Daniel Tanżyna – człowiek w masce Zorro, który nie powinien grać

Autor wpisu: 23 kwietnia 2017 11:08

Obecność Daniela Tanżyny w meczu ze Stomilem Olsztyn (2:2) była ogromnym zaskoczeniem nawet dla jego kolegów z drużyny. Obrońca GKS Tychy w środku tygodnia doznał groźnej kontuzji, która de facto powinna wyeliminować go z gry do połowy maja. Podopieczny Jurij Szatałowa zacisnął jednak mocno zęby i wyszedł na ważne spotkanie dla drużyny. Jakby tego było mało, grając w masce ochronnej na twarzy, strzelił gola i był jednym z najlepszych w swojej drużynie.

– W środę na treningu zderzyłem się z jednym z kolegów. Od razu trafiłem do szpitala, a tam okazało się, że miałem zapadnięty łuk jarzmowy. Na drugi dzień z rana przeszedłem zabieg rekonstrukcji, a w piątek lekarze wypisali mnie ze szpitala. Sobotę jak było widać spędziłem na boisku – mówił z uśmiechem Tanżyna już po meczu ze Stomilem (o meczu czytaj TUTAJ).

Piłkarz miał świadomość tego, że ten mecz powinien w najlepszym razie co najwyżej oglądać z trybun, a tak naprawdę najlepszym rozwiązaniem było być może zostać na weekend w szpitalu. Decyzję o graniu przeciwko Stomilowi mógł podjąć tylko on sam i tak właśnie zdecydował. – Zostałem poinformowany, by nie uprawiać czynnie sportu, ale na swoją odpowiedzialność wziąłem to na klatę. Najważniejsze, że miałem maskę, która mnie chroni, przez co nie bałem się rywalizować. Robiłem na boisku to, co do mnie należy – podkreślił.

Aby zawodnik mógł wystąpić w sobotnim spotkaniu, w bardzo krótkim czasie musiała zostać zrobiona dla niego specjalna ochronna maska, z wcześniej wykonanego odlewu jego twarzy. Dla klubu nie okazało się to problemem i w kilka godzin wszystko udało się zorganizować. – Trener zapytał tylko, czy na pewno jestem do grania. Powiedziałem że tak, tylko potrzebuję maskę. Klub stanął na wysokości zadania i szybko ją załatwił, za co jestem bardzo wdzięczny. Jeżeli chodzi o sam komfort grania w niej, tylko w niektórych momentach widoczność jest gorsza – mówi Tanżyna, podkreślając z uśmiechem, że wówczas, gdy strzelał bramkę, doskonale… widział piłkę.

Piłkarz GKS Tychy przyznaje, że nie było to specjalnie odpowiedzialne zachowanie. Sytuacja w drużynie i tabeli wymagała jednak tego, aby podjąć ryzyko i pomóc kolegom z drużyny walczyć o trzy punkty. – Przez najbliższe dwa, trzy tygodnie na pewno będę wciąż grał w masce. Doktor mówił, że ta kość może goić się do miesiąca czasu i bym w tym czasie nie myślał o żadnym graniu. Ale ciężko mi było odpuścić. Zrobiłem po swojemu, jak zawsze. Ważne, że nic się nie stało i maska zdała egzamin. Jesteśmy w takiej sytuacji, jakiej jesteśmy. To był bardzo ważny dla nas mecz. Szkoda, że skuteczność nie dopisała i nie udało się zdobyć trzech punktów. Byłoby chociaż przez chwilę spokojniej – komentował tyski obrońca.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli