopisywało.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli