Dariusz DUDEK: Chciałbym, by gra Zagłębia sprawiała przyjemność

Autor wpisu: 9 września 2017 00:30

Dariusz Dudek to dziś najmłodszy stażem trener pierwszej ligi i ekstraklasy. Niespełna trzy tygodnie samodzielnej pracy. Jakże odpowiedzialne zadanie, bo w Sosnowcu wszyscy będą patrzeć mu na ręce, i na razie całkiem udany start: zwycięstwo z Puszczą i remis w Częstochowie. Z „beniaminkiem” w gronie trenerów rozmawiamy nie tylko o tym, czemu… zawieruszył się Makengo.

FUTBOLFEJS.PL: Wczuł się już pan w rolę tego „pierwszego”? Trudno było?
DARIUSZ DUDEK: Dla mnie to po prostu bardzo fajny czas, moment przejścia z roli drugiego trenera na tego pierwszego. Traktuję to jako ogromne wyróżnienie, ale też oczywiście wyzwanie, bo przecież moja sytuacja zmienia się diametralnie, a jestem człowiekiem bardzo ambitnym. Znalazłem się niemal z dnia na dzień na pozycji, na której do mnie należą wszystkie decyzje. Te na boisku i te wokół boiska. Oswajam się więc powoli z tą rolą póki co. I pewnie jeszcze wiele wody upłynie, nim się do niej przyzwyczaję. Ale wiem, że trenerka to fajny zawód. I też zawód uczący ogromnej pokory, którą zawsze trzeba w sobie mieć. Zawód stresujący, wymagający olbrzymiej odporności psychicznej – uważam, że ja sobie w nim poradzę, bo tę odporność mam.

Ale tak szczerze – przed pierwszym wejściem do szatni tętno skoczyło?
Trener zazwyczaj dostaje pracę, jak coś się nie udaje, jak gdzieś jest gorzej, jak pojawia się jakiś problem. I z reguły nie przychodzi na spokojny, miły stołek, a raczej taki gorący. Każdy oczekuje, że zespół zacznie wygrywać i choćby dlatego zawsze musi temu towarzyszyć presja. Mnie ta presja towarzyszyła szczególna, no bo na dodatek pierwsza samodzielna praca. Stres był, nie ma co ukrywać. Ale pomogło przypomnienie sobie sytuacji sprzed meczu… Legii z Barceloną, w którym miałem okazję grać swego czasu. Też był stres, ale ten stres skończył się w momencie pierwszego kopnięcia piłki. Potem już tylko człowiek się starał robić to, co do niego należało. Po stresie nie zostało nawet wspomnienie. I teraz podobnie. Jest dreszczyk, bo jednak zaczyna się nowy okres, inny okres, a potem zaczyna się po prostu praca.

Pomogły doświadczenia z czasów „asystowania” na pewno.
Bardzo. Zawsze, czy pomagałem Marcinowi Broszowi, czy Mariuszowi Rumakowi, starałem się z siebie dawać sto procent i na sto procent angażować. Dzięki temu teraz bardziej rozumiem wszystkie sytuacje przy prowadzeniu samodzielnym zespołu. I czuję się na siłach to zadanie wykonywać.

Przeczytałem, że pańską ideą jest gra „szybką piłką”. Czyli?
Dla mnie ta szybka piłka to gra na jak najmniejszą liczbę kontaktów. Jeden, dwa. I bardzo ofensywna. Taka zabawa piłką, nieustanna wymiana podań to nie dla mnie, nie o to chodzi. Chciałbym, by gra Zagłębia sprawiała przyjemność, była fajna dla oka, dla widzów, bo to dla nich są przecież te widowiska. Mam swoje pomysły.

Zbieżne z tym, co jest ideą wspomnianych trenerów – Rumaka czy Brosza, bo oni też uważają, że gra piłką jest ważna tylko wtedy, gdy prowadzi do konkretnego celu, a nie po to, by sobie ją pokopać?
Nie jest sztuką posiadać piłkę przez 80 minut, ale przegrać mecz. Popatrzmy, jak często drużyny mające przewagę w posiadaniu piłki na końcu zostają z niczym. Natomiast co do Mariusza i Marcina – wiele im zawdzięczam, od każdego z nich coś tam podpatrzyłem, ale chcę mieć swój styl. I mam pomysły, przemyślenia, jak do tego stylu dojść, choć oczywiście potrzeba na to czasu i cierpliwości. Pewnie jeszcze dużo wody upłynie, żeby o mnie można było mówić „trener” w pełnym tego słowa znaczeniu. Pewnie też nie raz się sparzę, boisko te moje pomysły zweryfikuje. Bo wielu trenerów powtarza, że chciałoby grać widowiskowo i skutecznie, a jakoś nie wszystkim się udaje.

Na końcu trener zawsze zostaje ze swoim wynikiem.
No właśnie. Można kreślić fajne wizje, a oczywiście konfrontacja z wynikiem na końcu bywa najbardziej bolesną. Ale porażki uczą. Uczą na pewno więcej niż zwycięstwa. Na końcu to wynik kształtuje taktykę, a proszę zwrócić uwagę, ile razy w czasie meczu zdarzają się sytuacje, gdy tak naprawdę trenerzy nie mają wpływu na to, co dzieje się na boisku.

Rozumiem, że Zagłębie ma potencjał na taką grę, skoro pan z określoną wizją zdecydował się je wziąć.
Tak, cieszę się grą tych piłkarzy, bo mam tu fajną mieszankę. Piłkarzy młodych, bardzo zdolnych, bardzo chcących się uczyć. I tych bardziej rutynowanych, ale wciąż głodnych fajnej gry, wciąż głodnych tego, by coś osiągnąć. To naprawdę dobra grupa, która może wspólnie do czegoś znaczącego dojść.

Trafił pan do klubu, który ma za sobą rok potężnego zawirowania. Pan jest już szóstym szkoleniowcem w tym czasie.
Gdzieś widziałem zestawienie, że przez ostatnich 15 lat średnio trener zmieniał się tutaj co pół roku. Tak to właśnie wyglądało statystycznie. A bardzo potrzeba mu stabilizacji. Dlatego, jak wszedłem do szatni zespołu powiedziałem, że od dziś w Zagłębiu kończy się zmienianie trenerów. Albo wszyscy gramy wspólnie, stanowimy zgrany team, w którym każdy ciągnie wózek w tę samą stronę i w związku z tym walczymy o jak najlepszy wynik, o ekstraklasę. Albo – jak nie – to teraz skończy się na wymienianiu zawodników, nie trenera. Wielu się uśmiechnęło.

Wielu, czyli nie wszyscy. Musi pan tu trochę murarki uprawiać, bo ten „mur” jeszcze nie wydaje się związany.
Dlatego tak wielka jest potrzeba stabilizacji. Zespół oprócz zmian trenerskich przez ostatni rok przeszedł też olbrzymią przemianę personalną w szatni. Wielu zawodników odeszło, wielu przyszło. Okres przygotowawczy przeszedł z Zagłębiem trener Banasik. Ja ten zespół dopiero poznaję, choć nie był mi całkiem obcy. Mieszkam w Sosnowcu i choćby z tego powodu, gdy tylko mogłem, bywałem na meczach Zagłębia. Wiem, jak grali, jakie mieli bolączki, co się tu działo.

Właśnie – wielki faworyt po przejściach…
… któremu potrzeba spokoju, pracy i optymizmu, którego już trochę pokazaliśmy w ostatnich meczach. Ale jeszcze raz podkreślę. Mam w sobie wiele pokory do futbolu. I wiem, że piłkarze potrzebują wyciszenia, a przede wszystkim totalnie ciężkiej pracy – i zresztą nie tylko piłkarze, cały klub potrzebuje tej ciężkiej pracy, bo to dotyczy wszystkich jego pracowników, pracowników OSiR-u, a także kibiców. Bo tylko z ich wsparciem możemy osiągać najwyższe cele. Jeśli chcemy mieć ekstraklasę, wszyscy muszą współpracować, zaprogramować się na wspólną grę, pomagać sobie nawzajem. Nie można popełniać błędów z lat minionych.

Ważne słowa. Choć bywa, że dla niektórych za trudne.
Ktoś może mi zarzucić, że jestem młody, muszę się wiele uczyć, a już się wymądrzam. Ale ja jestem przy piłce… od zawsze, od kiedy pamiętam. Wiele lat sam w nią grałem, sześć lat byłem w roli asystenta. Gdy Jurek (chodzi oczywiście o Jurka Dudka, brata Dariusza – red.) grał jeszcze sam w piłkę, wykorzystywałem to jeżdżąc do jego klubów na staże: do Liverpoolu, do Realu. I wiem, jak ciężkiej pracy wymaga sukces w futbolu. Po prostu. Na boisku, ale także w szatni i poza nią, w klubowych gabinetach. Musi być praca, musi być dyscyplina, musi być porządek. Na dodatek nie wystarczy ciężko pracować. Trzeba jeszcze z głową. Bo praca bez głowy i bez planu też sama z siebie nie da efektu. A my kroczek po kroczku te efekty musimy osiągać.

Oczekiwanie w Sosnowcu są bardzo duże. Efekty to były spodziewane już minionej wiosny.
Ja akurat jestem z natury bardzo dużym optymistą. I wierzę, że ta ekstraklasa do Sosnowca kiedyś przyjdzie. Zrobimy wszystko, by jak najszybciej. Ale też patrząc z boku, bo jeszcze do niedawna na takie spojrzenie mogłem sobie pozwolić – proszę mi wierzyć, że Zagłębie niesamowicie poszło w górę ostatnimi czasy. Na wielu polach. Stara się o to i prezes Marcin Jaroszewski i prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. Wspólnie ten klub budują, podejmują decyzje. I w ostatnich latach w Sosnowcu zdarzyło się naprawdę wiele dobrego, na co dziś nie zawsze się zwraca uwagę. I nie wszyscy czasem sobie to uświadamiają. Oczywiście wrócę znów do tego, że jeszcze wiele pracy przed nami. Choćby z akademią, która jest przyszłością klubu. Zresztą już teraz do pierwszego składu wstawiłem choćby Patryka Mularczyka. Chłopak 19 lat, właśnie stąd. I potrafił się świetnie odnaleźć. To też sygnał dla wszystkich młodych, zdolnych, że mogą u nas dostać szansę.

Czy szansę dostanie też Terence Makengo? Właśnie „pochwaliliście się”, że wreszcie… wrócił.
No tak, dla mnie to sytuacja zaskakująca. Nie wyobrażałem sobie, że trener może przyjść do zespołu i nie wiedzieć, gdzie jest… jego piłkarz i co się z nim dzieje. Tym niemniej chciałem, by do nas wrócił, by się pokazał, by można było z nim porozmawiać i by przekonał mnie, czy się w końcu do nas nadaje czy nie. Jak nie – to się pożegnamy.

I wciąż się nadaje?
Skończył rehabilitację. A teraz w mojej ocenie potrzebuje około 8 tygodni, by wrócić do gry, musi przejść pełny cykl przygotowań. Bo to jest naprawdę dobry zawodnik o wielkich możliwościach. Trzeba go tylko odpowiednio ukierunkować, wiem że czekają mnie w związku z nim długie rozmowy. Ale będę miał go „na oku”, bo od niedzieli zaczyna trenować normalnie z pierwszym zespołem. I zobaczymy. On przede wszystkim musi chcieć wrócić na poziom, jaki prezentował niegdyś grając choćby w Monaco. A jak będzie chciał, to my mu pomożemy.

Nuno Malheiro na razie u pana tylko rezerwowy, a Christovao nie gra. To miały być… gwiazdy pierwszej ligi!
Nuno to bardzo dobry piłkarz, a zarazem bardzo… zaniedbany. Moją rolą, by doprowadzić go do 100 procent dyspozycji. I wtedy będziemy mieli z tego dużo korzyści. Podoba mi się piłkarsko, ale ciężką pracą musi odrobić zaległości. Christovao musi zaś wyrobić paszport UE (dorastał w Holandii i ma możliwość uzyskać holenderskie obywatelstwo – red.), bo inaczej mamy kłopot z limitem obcokrajowców. Już Żarko Udovicić (Serb – red.) gra u nas bez paszportu UE.

Ale przy kłopotach z tym nowy zagranicznym zaciągiem ma pan przynajmniej Vamarę Sanogo!
Bardzo chciałem Sanogo w drużynie i się udało. Bardzo się cieszę, bo dzięki temu pozycję numer „9” mamy naprawdę dobrze obsadzoną – Szymon Lewicki strzelił dwa gole w Częstochowie. Teraz będzie normalna rywalizacja dwóch mocnych napastników. Uważam, że chcąc walczyć o ekstraklasę, czyli o najwyższe cele – to naturalne, że powinniśmy dysponować taką kadrą, w której na każdej pozycji jest wybór, na każdej jest rywalizacja. Gra lepszy w danym momencie, a ja chcę być sprawiedliwy w swoich wyborach. A ta sprawiedliwość polega między innymi na tym, że ten kto na ławkę siada, wie i rozumie dlaczego. I wie, że od jego pracy zależy, czy do jedenastki wróci.

Teoretycznie ma pan jeszcze na klubowej liście jeszcze jedno gorące nazwisko, może najgorętsze – Sebastiana Dudka.
(ze śmiechem) To nazwisko…

No tak się złożyło, że zbieżne z trenerem!
Właśnie. Ale akurat tą sprawą na szczęście ja się zajmować nie muszę. Ona jest poza moimi kompetencjami.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: I Liga | Zagłębie Sosnowiec

  • Piotr Borkiewicz

    pan trener mówi jak z podręcznika dla trenerów. Wszyscy świadomi, wszyscy pracują, wszyscy się doskonalą. Bardzo pozytywnie ale przecież każdy trener tego oczekuje a wielu się nie udaje.
    Czy uda się panu Dudkowi „nagiąć” do swoich oczekiwań wiecznie czymś zmęczonych zawodników czy może zawodnikom uda się przekonać prezesa że trener ich zajechał i nie ma kontaktu z zespołem.
    Pan Dudek mówi dobrze, został tylko szczegół, wprowadzić to w życie.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli