Franciszek SMUDA: Pociągnąłbym dalej Górnika, ale z kim?

Autor wpisu: 4 lipca 2017 11:00

Nie będę trenerem Górnika Łęczna – potwierdza Franciszek Smuda. I szybko dodaje: – Długo się wahałem i zastanawiałem, ale nie ma takiej możliwości, bym dalej prowadził drużynę. Uważam, że stać mnie na to, by podejmować wyższe cele i wyzwania.

Górnik Łęczna po spadku do pierwszej ligi się rozpada. Finanse są w tak opłakanym stanie, że z wielkim trudem klub przeszedł przez proces licencyjny, ale co gorsza odchodzi z niego piłkarz za piłkarzem.
– Pytali mnie i prosili, rozmawialiśmy, czy dalej bym nie pociągnął Górnika. Ale jak mam to zrobić? Z kim? Przecież tam za chwilę zostanie może z siedmiu piłkarzy. Trzeba teraz dopiero szukać po Polsce takich, którzy zgodzą się przyjść do Łęcznej, nie bacząc na sytuację finansową. Albo brać młodych, żeby w ogóle jakąś jedenastkę skonstruować. To nie jest projekt na jeden sezon. To ciężka orka o to, by w ogóle w jakiejś tam perspektywie próbować coś odbudować. Trudno powiedzieć, czy udałoby się to już w tym sezonie. Ja się ciężkiej pracy nie boję, co myślę udowodniłem po raz kolejny, biorąc Górnika w zeszłym roku. Ale tu nie chodzi jedynie o pracę, tylko o perspektywę, o plan, o warunki tej pracy – tłumaczy Smuda.

W tym, co mówi i jak mówi, słychać, że przez minione siedem miesięcy z Górnikiem się zżył i nie rzuca go lekką ręką. Kontrakt formalnie wygasł 30 czerwca i Smuda po prostu go nie przedłużył. Górnik zresztą wciąż jest mu winien pieniądze, bo już na początku roku zrobił się kłopot z wypłatami dla szkoleniowca, ale ten akurat nie robi z tego wielkiego problemu: – Gdybym widział, że są tu warunki, że utrzymaliśmy mniej więcej stan posiadania, że należności dla piłkarzy są regulowane, a oni chcą tu zostać; jeśli nie wszyscy – bo to oczywiście niemożliwe – to przynajmniej większość, i że jest w tym wszystkim pomysł, podstawy i determinacja, by przez najbliższy sezon walczyć o powrót do ekstraklasy, to bym został. Nawet jakbym sam miał pracować za połowę kasy! Dobra, niech drugą połowę sobie wezmą na spłacenie innych zobowiązań. Ale takich perspektyw po prostu tu nie ma. Ta cała sytuacja jest dla mnie naprawdę bardzo przykra.

Fakt, exodus z Górnika, który co prawda koniec końców dostał zapewnienie o dalszym wsparciu od kopalni Bogdanka, ale wcześniej zdążył stać się symbolem finansowej niepewności, przybrał wręcz dramatyczne dla klubu rozmiary. Piesio, Javi Hernandez, Gerson, Matei, Śpiączka, Dźwigała, Grzelczak, Drewniak, Ubiparip – to tylko ci bardziej znaczący, którzy z Łęcznej wyfrunęli. Wielu piłkarzom skończyły się kontrakty, inni wykorzystali sytuację klubu. Kilku domaga się wypłat zaległości. Nieliczni z tych dotychczas odgrywających poważniejsze role dali się przekonać do pozostania, jak Sergiusz Prusak (38 lat), Dariusz Jarecki (36 lat), czy Przemysław Pitry (35 lat).
Z powodu nieokreślonej sytuacji części piłkarzy w miniony weekend odwołano nawet sparing drużyny ze Stalą Stalowa Wola.

– Tak dobrze graliśmy wiosną, w sensie jakości, że ledwo się sezon skończył, a po większość chłopaków kolejki się ustawiały. W sekundę ich „rozebrali”. Taki Śpiączka, który jesienią był zupełnie zapomniany, mógł przebierać w ofertach. Pozycję odbudowali także piłkarze drugiego planu, jak Sasin. Hernandez i Matei po podpisaniu kontraktów w Azerbejdżanie dzwonili do mnie: „Trenerze, ale nas pan wypromował, dziękujemy!” – śmieje się Smuda. Choć to oczywiście „gorzki śmiech”.
No bo jednak projekt „pozostać w ekstraklasie” nie wypalił, choć trzeba przyznać, że Górnik Łęczna Smudy zaskarbił sobie mnóstwo sympatii. I słowa uznania nawet od tych, którzy za popleczników byłego selekcjonera zdecydowanie nie uchodzą.
Bez dwóch zdań ten wiosenny Górnik to była najbardziej porywająco grająca drużyna drugiej połówki tabeli, a i w tej górnej przebijała kilku „nudziarzy”.
– Pruliśmy, ile fabryka dała. Miłe było to, ile komplementów na nas spadało. Od obserwatorów, ale i ze środowiska. Po meczu z Lechem w Poznaniu Nenad Bjelica zwrócił nam honor, bo wcześniej się odgrażał, i na koniec powiedział, że z tak dobrą drużyną jeszcze wiosną nie grał. Przy czym pamiętajmy, że wypadło nam aż czterech stoperów! A w Lublinie wreszcie zrobiła się moda na Górnika. Zaczęło na nasze mecze przychodzić po pięć, sześć tysięcy ludzi, gdy wcześniej trudno się było doliczyć nawet dwóch. Przykro, że tak to się potoczyło, przykro, że padliśmy ofiarą nazwijmy to „układu”, bo nie chcę powiedzieć ostrzej. To, co wyprawiali z nami sędziowie, przechodziło ludzkie pojęcie. A do tego ten nieszczęsny mecz w Lubinie, gdzie Zagłębie zagrało z Arką tak jak zagrało – ja takiej postawy nie jestem w stanie zrozumieć. Szkoda, naprawdę szkoda, bo my ze swojej strony zrobiliśmy naprawdę wiele i włożyliśmy maksimum serca w to, by dla Łęcznej ekstraklasę uratować – podsumowuje ostatnie miesiące Smuda.

Inne artykuły o: Górnik Łęczna | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli