Dominik NOWAK: Co się działo z Miedzią? Żaden kryzys, co najwyżej chwilowe samozadowolenie

Autor wpisu: 12 października 2017 13:29

Z Dominikiem Nowakiem rozmawiamy o tym, co takiego stało się z Miedzią, że po znakomitym otwarciu sezonu wpadła w dołek, o antyfutbolu, cierpliwości prezesów i sędziowaniu w pierwszej lidze. – Ta seria porażek przydała się. W tym sensie, że podziałała jak zimny prysznic. Piłkarze przypomnieli sobie, że w tej lidze nic nie przychodzi łatwo i przyjemnie – mówi szkoleniowiec legnickiego pierwszoligowca.

FUTBOLFEJS.PL: Kryzys zażegnany?
DOMINIK NOWAK: Kryzys to może być w gospodarce, jak nie ma pieniędzy. My w Miedzi na brak pieniędzy nie narzekamy, więc nie ma mowy o żadnym kryzysie.

Ale pewnie trzy kolejne porażki i to do zera dały do myślenia i wprowadziły trochę nerwową atmosferę? Szczególnie biorąc pod uwagę to, że mieliście za sobą bardzo udany początek.
To jest piłka, takie rzeczy muszą być wkalkulowane. Kto nie jest na coś takiego przygotowany, kto nie dopuszcza do siebie myśli, że w trakcie sezonu może przyjść taki moment, ten się nie powinien piłką zajmować. Zawsze powtarzam, że jeśli chodzi o utrzymanie formy, spójność w grze i tak dalej, to każdy zespół potrzebuje na to czasu. Nie dwóch, czy trzech miesięcy, ale dużo więcej. Mówi pan, że początek był udany – owszem, ale my nie możemy się tym zadowalać i na pewno się nie zadowalamy. Analizujemy bardzo szczegółowo każdy mecz, szczególnie te przegrane, by wiedzieć, gdzie popełniliśmy błędy i przestać je powtarzać. No i by wyeliminować pewną powtarzalność też w ofensywie, by za każdym razem czymś innym zaskakiwać rywali. Najbardziej oczywiście doskwierał nam brak skuteczności.

Czyli mecz na przełamanie z takim zespołem jak Tychy się przydał?
Bardzo. Tym bardziej że – będę to powtarzał jak mantrę – to był najlepszy zespół spośród tych, którzy do tej pory przyjechali do Legnicy. Fajny styl, widać, że przyjechali po to, by grać w piłkę, a nie się murować. Odważnie, ofensywnie, z pomysłem, zespół taktycznie bardzo dobrze poukładany. Paradoksem jest, że po tym meczu pracę stracił trener rywali, ale taki to już nasz, szkoleniowców los. Nie wszystko od nas zależy. Nie chcę tego szerzej komentować, bo ktoś powie, że to nie moja sprawa, ale wydaje mi się, że wciąż pokutuje w wielu polskich klubach takie myślenie, że receptą na całe zło będzie wymiana trenera. Wciąż wielu prezesom brakuje cierpliwości. Nowa miotła nie zawsze okazuje się skuteczna, nawet na krótkim dystansie. A ciężka, uczciwa i długofalowa praca zawsze się obroni.

Mówiłem, że te trzy porażki nas nie złamią. To jest zespół, który się nie poddaje – przyznał pan po spotkaniu z Tychami. Niemniej trochę się zdziwiliśmy, że tak szybko wpadliście w taką spiralę porażek. To nie było trochę tak, że piłkarze za szybko uwierzyli, że będą w tej lidze rozdawać karty?
Niewykluczone, że pojawiło się coś takiego jak samozadowolenie. To zespół, w którym grają piłkarze w większości doświadczeni, którym nie grozi palma czy sodówka po kilku udanych meczach. Nie zauważyłem, by po tym, jak Miedź została liderem, zaczęli nosić wysoko głowy. Cały czas ciężko pracują. Ale tak to już w piłce jest, że jak zespół wpadnie w rytm zwycięstw, dobrej gry, kiedy jest chwalony, czasem nawet do przesady, to jakieś tam rozluźnienie czy samozadowolenie może się wkraść. I pewnie u nas tak właśnie było. To nie chodzi o lekceważenie rywali, czy coś w tym stylu, ale raczej o taką zbytnią pewność siebie. Tak więc uważam, że ta seria porażek przyda się. W tym sensie, że podziała jak zimny prysznic. Chłopcy przypomnieli sobie, że w tej lidze nic nie przychodzi łatwo i przyjemnie, że w każdym meczu trzeba cierpieć i walczyć.

Wiele osób mówi, że ta liga jest ligą serii – że jak się wpadnie w taki korkociąg porażek, to trudno się z niej wygrzebać. Zgadza się pan z tym?
Coś w tym jest. Ale to dotyczy nie tylko tej ligi. Myślę, że większości. Jak zespół złapie kryzys wynikowy, niekoniecznie związany z dyspozycją sportową – bo czasem jest tak, że forma wciąż jest, ale z jakichś innych powodów nie ma punktów – to przede wszystkim ulatnia się pewność siebie u piłkarzy. Co piłka leci w twoją bramkę, to wpada, a ty za nic, nawet w najdogodniejszych sytuacjach, nie możesz strzelić gola. No i stąd się później biorą takie serie. Dlatego wciąż powtarzam piłkarzom, że trzeba być skoncentrowanym cały czas, że tu moment nieuwagi, jakiś głupi pojedynczy błąd, może skutkować tym, że za trzy, cztery tygodnie zespół może znaleźć się w tabeli już w zupełnie innym miejscu. I to w takim, w którym na pewno znaleźć by się nie chciał.

Wrócę jeszcze do tego, co powiedział pan po meczu z Podbeskidziem, że wygrał antyfutbol. Wydaje się, że wy na ten antyfutbol rywali powinniście być przygotowani, bo dla wielu drużyn to będzie sposób na Miedź. Czy tego chcecie, czy nie.
Te słowa to akurat efekt takiej mojej sportowej złości. Bardziej chciałem skierować do moich piłkarzy przesłanie, że nie cofniemy się przed dotychczasowym stylem, że nadal będziemy grali otwartą piłkę i stawiali przede wszystkim na ofensywę, bo uważam, że w przekroju całego sezonu to właśnie on może nam przynieść oczekiwany efekt. Natomiast co do Podbeskidzia, to oczywiście gratulacje za to, że taka taktyka, przy dużym szczęściu, przyniosła im powodzenie. Szanuję to. Natomiast to, co pan powiedział, jest jak najbardziej słuszne. Musimy liczyć się z tym, że jeśli rywal będzie chciał postawić w polu karnym autobus, to ma do tego prawo, a my nie powinniśmy się za to na niego obrażać. Mamy obowiązek znaleźć na to sposób i tyle.

Zauważyłem, że jest pan jednym z nielicznych trenerów, którzy w tym sezonie nie narzekają na arbitrów. Poprawili się, czy szkoda słów?
Poprawili się. Nie uważam, by w tym sezonie sędziowie byli największym minusem pierwszej ligi. Dużo rozmawiam z arbitrami, w przerwie, po meczach, przed meczami, i muszę powiedzieć, że widać, że oni wszystko skrupulatnie analizują. Są przygotowani do każdego spotkania, bardzo dobrze znają piłkarzy, wiedzą, czego mogą się po nich spodziewać, na którego muszą szczególnie uważać, bo lubi nabierać czy naciągać przepisy. W tym sezonie nie miałem z decyzjami arbitrów żadnych problemów. A że niektórzy się mylą? To nieuniknione. Przecież mylą się nawet w ekstraklasie ci, którzy mają do dyspozycji VAR. Natomiast w pierwszej lidze pod tym względem jest naprawdę dużo lepiej.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: I Liga | Miedź Legnica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli