Facet, który odmienił Stal – Smółce stuknął rok w Mielcu

Autor wpisu: 4 października 2017 20:19

Zbigniewowi Smółce stuknął rok w Mielcu i trzeba powiedzieć, że był to rok, który wstrząsnął nie tylko Stalą, ale całą pierwszą ligą. Smółka to dziś nie tylko jeden z najlepiej rokujących trenerów młodego pokolenia, ale wyjątkowo pozytywne zjawisko w naszej piłce. No i zdecydowanie najlepszy transfer Stali od… niepamiętnych czasów.

Facet z charyzmą, niesamowicie pracowity, kontaktowy, szybko pochłaniający wiedzę. Do tego cholernie konkretny. Nikomu nie pierdzieli za uszami, nie owija w bawełnę, zawsze mówi to, co myśli, no i nigdy nie ucieka od trudnych tematów – jak trzeba komuś przypieprzyć (słownie, choć może i ręcznie też – ale tego akurat świadkami nie byliśmy), to można być pewnym, że Smółka przypieprzy. Krótko mówiąc, typowy przykład trenera, którego uwielbiają kibice i dziennikarze.
No, ale Smółka ma też to coś, co powoduje, że jak w ogień idą za nim piłkarze. W Mielcu w mig „kupił” sobie drużynę, postawił ją do pionu, choć gdy przychodził, ta leżała na deskach i kwiczała. Stan Stali daleki był od pierwszoligowego poziomu. Dziś trudno to w ogóle pojąć, ale tych chłopaków trzeba było nauczyć profesjonalnego podejścia do sportu. Opowiadał o tym niedawno na łamach katowickiego „Sportu” były podopieczny Smółki Robert Sulewski (dziś Zagłębie Sosnowiec): – U Smółki na treningach każdy musi walczyć na sto procent, nie ma świętych krów. Poza tym zwraca uwagę na to, co zawodnik robi poza treningiem, jak się prowadzi, co je. Nie można jeść w fast foodach, chodzić na pizzę…
Dziw bierze, że profesjonalni piłkarze „odkrywać” musieli takie piłkarskie prawdy, ale taki to właśnie materiał ludzki zastał w Mielcu Smółka. No i z tego materiału uszył zespół, który obronił dla Mielca pierwszą ligę i zrobił to naprawdę w stylu godnym podziwu.

Przejmowałem drużynę, gdy byliśmy na dole tabeli, z kilkoma punktami straty do strefy „bezpiecznej”. Nikt wtedy nie dawał Stali większych szans na utrzymanie niż na przykład Kluczborkowi. Do takiej Bytovii strata była kosmiczna – 10 punktów. Za nami był tylko Znicz. Ale od tamtej pory widać, że idziemy w dobrym kierunku, krok po kroku. I jesteśmy konsekwentni – mówił nam Smółka po wygranej z Miedzią, kiedy stało się pewne, że Stal z ligi nie spadnie.

Przez Czytelników naszego portalu został wybrany na najlepszego szkoleniowca pierwszej ligi, wyprzedzając m.in. tych, którzy – wydawać by się mogło – zrobili więcej, bo przecież awansowali do ekstraklasy, czyli Radosława Mroczkowskiego i Marcina Brosza. No, ale wtedy na zapleczu ekstraklasy trwała już moda na Smółkę. Zresztą nie tylko na zapleczu ekstraklasy, bo w pewnym momencie Smółkę zaczęto przymierzać do Jagiellonii.

Zadzwonił do mnie jakiś chłopak z „Przeglądu Sportowego” i zaczął mnie do tej Jagiellonii wciskać. Posłuchał, co mam do powiedzenia, a potem poprzekręcał wszystko, co mówiłem. Nie wiem, czemu mają służyć takie akcje. Pyta mnie ten chłopak  o to, co ja będę robił, gdy już utrzymam Stal. „Człowieku, będę miał co robić. Mam trójkę dzieci, nie martw się”. Wie pan, najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie rzeczy dzieją się w cholernie ważnym momencie sezonu – zarówno dla klubów ekstraklasy, jak i pierwszej ligi. Robienie kompletnie fałszywego zamieszania, pisanie takich rzeczy akurat teraz, gdy Jagiellonia walczy o mistrzostwo, a ja mam na głowie decydujące mecze o utrzymanie, niczemu dobremu nie służy. A tylko komplikuje nam i tak trudną przecież robotę – wściekał się, gdy pojawił się tekst o tym, że miałby zastąpić w Białymstoku Michała Probierza. Tekst zupełnie fejkowy, co zresztą później potwierdził w rozmowie z nami prezes Jagi Cezary Kulesza.

Tak więc Smółka w Stali został. Zresztą pod koniec sezonu nie sprawiał wrażenia takiego, który chciałby sobie coś znaleźć za wszelką cenę. Został, bo pojawiła się szansa na coś więcej niż tylko walka o utrzymanie. A Smółka o tym „więcej” marzy, o co trudno mieć do niego pretensję.
– Stal Mielec to bardzo uczciwy i stabilny klub. Tutaj każda złotówka przed wydaniem oglądana jest z dwóch stron po kilka razy, ale też każda, jaką się obiecało, zostaje wypłacona na czas. Tym mi ten klub imponuje – ludźmi, którzy go prowadzą i nim zarządzają. Tylko podczas mojego pobytu tutaj, czyli przez ostatnie dziewięć miesięcy, progres rozwoju klubu zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, poszedł bardzo mocno do przodu. Muszę wam powiedzieć, że zawodnicy, którzy tu przychodzą, czy to z zagranicy, czy z wyższej ligi, są zaskoczeni in plus. To trywialno-historyczne powiedzenie „organizacja Stal Mielec” to dziś już całkowita sprzeczność. Tutaj jest wszystko do tego, by piłkarz mógł się rozwijać. Kończy się budowa znakomitej bazy, będziemy mieli cztery boiska trawiaste plus sztuczne obok stadionu. Pod kątem sportowym i organizacyjnym jesteśmy już gotowi, by zacząć myśleć nawet o ekstraklasie – mówił nam przed startem tego sezonu. A realna możliwość walki o ekstraklasę kusi. Nie tylko Smółkę.

W weekend minie dokładnie rok od pierwszego meczu Smółki w roli trenera Stali. Wtedy, trochę na entuzjazmie, trochę na zasadzie efektu nowej miotły, udało się pokonać na wyjeździe Podbeskidzie. Mielecki klub z okazji rocznicy przygotował takie zestawienie, które co prawda mówi samo za siebie:

Ale nas bardziej interesowało inne. Sprawdziliśmy, który jest Smółka spośród wszystkich pierwszoligowych trenerów pod względem liczby zdobytych punktów za ostatnie 12 miesięcy. Co wyszło? Że tylko Jacek Paszulewicz (Olimpia Grudziądz) zdobył w tym czasie więcej – o cztery. Nie bez przyczyny obaj uchodzą za najbardziej rokujących szkoleniowców pracujących na zapleczu ekstraklasy.

Dzisiaj żaden mielczanin nie musi się wstydzić Stali. Klub, dzięki ciężkiej pracy kilku ludzi, bardzo dobrze się rozwija. Uważam, że zmierzamy w dobrą stronę i zrobimy wszystko, by to kontynuować. Tym bardziej że kibice na każdym meczu udowadniają, że warto dla nich grać – mówi dziś.

Smółkę dla „dużej” piłki odkrył Radosław Osuch, powierzając mu w przerwie zimowej sezonu 2015/16 Zawiszę (mało kto pamięta, że Smółka zastąpił tam Macieja Bartoszka). Cel był jasny – walka o powrót do ekstraklasy. Skończyło się jednak klapą, nie tyle piłkarską, ile organizacyjną. Zawiszy awansować się nie udało, a po sezonie zespół całkowicie zniknął z poważnej piłkarskiej mapy Polski. Ucięliśmy sobie wtedy dłuższą pogawędkę o tym, czy mogło to się skończyć inaczej.
Zawsze powtarzałem i będę to powtarzał, że trenera poznaje się minimum po drugim, a najlepiej po trzecim oknie transferowym. Natomiast nie zmienia to faktu, że zebrałem bardzo duży bagaż doświadczeń, otoczka wokół tej ligi jest bardzo fajna, gra na tym poziomie kilku naprawdę świetnych piłkarzy, więc absolutnie nie żałuję, że trafiłem do Zawiszy. Jestem wdzięczny panu Osuchowi i dyrektorowi Skrzyńskiemu za to, że gdzieś tam mnie wypatrzyli i dali szansę w pierwszej lidze. I choć od oceny tej mojej pracy są piłkarze i wy, dziennikarze, to mam takie poczucie, że absolutnie nie muszę się jej wstydzić – mówił.

Nie musi. Roboty w Stali tym bardziej.

Inne artykuły o: I Liga | Stal Mielec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli