Jacek Zieliński, czyli dyrektor sportowy z krwi i kości

Autor wpisu: 29 listopada 2016 08:28

Poznał piłkę nożną z każdej strony. Był zawodnikiem, asystentem trenera, trenerem, od 2,5 roku pracuje jako dyrektor sportowy Wigier Suwałki – jednej z rewelacji 1. ligi. A miał tam zostać tylko rok.

Telefon do Franciszka Smudy, byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Zieliński był jednym z jego asystentów. Wcześniej Smuda prowadził go w Legii.
– Dzień dobry, trenerze. Znajdzie pan kilka minut na rozmowę?
– Dzień dobry. A o czym chce pan rozmawiać?
– O Jacku Zielińskim, tym legijnym, pana byłym asystencie.
– Aaa, to pewnie, fantastyczny człowiek. Nie tylko asystencie, przecież on u mnie grał.
Tak wyglądał początek rozmowy z „Franzem”. Potem popłynęła już tylko litania komplementów. – Mało jest takich ludzi w piłce: sumienny, dokładny, lojalny aż do bólu, uczciwy. Miał świetny kontakt z piłkarzami. On tam w Wigrach jest dyrektorem, tak? Nie wątpię, że się nadaje, ale ja widzę go jako trenera. Gdybym był w jakimś klubie, to dzwoniłbym do niego od razu.
– Trenerze, może jednak jakieś wady, czymś pana kiedyś zirytował?
– (chwila ciszy) Nie widzę żadnych minusów u Jacka. Szkoda, że nie ma go w ekstraklasie, w tych Suwałkach trochę się marnuje.
– Z tego co wiemy, to nie ma tam źle.
– Nie o to chodzi, on potrzebny jest w dużym klubie, gdzieś w dużej piłce. W roli trenera – kończy Smuda.
Przytaczam rozmowę ze Smudą, bo to pewien model – w ten sam sposób o Zielińskim wypowiadają się wszyscy, którzy mieli z nim do czynienia: trenerzy, koledzy z boiska. Każdy wymienia te same cechy: sprawiedliwość, uczciwość, lojalność. No i bardzo dobry kontakt z piłkarzami.

Wigry, czyli przyjacielska przysługa
Gdy wiosną 2014 roku Zieliński poszedł „w dyrektory” do Suwałk, było to sporą sensacją. Raz, że facet z takim doświadczeniem (dwukrotnie w roli trenera prowadził Legię, potem Koronę Kielce i reprezentację U-20) decyduje się pracować w drugiej lidze, dwa – dyrektor sportowy w klubie drugoligowym? Szybko okazało się, że prezes klubu Dariusz Mazur wiedział dokładnie, po co mu Zieliński: miał poukładać klub i pomóc zespołowi awansować do pierwszej ligi! Udało się już po roku.
– Pewnie nigdy bym się nie zgodził na pracę w drugiej lidze, ale od dłuższego czasu namawiał mnie na to Darek, z którym przyjaźnię się od lat. W końcu dałem się namówić – mówi „Zielek”.
– Gdy Jacek stracił pracę w reprezentacji Polski U-20, było mi przykro, ale też się trochę ucieszyłem. Pomyślałem, że może wreszcie przyjmie moją ofertę – mówi Dariusz Mazur, prezes Wigier.
Już po trzech miesiącach, z Zielińskim w roli dyrektora, Wigry awansowały do 1. ligi. W pierwszym sezonie na zapleczu ekstraklasy celem było utrzymanie, co udało się bez większych problemów (9. miejsce).  W kolejnym roku było podobnie (10. miejsce). Jesienną rundę obecnego sezonu Wigry zakończyły na bardzo dobrym 5. miejscu. Chociaż już teraz niekoniecznie wszyscy w Suwałkach zgodzą się, że to jest bardzo dobre miejsce. Bo początek w wykonaniu Wigier był fantastyczny, przez cztery kolejki (od 4. do 7.) ekipa z Suwałk była liderem. Potem przyszła dłuższa chwila zadyszki – aż 10 meczów bez wygranej. Zgrało się to z… wyjazdem Zielińskiego na Maltę. Dyrektor suwalskiej drużyny poleciał szlifować angielski, na kursie spędził dwa miesiące. – Nie wiem, czy moja nieobecność miała jakieś znaczenie. Ja wspieram trenera, podrzucam pomysły, ale nie wtrącam mu się do składu – mówi „Zielek”.
W Suwałkach Zieliński jest człowiekiem-orkiestrą: koordynuje pracę pierwszej drużyny, drużyn młodzieżowych, pełni też rolę skauta. W małym klubie wprowadził standardy, których nie ma w wielu drużynach w ekstraklasie. Przywiązuje dużą wagę do tego, by piłkarze mieli fachową opiekę medyczną, suplementację, warunki treningowe, stąd regularne wyjazdy Wigier na zagraniczne zgrupowania.

Angielski model po suwalsku
Jeśli chodzi o podział kompetencji, Zieliński generalnie jest zwolennikiem angielskiego modelu, czyli prowadzenia drużyny przez menedżera o szerokich kompetencjach. To on odpowiada za ogólne kwestie szkoleniowe, ale też zajmuje się sprawami, które należą do dyrektora sportowego, na przykład polityka transferowe. Różnica między tym angielskim modelem a tym „suwalskim” jest taka, że tam pierwszy trener (tak zwany first team coach) zajmuje się prowadzeniem treningów, ale faktycznie jest asystentem, bo na ławce rządzi menedżer. W Suwałkach pierwszy trener (Dominik Nowak) odpowiada za to, co się dzieje na boisku i podczas codziennej pracy na treningach. Ma w tym pełną autonomię i wsparcie dyrektora. To Zieliński wybiera trenerów. To z jego inicjatywy do Suwałk trafił Nowak. Wcześniej prowadził rozmowy z… Jackiem Magierą. – Kilka miesięcy temu, gdy Jacek nie pracował już w Legii, myślałem o zatrudnieniu go w Suwałkach. Odbyliśmy trzy albo cztery rozmowy. Po tych rozmowach doszliśmy do tego, jak Jacek widziałby pewne sprawy organizacyjne. To było coś, na czym można było się oprzeć w kolejnych spotkaniach. Nie doszło do nich, bo Jacek stwierdził, że z przyczyn osobistych na razie nie chce podejmować pracy – wyjaśnia Zieliński.
Prezes Mazur, ale też trener Nowak, są pod wrażeniem organizacyjnych talentów dyrektora. Chwalą go zwłaszcza za nosa w wyszukiwaniu piłkarzy. Sprowadzony z rezerw Legii Łukasz Moneta jest już w Ruchu Chorzów, podobnie jak Łukasz Hanzel (ściągnięty z Piasta). Miłosz Kozak i Damian Kądzior są dziś filarami zespołu. – Nie mamy siatki skautów, więc trzeba sobie radzić. Korzystam ze swoich znajomości w środowisku, a poza tym nieoceniony jest internet i program InStat Scout – wyjaśnia.
– Jacek dobierał drużynę pod względem charakterologicznym. Chcieliśmy mieć tutaj taką bandę, zespół, w którym jeden pójdzie za drugim. I to nam się chyba udało. Dowód? Niedawno przyszli do mnie piłkarze z prośbą, by inaczej podzielić premie za grę w Pucharze Polski. Ci, którzy grali częściej, chcieli, żeby więcej dostali zawodnicy, którzy grywali mniej – tłumaczy Mazur.
Dyrektor Wigier nie wtrąca się w taktykę na dany mecz, ale… – Oglądam treningi, biorę udział w dyskusji na temat taktyki. Robię to jednak na zasadzie podrzucania pomysłów, niczego nie narzucam, decyzja zawsze należy do trenera – podkreśla. To dyrektor kształtuje pewien model gry drużyny, filozofię. Jeśli trenerowi przyjdzie do głowy, żeby w jakimś meczu zaparkować autobus pod bramką, to dyrektor będzie się starał odwieść go od tego pomysłu. – Rozmawiamy z trenerem o tym, żeby trochę zmienić nasze podejście do gry. Na jakie? Szczegółów nie chciałbym zdradzać, ale chcemy grać trochę ofensywniej – mówi. Być może meczem-pilotem tego nowego stylu jest spotkanie w Pruszkowie ze Zniczem (wygrana 5:4).

Rodzina wzywa, ekstraklasa kusi
Od kilku dobrych miesięcy Zieliński nosi się z zamiarem wyprowadzki z Suwałk, głównie ze względów rodzinnych. Rodzina dyrektora została bowiem w Warszawie, Zieliński wpadał od czasu do czasu. – Nie ukrywam, zaczyna to trochę doskwierać. Umówiliśmy się, że będę pracował w Wigrach rok, ale jestem tam już 2,5 roku. Czyli rozluźniam te więzy od półtora roku – śmieje się „Zielek”. I dodaje: – Ostatnio z Darkiem wypracowaliśmy trochę inny model współpracy, więcej czasu spędzam w domu.
Problem Zielińskiego z rozstaniem z Suwałkami jest taki, że w tym sezonie Wigry – choć nikt nie mówi o tym głośno – marzą o awansie do ekstraklasy. Początek rundy jesiennej rozbudził apetyty, miejsce po 18 kolejkach te apetyty podtrzymuje. Siedem punktów straty do lidera, sześć do wicelidera (czyli miejsc premiowanych awansem) nie są nie do odrobienia. I w pozycji Wigier nie ma przypadku, bo latem klub do zamachu na ekstraklasę się szykował. – Zrobiliśmy sporo ruchów transferowych, okroiliśmy nieco kadrę pierwszego zespołu. Działamy w pewnych ramach finansowych. Doszliśmy do wniosku, że z pewnych standardów pracy, na przykład zgrupowań, nie możemy rezygnować. Ale stwierdziliśmy, że damy sobie radę, jeśli postawimy na węższą grupę piłkarzy – mówi Zieliński.
A gdy widzisz, że twoja praca przynosi efekty, to też szkoda ją przerywać. Awans Wigier byłby ogromnym wydarzeniem, chociaż wszyscy w klubie starają się podchodzić do tego spokojnie. – Jesteśmy skromnym klubem i wciąż tak właśnie chcemy być postrzegani. Oczywiście każdy ma marzenia, żeby wygrywać. Mam tylko nadzieję, że jeśli wiosną pojawi się szansa grania o ten najwyższy cel, to piłkarze, mimo iż dostaną oferty z innych klubów, będą chcieli tu zostać i o ten cel wspólnie powalczyć. Ja na siłę nikogo zatrzymywać nie będę, bo z niewolnika nie ma pracownika, ale robimy w klubie wszystko, by zawodnicy nie chcieli stąd odchodzić – mówi Mazur.
A jak się te plany mają do Zielińskiego? Bo może z nim być podobnie, jak z piłkarzami – zgłosi się po niego silniejszy klub. Z naszych informacji wynika, że niedawno zainteresowanie wyrażała Wisła Płock, która po awansie do ekstraklasy szukała dyrektora sportowego.
Zieliński ma ten atut, że może być kandydatem na dyrektora, ale też trenera. W trakcie pracy w Suwałkach miał dwie propozycje pracy w roli szkoleniowca. – Dla mnie to jest dyrektor z krwi i kości. Przygotowany jest do pracy w największych polskich klubach – mówi prezes Wigier.
– Co będzie, jeśli jeszcze w trakcie tego sezonu dostanie jakąś atrakcyjną ofertę? – pytamy Mazura.
– Trudno będzie go zastąpić, ale jeśli Jacek uzna, że przyszedł dla niego czas na nowe wyzwania, to z żalem, ale oczywiście pogodzę się z tym, że musimy się pożegnać. Mamy dżentelmeńską umowę, że nie będziemy stawać mu na drodze. Póki co mamy przed sobą najważniejsze spotkanie w historii w Pucharze Polski.
W środę Wigry grają rewanżowy mecz w ćwierćfinale tych rozgrywek z GKS Jastrzębie. W pierwszym spotkaniu (na wyjeździe) ekipa z Suwałk wygrała 2:1.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: I Liga | Twarze futbolu | Wigry Suwałki

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli