Damian GĄSKA śladami Kądziora: „Ekstraklasa kusi, ale chciałbym jeszcze pomóc Wigrom”…

Autor wpisu: 18 grudnia 2017 11:10

W Suwałkach nie mają wątpliwości, że Damian może podążyć śladem swojego starszego kolegi, innego Damiana, i z Wigier trafić do ekstraklasy, a za jakiś czas może nawet do reprezentacji. W sobotę odebrał statuetkę dla najlepszego zawodnika Turnieju Mikołajkowego. Ta impreza to oczywiście przede wszystkim zabawa, ale też pokazuje, jak Gąska bardzo się ostatnio piłkarsko rozwinął. 

Papiery na grajka wysokiej klasy ma na pewno – jak to lubią mówić trenerzy: sufit u niego jeszcze bardzo daleko, możliwości ma ogromne i jeśli tylko po drodze się nie pogubi, to będzie z niego kawał piłkarza. – Nie pogubię się, spokojnie. O to, żebym nie odleciał, żeby nie odbiła mi sodówka, dbają rodzice. I są w tym bardzo skuteczni – przyznaje piłkarz. Porozmawialiśmy sobie z Damianem o tym, co działo się jesienią w Wigrach, całej pierwszej lidze, no i przede wszystkim o ofertach, które już spływają do Suwałk.

FUTBOLFEJS.PL: Latem, gdy patrzyłeś na to, jak dotychczasowy zespół Wigier przestaje istnieć, jak z dnia na dzień kolejny piłkarz opuszcza klub, to nie pomyślałeś sobie, że najwyższy czas pakować walizkę i wyjeżdżać?
DAMIAN GĄSKA: Pewnie, że takie myśli przechodziły przez głowę, nie będę ukrywał, że nie.

To czemu zostałeś? Nie było ofert?
Były, choć bardziej jakieś pojedyncze zapytania. Ale nie w tym rzecz, bo gdybym się uparł, pewnie bym odszedł.

Nie chciałeś się jednak upierać?
Nie. Po rozmowach z kilkoma bliskimi osobami doszedłem do wniosku, że jeszcze mam czas, a sytuacja, która ma miejsce w drużynie, paradoksalnie może mi pomóc, no bo teraz będę miał większą szansę pokazać, na co mnie stać. Tak więc na transfer się nie napinałem i w pewnym momencie byłem już na sto procent przekonany, że chcę zostać i powalczyć razem z Wigrami.

Jak odebraliście to wszystko, co działo się tu latem – mam na myśli tych niewielu chłopaków, którzy tak jak ty zostali w Wigrach? Bo aż tak duża rewolucja w jakimkolwiek klubie na takim szczeblu to nie jest codzienność.
To prawda, nie jest. Ja spotkałem się z czymś takim po raz pierwszy. Jak wracaliśmy po urlopach do treningu, to człowiek półżartem zastanawiał się, czy do właściwego klubu przyjechał. Zgadnij, ilu chłopaków znałem z tych, z którymi w pierwszy dzień wyszliśmy na zajęcia.

Pewnie kilku.
Czterech. Ale nikt nie wpadał w panikę, bo kilka razy szczerze rozmawiał z nami prezes Mazur i my mu po prostu zaufaliśmy.

Co mówił?
Mówił, że będą duże zmiany, że trzeba się na to mentalnie przygotować, ale to nie znaczy, że po tych zmianach Wigry będą słabszym zespołem, który będzie skazany na spadek. Przekonywał nas, żebyśmy absolutnie do tego tak nie podchodzili, nawet jak na początku sezonu nie będzie nam szło, bo na wszystko potrzeba czasu i cierpliwości. No i faktycznie zmian było mnóstwo. Nowy trener, nowy sztab, bardzo dużo nowych piłkarzy. I tak jak prezes mówił – początek był trudny, rzeczywiście potrzebowaliśmy czasu, żeby się poznać i zgrać, ale myślę, że opłacało się zaufać i poczekać, no bo efekty są naprawdę fajne, a wiosną może być jeszcze lepiej.

Dużo czasu zajęło trenerowi, zanim trafił do waszych głów, złapał z wami kontakt?
Trochę potrzebował. Ale tak to zazwyczaj jest, że każdy nowy szkoleniowiec na zaufanie szatni musi zapracować. My doskonale widzieliśmy, jak trener ciężko pracuje, jak bardzo się stara i gdzieś tam przeczuwaliśmy, nawet po tych pierwszych nieudanych kolejkach, że jak już odpali, to pójdzie.

Mocno zmieniła się twoja rola w Wigrach?
Na pewno. Czuję, że chłopaki więcej ode mnie wymagają, że bardziej polegają na tym, co zrobię, jaką decyzję na boisku podejmę. Gra zaczęła się bardziej kręcić wokół mnie. W zeszłym sezonie nasz zespół ciągnął Damian Kądzior, teraz ja mam to robić. Wiemy, gdzie dziś jest Damian i jak klasowym piłkarzem się stał.

Są tacy, którzy przekonują, że stać cię na to, by pójść w jego ślady.
To miłe. Pewnie, że bardzo bym chciał. Zresztą Damian jeszcze jak był w Wigrach, pokazywał, co znaczy być profesjonalnym piłkarzem. Ostro zasuwał, zostawał po każdym treningu, by dodatkowo poćwiczyć, restrykcyjnie przestrzegał diety. Pełna klasa i świetny przykład do naśladowania. Mamy wciąż bardzo dobry kontakt, często ze sobą rozmawiamy, więc jeśli chodzi o to podążanie jego śladami, to myślę, że wszystko idzie w dobrą stronę (śmiech). Odszedł Damian, Łukasz Wroński, Rafał Augustyniak, zrobiło się w środku pola trochę więcej miejsca, więc doskonale zdaję sobie sprawę, że to jest dla mnie wielka szansa. Mam nadzieję, że ją wykorzystam. Została jeszcze druga część sezonu, liczę, że będzie jeszcze lepsza. Choć ta jesienna – poza początkiem, kiedy nie mogliśmy się przełamać – i tak nie była zła. Kontrakt z Wigrami mam do 30 czerwca…

Czyli zimą nic się nie kroi?
 (śmiech) Nie wiem…

Pytają kluby o Damiana Gąskę?
Pytają, mam kilka wstępnych ofert…

Z ekstraklasy?
Tak. Z dwóch klubów ekstraklasy. Pierwsza liga nie wchodzi w grę. Jeśli miałbym zmieniać klub, to tylko na ekstraklasowy. Nie chcę mówić, z jakich zespołów te zapytania, bo na tym etapie na to jeszcze za wcześnie. Jeden jest w czołówce, drugi w dolnej części. I nie ma co ukrywać, że ciągnie człowieka do ekstraklasy, chciałbym spróbować się ligę wyżej. Czuję, że dałbym radę, że nie odstawałbym tam od nikogo. Jak będzie? Czas pokaże. Z drugiej strony wiadomo, że chciałbym też pomóc Wigrom, że tu mam pewny plac, szanse na regularną grę i rozwój. No i mamy tylko osiem punktów straty do miejsca premiowanego awansem, w tym mecz zaległy do rozegrania. Tak więc ciśnienia jakiegoś wielkiego na transfer nie mam, bo wiosną jeszcze różnie może być (śmiech).

No właśnie, zaliczyliście jesienią metamorfozę rundy. Co się tak naprawdę stało? Co było punktem zwrotnym?
Pierwsza wygrana. Nieważne jak, nieważne z kim. Byle wreszcie wygrać.

No i przyszła po absurdalnym samobóju w Katowicach.
Zgadza się, ale my – tak jak mówię – nie patrzyliśmy na to, w jaki sposób to zwycięstwo zostało wywalczone. Liczyło się tylko to, że wreszcie wygraliśmy. Bo już od kilku wcześniejszych kolejek zasługiwaliśmy na wygrane, tyle że nic nie chciało wpadać. Po tym meczu na GieKSie złapaliśmy taki mentalny luz i pewność siebie. Zaczęliśmy grać wysokim pressingiem, z większą wiarą. Raptem okazało się, że jesteśmy jedną z drużyn najlepiej wyprowadzających kontratak w całej lidze. A moim zdaniem chyba najlepszą. Zdobywamy po tych akcjach najwięcej bramek. Ale to jest efekt właśnie ciężkiej pracy na treningach. Przyszły zwycięstwa, zaczęliśmy grać odważniej. W drugiej części rundy chyba już we wszystkich spotkaniach byliśmy stroną przeważającą, prowadzącą grę. Do tego też nie można zapominać, że pod koniec okna transferowego doszło do nas trzech doświadczonych piłkarzy: Łukasz Budziłek, Sergiej Pilipczuk i Laurentiu Iorga. Każdy z nich to był strzał w dychę. Wprowadzili dużo pozytywnej energii, takiego świeżego spojrzenia na zespół, no i doświadczenia.

W szatni też się zmieniło?
Pewnie. Wszystko zostało ustawione do pionu (śmiech).

Który z nich zaczął najbardziej wprowadzać swoje porządki?
Sergiej. Bardzo dobry, doświadczony piłkarz. Naprawdę mnóstwo jego zasługi w tym, że przeszliśmy taką metamorfozę.

O co tak naprawdę będziecie wiosną grali?
Głównym celem jest utrzymanie, ale ja liczę na coś więcej.

Czyli?
No tak jak już mówiłem, nie mamy dużej straty punktowej do miejsca premiowanego awansem, pod względem piłkarskim absolutnie nie czujemy się słabsi od żadnej z drużyn, które są przed nami. Tak więc mam nadzieję, że powalczymy. Nawet o awans.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: I Liga | Wigry Suwałki

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli