Biednemu wiatr w oczy, czyli Stomil poległ w starciu z… arbitrem

Autor wpisu: 3 marca 2018 20:56

Wróciła Nice 1. Liga, a wraz z nią i kontrowersje. Niestety, ale tego można było być pewnym. Pierwszą ofiarą kto? No oczywiście ten, komu i tak wiatr w oczy wciąż wieje, czyli Stomil. W Bielsku-Białej bronił remisu do doliczonego czasu, by najpierw stracić gola po karnym za „rękę”, której dopatrzyć się trudno, a potem… nie dostać karnego za „rękę”, którą wszyscy widzieli na przysłowiowy kilometr. „Zostaliśmy oszukani” – najmocniej jak można skomentował trener Kamil Kiereś.

Podbeskidzie – Stomil zdecydowanie był meczem walki. I pewnie wszyscy wiecie, co za tym się kryje. Realizator Polsatu Sport na koniec transmisji zdecydowanie nie miał kłopotu, co wybrać na „najciekawsze akcje”. Po prostu wziął wszystko, co było, a i tak doliczył do… dwóch. Z 90 minut. Bo dopiero w pięciu minutach doliczonego czasu zdarzyło się wszystko, co najciekawsze. I niestety, nie było to „najciekawsze” dla poszkodowanego w tej całej sytuacji Stomilu.
W pierwszej minucie doliczonego czasu rzut rożny dla Podbeskidzia, dorzucona piłka wpada w pole karne i odbija się od stojącego tam Wiktora Biedrzyckiego. Sędzia wskazuje na tak zwane wapno, czym wprawia w osłupienie nie tylko olsztynian, ale i komentatorów Polsatu Sport. „O co chodzi?” – dopytywał się Marcin Feddek. „Karny?” – wtórował niepewny Andrzej Iwan. Na powtórce widać, że silnie bita piłka przetacza się Biedrzyckiemu przez pierś, może przez bark, ale ręki w tym wszystkim doprawdy trudno się dopatrzeć.

Pan Sebastian Jarzębak jednak niewzruszony – karny, którego wykorzystuje Valerijs Sabala.

Już w tym momencie trudno było się oprzeć wrażeniu, że Stomilu po prostu szkoda. I tak po piłkarsku, i zwyczajnie po ludzku, jeśli można tak powiedzieć. Bo jeśli ktoś w tym meczu rozczarowywał, to przede wszystkim nieefektywne i niebłyskotliwe Podbeskidzie. Goście za to po prostu harowali na całym boisku, by wywalczyć punkt – dla nich remis był niezłym wynikiem po prostu. I trudno się temu dziwić.

I Stomil, który po stracie zaatakował, powinien jeszcze dostać szansę, by ten remis uratować. W ostatniej akcji meczu po rzucie wolnym dla olsztynian piłka trafiła – tym razem bardzo wyraźnie – w rękę stojącego na 10. metrze Filipa Modelskiego. Co widać na poniższym obrazku:

No, ale pan Jarzębak – można powiedzieć – pozostał przewrotnie konsekwentny, czyli tym razem puścił grę, by za chwilę zakończyć mecz. Olsztynianie po ostatnim gwizdu otoczyli arbitra na środku boiska, ale co mogli wskórać? Już nic.
– Gramy o utrzymanie i takie kontrowersyjne decyzje są ciężkie. Ostatnia akcja, ręka na sto procent, a okazuje się, że nie ma – komentował rozczarowany Janusz Bucholc. – My wykonaliśmy ciężką pracę zimą i będziemy walczyć o punkty. Oby tylko sędziowie wykonywali pracę należycie! – dodawał.

Trener Stomilu, z reguły ostrożny w dobieraniu słów, tym razem nie przebierał w wyrażeniach: – Generalnie do sędziego powinienem skierować kilka brzydkich słów. Ciężko pracowaliśmy zimą, aby zdobyć ten punkt, na który zasłużyliśmy. Zostaliśmy dziś oszukani.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli