Ireneusz Mamrot: Nasze mecze z Sandecją mają w sobie coś szalonego

Autor wpisu: 21 kwietnia 2017 10:35

Ireneusz Mamrot i jego Chrobry są właśnie po trzech wygranych z rzędu, co nie zmienia faktu, że sytuację mają wciąż piekielnie trudną. Tylko cztery punkty przewagi nad miejscem barażowym, no i trzeba jechać teraz do jaskini lwa. Czyli Nowego Sącza, gdzie lider Sandecja punkty ostatnio straciła w… październiku.

FUTBOLFEJS.PL: Macie za sobą trzy wygrane z rzędu. I teraz jedziecie… utrzeć nosa nowemu liderowi?
IRENEUSZ MAMROT (ze śmiechem): Oj, nie wciągnie mnie pan na takie deklaracje. Mogę tylko tyle powiedzieć, że nasze mecze z Sandecją często mają w sobie coś szalonego. Jakieś karne, emocjonujące końcówki, ktoś musi grać w „10”, ktoś prowadzi, a traci w ostatnich momentach spotkania. Jest ciekawie.

Szczerze mówiąc, to w ogóle szok, że to akurat w Nowym Sączu mają lidera. Na Sandecję raczej nikt nie stawiał.
Dla mnie pozycja Sandecji nie jest takim zaskoczeniem. To bardzo dobrze zbilansowana drużyna, niezwykle nieprzyjemnie grająca dla rywali. No i przede wszystkim bardzo stabilna. To właśnie przykład, że gdy jest możliwość gry w miarę stałą grupą piłkarzy przez dłuższy czas, można z nich zbudować bardzo przyzwoity zespół. Trzon Sandecji jest od lat bardzo podobny: Małkowski, Szufryn, Dudzic, Baran, Radliński, Trochim… Przy tak stabilnej ekipie wystarczy jeden, dwa udane transfery, by drużyna rosła w siłę. I Sandecja takie transfery miała. Kubań czy Bučko jesienią, teraz Wdowiak. Ten zespół ewoluuje w bardzo dobrym kierunku. Stał się po prostu bardzo mocnym pierwszoligowcem.

Zbigniew Smółka, gdy z nim rozmawiałem jeszcze przed meczem Stali w Nowym Sączu, wprost powiedział, że nie może liczyć na punkty z Sandecją na wyjeździe, bo wiadomo, jak mocna jest w domu…
W Nowym Sączu jest bardzo specyficznie. Stadion, trybuny… Naprawdę ciężko się tam gra. Powiem tak: zawsze trzeba jechać po punkty i my w każdym meczu o te punkty gramy. W Nowym Sączu też o nie zagramy, natomiast nie mam zamiaru deklarować, ile ugramy. Wiemy, że jesteśmy w takiej sytuacji, w której z każdym rywalem musimy szarpać. Tak się to ułożyło, że z naszych przeciwników do końca sezonu tylko dwóch (Drutex-Bytovia, Kluczbork – red.) walczy, jak my, o utrzymanie. Reszta o awans (Sandecja, Górnik, Olimpia, Wigry, Zagłębie, Chojniczanka – red.). Jeśli chodzi o atrakcyjność tych meczów – to fajnie, ale jak widać, nie ma dla nas mniej lub bardziej ważnych rywali. Z każdym musimy starać się grać tak, by gromadzić punkty.

No właśnie. Macie za sobą bardzo dobrą serię. Trzy zwycięstwa z rzędu i sytuacja w tabeli tak się układa, że tego… nie widać. Tylko cztery punkty przewagi nad zajmującymi barażową lokatę Tychami.
No tak – zdecydował początek, gdy z czterech meczów trzy przegraliśmy. Szkoda przede wszystkim sytuacji z meczów ze Stalą Mielec i Wisłą Puławy, bo w nich nie zasługiwaliśmy na przegrane. To, co los nam zabrał z Puławami, oddał potem z Miedzią – jeśli chodzi o niesamowite końcówki. Bo w sumie trudno powiedzieć, byśmy z Miedzią wygrali przypadkowo. Zagraliśmy po prostu w odpowiednim momencie dobry mecz z bardzo silnym rywalem.

Wierzył pan w to przełamanie – rozmawialiśmy o tym nieraz i pan podkreślał, że nie ma paniki, bo widzi pan, że błędów w przygotowaniach nie popełniliście, pracujecie, jak mieliście pracować, i to musi w końcu „odpalić”.
Tak, jakkolwiek byśmy takimi sformułowani nie byli zniecierpliwieni – szczęście w futbolu odgrywa ogromną rolę, zwłaszcza gdy grają dwa zespoły o bardzo zbliżonym poziomie. I nam tego szczęścia odrobinę brakowało na początku. To raz, a dwa, że forma zespołu ewidentnie poszła w górę w odpowiednim momencie. Fajnie, że zimą udało się sprowadzić kilku niezłych piłkarzy ze sporym potencjałem, ale jak ktoś oczekiwał cudów, to jednak proszę pamiętać, że – poza Wieteską – to wszystko byli gracze po jakichś tam większych lub mniejszych przejściach. Tacy, którzy jesienią albo w ogóle nie grali, albo grali bardzo mało. Oni potrzebowali po prostu czasu na to, by się odbudować, by na nowo „poczuć” piłkę, złapać dobrą dyspozycję. I to się stało.

A propos – Napołowa wciąż przed wszystkimi skrzętnie… chowacie.
No tak – a już miałem nadzieję, że pan o to nie zapyta… Bo to trudne pytanie, a wszyscy pytają. Wciąż nie ma pozwolenia na pracę. To niestety nie od nas zależy. Proszę mi wierzyć, że klub robi, co może, wszystkiego dopilnował, ale sprawa jest po stronie urzędników i procedur Urzędu Wojewódzkiego. To już prawie trzy miesiące i dopiero ostatnio dostaliśmy odpowiedź na nasze pisma w tej sprawie. Z tego, co wiem, w tym tygodniu jesteśmy zaproszeni na rozmowę i może wreszcie sprawa ruszy z miejsca. Ale z Sandecją Napołow oczywiście jeszcze nie zagra. Może zdąży na Górnika. Przy czym ja też w tej chwili nie wiem, na co go stać. Same treningi plus kilka sparingów, jakie zagrał, nie załatwiają sprawy. On przecież, gdy my wyjeżdżamy na mecz na dwa, trzy dni, trenuje tylko indywidualnie. Dla niego to też męczące.

Patrząc na skład Chrobrego, zdaje się, że osiągnął pan pewną dozę stabilizacji. Szczególnie jeśli chodzi o defensywę.
To prawda, przestaliśmy tracić głupie bramki. Generalnie mniej ich tracimy. W ostatnich meczach widać poprawę u Gospodinowa – to właśnie efekt tego, o czym mówiliśmy przy piłkarzach, którzy jesienią grali niewiele i potrzebowali czasu. Kadrę na pewno teraz mamy wyrównaną i jest w niej wciąż dobra rywalizacja. Ci, którzy nie grają, pracują, nie odstają od piłkarzy podstawowego składu, choć faktycznie ostatnio zmiany były tylko wymuszone. Teraz znów ktoś dostanie szansę, bo z Sandecją nie zagrają kontuzjowani Michalec i Danielak.

Jedziecie do Nowego Sącza, ale potem gościcie Górnik. Jest szansa na to, że będzie wreszcie więcej fanów na trybunach? Po liczbach patrząc – wciąż jest u was słabiutko…
Na mecz ze Stalą Mielec wróciła wreszcie grupa naszych fanatycznych kibiców i nieźle to wyglądało. No, ale wiadomo – przegraliśmy, potem trzeba było zagrać z Pogonią, która powiedzmy nie jest wielkim magnesem, no i było bardzo zimno, więc warunki skrajnie niesprzyjające większej frekwencji. Ale z tego, co wiem, zainteresowanie meczem z Górnikiem jest ogromne. Zanosi się na to, że tym razem będzie komplet.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: Chrobry Głogów | I Liga

  • ursynów

    Trener Mamrot będzie się musiał mocno napocić, by uchronić swoją drużynę przed degradacją do II ligi.No ,ale cuda się zdarzają, niejednego już mamrot powalił z nóg.Ja osobiście trzymam kciuki za trenera i za drużynę Chrobrego,bo jak mnie pamięć nie myli Chrobry 1000 lat temu zdobył Kijów,to cóż dla niego zdobycie Nowego Sącza,Chojnic, czy Grudziądza.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli