GieKSa wreszcie pokazała moc. Podbeskidzie było tylko tłem

Autor wpisu: 2 września 2016 20:32

Podbeskidzie od 9 kwietnia nie potrafi wygrać meczu u siebie. To nie może być przypadek. Tak samo jak to, że z pięciu ostatnich spotkań (liga i PP) tylko jedno zremisowało, a cztery przegrało. Górale wpadli w dołek, o czym tym razem dobitnie uświadomili im piłkarze z Katowic. GieKsa absolutnie zasłużenie wygrała w Bielsku 2:0.

Poprzednie niepowodzenia można było jeszcze tłumaczyć tym, że Górale prowadzą non stop grę, narzucają rywalom swój sposób na mecz, że mają fajny styl, tyle że czasem tak już w futbolu jest, że nie zawsze lepszy wygrywa. Po meczu z GKS nie ma prawa być już takich tłumaczeń, bo katowiczanie obnażyli wszystkie braki Górali. I raptem okazało się, że tych braków jest niemało. Wystarczy Podbeskidzie trochę postraszyć, siąść na nich, pograć z nimi w piłkę i okazuje się, że obrona jest dziurawa, druga linia nie nadąża, Dejman odcięty od podań stoi bezproduktywnie jak słup soli – krótko mówiąc w niczym zespół Dariusza Dźwigały nie przypomina drużyny mającej w tej lidze bić się o awans.
Inna sprawa, że GKS zagrał w tym sezonie zdecydowanie najlepsze spotkanie. To było to, co zapewne Jerzy Brzęczek chciałby oglądać w każdej kolejce. Nie jest łatwo tak bezdyskusyjnie narzucić Podbeskidziu swoje warunki, jak zrobili to piłkarze z Katowic. Do tej pory jeszcze nikomu się to nie udało. Już w pierwszej połowie goście powinni prowadzić co najmniej dwoma golami, ale wtedy jeszcze się Góralom upiekło, choć z minuty na minutę było widać, że jeśli GieKSa nie zwolni tempa, a gospodarze czegoś w swojej grze nie zmienią, to rozstrzygnięcie może być w tym meczu tylko jedno.
Nadzieją dla kibiców Podbeskidzia mogła być przerwa, w której Dźwigała przebudzi swój zespół, albo znajdzie sposób na nakręconych gości. Ale efekt był taki, że ledwo zaczęła się drug połowa, a GKS już prowadził. Podbeskidzie mentalnie było jeszcze w szatni, gdy Oliver Praznovsky, wykorzystując rzut piłki z autu, pokonał Mateusza Lisa. Były lechita zastąpił Rafała Leszczyńskiego i zagrał po raz drugi w tym sezonie. Wcześniej w Pucharze Polski z Lechem. Bilans tych dwóch spotkań – 0:5. Wygląda tragicznie, ale nadużyciem byłoby twierdzenie, że Lis maczał w obu tych porażkach palce. Wręcz przeciwnie, gdyby nie kilka jego interwencji, skończyłoby się dla Podbeskidzia dużo gorzej.
Drugi gol, Tomasz Foszmańczyka, był efektem tego, że po pierwszym obraz gry praktycznie się nie zmienił, bo GKS nadal grał swoje, a gospodarze nie wiedzieli, co z tym zrobić.
Górale wpadli w dołek, to oczywiste. Teraz przed Dźwigałą wyzwanie, by sobie z tym poradzić, bo o ile początek sezonu był dla jego piłkarzy lekki, łatwy i przyjemny, o tyle później być może niektórzy z nich uwierzyli, że cały sezon jakoś tak zleci. Już wiedzą, że nie zleci. No i żal kibiców (Podbeskidzie pochwaliło się rekordem – 6685 sprzedanych wejściówek), którzy już 146 dni czekają na wygraną swojego zespołu na własnym boisku i nie mogą się doczekać.
Natomiast Brzęczek ma powody do zadowolenia, bo GieKSa wreszcie zaprezentowała w całej krasie potencjał, jakim dysponuje. Grając tak jak w Bielsku, faktycznie można myśleć o włączeniu się do walki o awans. Martwić może tylko kontuzja Foszmańczyka i wyjątkowo głupio złapana czerwona kartka Praznovsky’ego.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli