Dawid Abramowicz o tym, czy on i GieKSa dojrzeli wreszcie do ekstraklasy

Autor wpisu: 10 grudnia 2016 11:00

Jesienią był jednym z filarów wicelidera pierwszej ligi, trzecim najlepiej punktującym piłkarzem według statystyk Fantasy 1.Liga. Choć ma już 25 lat, przed sobą wciąż debiut w ekstraklasie. – To moje marzenie od dzieciństwa. Mam nadzieję, że za pół roku się spełni – mówi. Jeśli GieKSa będzie tak punktować jak jesienią, to bardzo realny scenariusz.

FUTBOLFEJS.PL: Jeśli liczby nie kłamią, a podobno nie kłamią, to wychodzi na to, że jesienią byłeś najlepszym obrońcą w pierwszej lidze i jednym z najlepszych pierwszoligowych piłkarzy w ogóle. Przynajmniej tak wynika ze statystyk w naszej Fantasy 1.Liga. Co ty na to?
DAWID ABRAMOWICZ: Fajnie. To trzymajmy się tej wersji, że jednak liczby nie kłamią (śmiech). Dwa gole, bodajże jedna asysta, no i trochę meczów na zero z tyłu, do tego 10 zwycięstw – najwięcej spośród wszystkich drużyn… Cieszy mnie to, tym bardziej, że prześcignąłem w tej klasyfikacji naszych ofensywnych zawodników. Rzeczywiście to była dla mnie udana jesień.

Najlepsza w karierze?
Nie, nie. Najlepsza dopiero przede mną.

Ale z tych, które dotychczas rozegrałeś?
Fajna. Tak bym powiedział. A jeśli z waszych statystyk wynika to, co powiedziałeś, no to jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że była udana, że idę właściwą drogą. Ale chcę, by następna była jeszcze lepsza.

GieKSa dojrzała już do awansu?
Myślę, że my nic nie musimy, my tylko możemy. Tak mówiłem przed startem rozgrywek i na półmetku nic się nie zmienia.

Nie ma ciśnienia w klubie?
Nie ma. Robimy swoje, ukształtowaliśmy się jako drużyna, tworzymy zgrany kolektyw, a wyniki pokazują, że korzystamy na tym wszyscy. Jakość zespołu poszła w górę, ale też jakość poszczególnych piłkarzy.

No dobra, ale nie chce mi się wierzyć, że nie rozmawiacie ze sobą o walce o awans, że nie ma w szatni takiego tematu.
Nie, no jasne, że rozmawiamy o tym. Jesteśmy świadomi, na czym stoimy, o co gramy, ale to powinno schodzić na dalszy plan, przynajmniej ja tak uważam. Wychodzę z założenia, że jeśli nadal dobrze będziemy wykonywać swoją robotę, co najmniej tak dobrze jak do tej pory, to przy takiej grze – skutecznej i z dużą determinacją w defensywie – ten awans sam przyjdzie. Musimy tylko nadal być konsekwentni w tym, co robimy, i twardo stąpać po ziemi.

Chętnych do walki o dwa pierwsze miejsca będzie wiosną co najmniej pół ligi.
Zgadza się. Zwariowana jest ta pierwsza liga w tym sezonie, niesamowicie. Dlatego trzeba być do końca bardzo konsekwentnym, zdeterminowanym i nie pozwolić sobie na to, by odlecieć. Zostało 15 meczów. To jeszcze bardzo dużo.

Co będzie kluczem – ta determinacja i konsekwencja w grze obronnej? Jesienią to był wasz największy atut.
Myślę, że naszym największym atutem było to, że zaczęliśmy tworzyć taką charakterną grupę, w której jeśli jeden się pomyli, to drugi natychmiast jest świadomy tego, że trzeba ten błąd naprawić, zaasekurować. Wspieramy się na boisku i poza nim. I jeśli nadal tak będzie, o los tej drużyny będę spokojny.

To dlatego Goncerzowi za te trzy pudła z karnych nie urwaliście głowy?
(śmiech) Gdybyśmy przegrywali, to pewnie byśmy na Grześka siedli, ale skoro tak dobrze punktowaliśmy, to uznaliśmy, że nie ma tematu.

Ale ostatnio karnego już oddał Foszmańczykowi.
Tak, uznał, że się już w tej pierwszej lidze nastrzelał karnych i przekazał pałeczkę „Fosie”. To też jest ważne, że nie upierał się twardo przy strzelaniu karnych, tylko jak zobaczył, że nie idzie, ustąpił. A my sobie w szatni żartujemy, że zostawimy Grześkowi strzelanie karnych w ekstraklasie.

Powiedz, jak to jest mieć podczas meczów brata za plecami? Często krzyczy na ciebie?
Brat jest bardzo opanowanym bramkarzem, choć czasem – jak sam lubi powtarzać – włącza mu się ADHD. Ale taki musi być każdy bramkarz, czasem musi ryknąć na obrońców, a nawet się na nich powściekać.

Czyli jak trzeba, to potrafi postawić was do pionu?
Oczywiście, że tak. Bramkarz musi być charakterny, a Mateusz taki charakterny jest. Moim zdaniem w stu procentach spełnia kryteria, by w niedalekiej przyszłości być bardzo dobrym bramkarzem. Zresztą tę rundę też miał bardzo udaną, kilka punktów na pewno nam wybronił.

Pod koniec jesieni złapaliście zadyszkę – dwie porażki w trzech ostatnich meczach. Zaczęło brakować tchu?
Nie zgadzam się, że to była zadyszka. My w tych meczach graliśmy dokładnie tak samo jak we wcześniejszych. Prowadziliśmy grę, stwarzaliśmy sytuacje bramkowe. Jedyna różnica była taka, że popełniliśmy za dużo błędów w obronie. Takich, które wcześniej się nam nie zdarzały. To były proste błędy, których w tej lidze nikt nie wybacza. A rywale byli w tych meczach nad wyraz skuteczni. Stąd te dwie porażki. Takie dwa dołki, które mamy już za sobą. Przegadaliśmy w swoim gronie, co nie hulało, i w ostatnim meczu, z Chrobrym, wszystko wróciło już na właściwe tory.

Masz już 25 lat na karku, to chyba najwyższy czas wreszcie pograć coś w ekstraklasie?
Chciałbym, pewnie. To jest moje marzenie od dzieciństwa. Kilka razem byłem blisko, można powiedzieć, że ocierałem się o tę ekstraklasę. Najpierw w Śląsku, później w Termalice…

To czego brakowało?
Nie wiem, trudno powiedzieć. Wychodzę z założenia, że nie ma co marudzić, czy płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba zakasać rękawy i dalej ostro zasuwać. Efekty w końcu przyjdą. Trzeba brać to, co życie daje, a nie rozmyślać nad tym, co by było gdyby. Mnie niepowodzenia nie podłamują, tylko mobilizują. Co, myślę, widać chociażby w tym sezonie. Liczę na to, że to moje marzenie spełni się za pół roku.

Rozmawiał Krzysztof Budka

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: GKS Katowice | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli