Jacek PASZULEWICZ: Olimpii wyrwano zdrowe zęby, trzeba wstawić nowe

Autor wpisu: 27 lipca 2017 12:02

Jacek Paszulewicz tego lata stanął przed kolejnym wyzwaniem pod hasłem „rewolucja”. Jak sam mówi – Olimpii wyrwano zdrowe zęby. W meczu Pucharu Polski ze Świtem Nowy Dwór w pierwszym składzie było aż sześć roszad w porównaniu z tym zespołem, który uchodził wiosną za kluczowy. Wtedy Olimpia o włos otarła się o awans do ekstraklasy.

FUTBOLFEJS.PL: Jeszcze się liga nie zaczęła, a tu już się trzeba… denerwować. Po 90 minutach meczu Pucharu Polski ze Świtem Nowy Dwór trochę pokrzyczał pan na swoich piłkarzy za remis 2:2. Ale nie dziwię się – było za co.
JACEK PASZULEWICZ: Jeżeli się prowadzi 1:0, potem 2:1, Feruga nie strzela gola, mając okazję z trzech czy czterech metrów… Od ligowców na tym poziomie, niezależnie na jakim są etapie przygotowań, można wymagać, by rozstrzygnęli taki mecz na swoją korzyść. Straciliśmy gola na 2:2 po serii indywidualnych błędów, taka jest prawda. Trzeba było przytrzymać to 2:1 i awansować do następnej rundy po 90 minutach. A nie grać dogrywkę, karne i jeszcze przegrać. Do trzeciej nad ranem siedzieliśmy po meczu ze sztabem, by przygotować materiał filmowy – by móc pokazać piłkarzom na gorąco, co zrobiliśmy źle. Czasu jest mało, więc trzeba działać szybko.

Rozmawiałem z piłkarzami Świtu. Pytali – Olimpia po ciężkich przygotowaniach? My jesteśmy po ciężkich przygotowaniach! Mamy tydzień dalej do ligi…
Dlatego nie usprawiedliwiam meczu ze Świtem przygotowaniami! Poziom zmęczenia absolutnie nie usprawiedliwia tej porażki. Nasi zawodnicy muszą być gotowi do takich obciążeń.

Ale nie wszyscy byli.
Nasza drużyna się zmienia. Przyszło wielu nowych zawodników. Oni bardzo pracują, ale nie wszyscy jeszcze są gotowi. Weźmy Eusebio. Przyszedł z Siedlec po prostu, nie ma co ukrywać, „zapuszczony”, i najpierw musi to nadrobić. Poza tym proszę spojrzeć, ilu zawodników miałem od początku przygotowań. To jest ważne. Wielu niestety dołączało w trakcie, siłą rzeczy nie zaliczając pełnego cyklu. Tu jest problem.

Olimpia o mały włos w poprzednim sezonie mogła awansować do Lotto Ekstraklasy. Zupełnie niespodziewanie. Na co pan ocenia ją w nowym?
Nie należymy do faworytów tej ligi. Są kluby od nas silniejsze i organizacyjnie, i finansowo przede wszystkim. My jesteśmy średniakiem. Z kadrą musieliśmy czekać, aż ci mocniejsi się wyklarują. Aczkolwiek udało się wybrać takich piłkarzy, jacy nam pasują. Przy małym czy niedostatecznym komforcie pracy z nimi – w sytuacji idealnej oczywiście chciałbym ich mieć od początku przygotowań. Tak, by ich wszystkich równomiernie przygotować motorycznie, zgrywać, mieć do dyspozycji we wszystkich sparingach. To było niemożliwe. Proszę popatrzeć choćby na mecz ze Świtem. Na środku obrony z konieczności musiał zagrać lewy obrońca, na lewej obronie młodzieżowiec, któremu na razie brakuje ogrania. Nie będziemy faworytem tych rozgrywek, to na pewno. Ale z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Tego jestem pewien.

Wielu solidnych czy też kluczowych piłkarzy od was odeszło. Wrąbel, Angielski – to newralgiczne pozycje…
… tak, ale przecież nie tylko. Wyrwano nam zdrowe zęby. Teraz trzeba wstawić nowe. Wystarczy spojrzeć, ile grali w zespole ci, którzy odeszli. Banasiak, Klemenz, Łukowski… Smoliński chciał wrócić w „swoje” rejony i wybrał Znicz. Kłus miał swój pomysł na koniec kariery – on grał może niewiele w ostatnim okresie, ale jego wpływ na szatnię był nie do przecenienia. To też jest niesamowicie ważne.

Przecież pan nie pierwszy raz przebudowuje Olimpię od spodu.
Przychodząc do Olimpii, trafiłem na moment, gdy wymieniliśmy kilkunastu zawodników, ale to była zima. 2,5 miesiąca czasu na przygotowania i udało się. Byliśmy wiosną rewelacją – w tabeli za ten okres ustąpiliśmy tylko Arce Gdynia. No i najważniejsze – obroniliśmy się, choć przecież gdy przychodziłem w listopadzie, drużyna miała raptem 10 punktów i była na dole tabeli. Ale jak mówię – wtedy było dużo czasu, by wszystko poukładać na nowo do startu wiosennej części rozgrywek. I powiem tak – jak jest czas, to jest to niesamowicie ciekawym i motywującym wyzwaniem. Tamta sytuacja na pewno wzbogaciła mnie jako trenera, tym bardziej że pracowaliśmy pod presją naszej sytuacji. W poprzednim sezonie było już inaczej, bo tylko dobieraliśmy zawodników pod kątem potrzeb na poszczególnych pozycjach i byłem pewien, że to wypali.

Teraz tego komfortu nie ma. Trzeba zmieniać i grać…
No właśnie. Nie jest problemem sama rewolucja, tylko to, że to słaby czas na tak duże zmiany. Trzeba budować praktycznie od zera, bo przecież wymienione zostało pół zespołu. A na dodatek ja tych nowych piłkarzy, którzy do nas przychodzą, nie miałem do dyspozycji od początku przygotowań. Oni przychodzili do nas, i wciąż jeszcze przychodzą, w bardzo różnym czasie, na bardzo różnych etapach naszych przygotowań i sami różnią się od siebie znacząco swoją formą fizyczną. To wszystko trzeba najpierw wyrównać, a na to potrzeba czasu, którego… nie ma.

Na dodatek i tak nie wszystkich ma pan do dyspozycji. Ze Świtem w kadrze nie było na przykład Małeckiego, Goropevšeka i Kowala.
Dwa pierwsi nie mieli jeszcze certyfikatów, czyli formalnie nie byli uprawnieni do gry, Wołodia nabawił się urazu na naszym obozie i nie był jeszcze gotów, by grać. Na inaugurację z Zagłębiem już cała trójka powinna być brana pod uwagę, jeśli chodzi o nasza kadrę, aczkolwiek decyzję w sprawie Kowala podejmiemy w piątek.

Kowal to ciekawa postać na pierwszą ligę, ale i tak widać, że z przodu powinien „królować” Salmikivi. Wszędzie go pełno na boisku. Ma w sobie to „coś”.
Nie ukrywam, że oczekiwania w stosunku do napastników mam duże. Mamy trzech kandydatów na lidera, bo w naszym ustawieniu gramy na jednego napastnika. A są Salmikivi, Kowal, no i proszę nie zapominać, że niebawem do gry wróci Nildo. Oni będą musieli tę swoją pozycję „wybiegać”. Wszyscy wiedzą, jaki gramy futbol i czego wymagam od swoich zawodników. Czasami, jak ktoś patrzy z boku, na to narzeka, ale fakty są takie, że jesteśmy skuteczni w tym, co robimy.

No i nie przesadzajmy z tym narzekaniem. Salmikivi, po bokach Kaczmarek, Eusebio plus Feruga – tak zagraliście ze Świtem, a wszyscy oni przecież potrafią napędzić widowiskową grę. To piłkarze z gatunku tych, dla który przychodzi się na stadion.
To nie jest tak, że do Olimpii ktoś trafia tylko dlatego, że potrafi… dobrze biegać. Jednakże faktycznie dobierając piłkarzy, przede wszystkim zwracam uwagę na ich możliwości motoryczne. Nie chcę takich, którzy pod tym względem mają jakieś ograniczenia. Oczywiście jakość piłkarska też ma znaczenie, ale nasza pierwsza liga jest bardzo specyficzna. Proszę zauważyć, że przeciętnie, podkreślam – przeciętnie, zawodnik w czasie meczu ma tu piłkę tylko jakieś 40 sekund w meczu. 90, a może nawet 95 procent czasu gry piłkarza, to gra bez piłki. I on musi mieć do tego siłę, odpowiednie predyspozycje. Oferowano nam ostatnio wielu zawodników o bardzo wysokiej jakości czysto piłkarskiej. Ale ja wiem, że oni by sobie u nas nie dali rady z obciążeniami podczas przygotowań, nie sprostaliby moim oczekiwaniom podczas treningów.

Wie pan, jakiego miana dorabiają się czasami szkoleniowcy idący taką drogą?
Nie, nie. Nie jestem żadnym „katem”! Natomiast chcę, by moi piłkarze byli bardzo dobrze przygotowani do tego, co potem mają zrobić na boisku w czasie meczu. Bardzo ściśle współpracujemy ze znanym specem od przygotowania profesorem Jastrzębskim – który ma ogromne doświadczenie z pracy z reprezentacją Polski, Wisłą Kraków czy Lechem Poznań. I wspólnie monitorujemy obciążenia piłkarzy i stan ich organizmów. Nazwałbym to kierunkiem może bardziej „szkoły europejskiej” niż „szkoły niemieckiej” w przygotowaniach. A najlepszym dowodem na to, że mój styl pracy i to, czego oczekuję od piłkarzy, są słuszne, to fakt, że za okres, w którym prowadzę Olimpię, nikt od nas w pierwszej lidze nie zdobył większej liczby punktów!

Ostatni sezon to niesamowita walka na górze tabeli, ale nowy zapowiada się na jeszcze bardziej zacięty i wyrównany.
Na pewno kluby pierwszej ligi są coraz mocniejsze organizacyjnie. A to przekłada się na fakt, że stać je na coraz lepszych piłkarzy. Proszę sobie przypomnieć, że jeszcze niedawno do pierwszej ligi , jeśli trafiał ktoś z ekstraklasy, to z reguły był to piłkarz już starszy, gdzieś tam u schyłku kariery. Teraz się to zmienia bardzo wyraźnie. Dziś szczególnie czołowe kluby pierwszej ligi stać na to, by sprowadzać piłkarzy z ekstraklasowym doświadczeniem w sile wieku lub wręcz młodych – takich, którzy przychodzą tu, by wciąż się rozwijać i pomóc w awansie. To najlepiej pokazuje, ile dziś pierwsza liga jest w stanie zaoferować – nie tylko finansowo, ale i piłkarsko.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: I Liga | Olimpia Grudziądz

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli