Bez hitu w Katowicach. Bełchatów się pogubił

Autor wpisu: 3 kwietnia 2016 16:53

Chcieliśmy zabezpieczyć środkową linię i kontratakować, ale okazało się, że taka taktyka kompletnie nam nie wychodziła. Na domiar złego stało się najgorsze, co mogło się stać. Straciliśmy bramkę do szatni – mówił na konferencji prasowej Rafał Ulatowski, którego zespół poniósł trzecią porażkę z rzędu. Tym razem w Katowicach 0:1.

Taktyka gości faktycznie okazała się fatalna, bowiem szczególnie w pierwszej połowie wyglądało tak, jakby piłkarze z Bełchatowa kompletnie pogubili się w tym, co mają grać. Gospodarze z kolei pomału i bardzo mądrze budowali swoje ataki, gdy rywale praktycznie nie utrudniali im rozgrywania piłki. Momentami można było odnieść wrażenie, że na murawie jest o jednego – albo nawet o dwóch – zawodników mniej w drużynie przyjezdnej.
Podopieczni Rafała Ulatowskiego kryli na radar i to był problem. Nie doskakiwali do przeciwników i często prezentowali się tak, jakby nie chcieli odebrać rywalom piłki – co było na dłuższą metę wręcz zaskakujące.
Katowiczanie prezentowali się na tle Bełchatowian znacznie lepiej. Grali z polotem, byli szybsi, lepiej poruszali się po boisku, umiejętnie operowali piłką i raz po raz szukali bramkowych okazji. Tych było nawet zbyt mało, jak na tak widoczną przewagę. O bezradności gości najlepiej świadczy sytuacja, jaka miała miejsce pod koniec pierwszej części gry. Podopieczni Jerzego Brzęczka w zasadzie na wysokości swojego pola karnego grali jak na treningu w „dziadka”. Goście zamiast zastosować pressing, biegali za piłką, jakby nie wiedzieli, jak mają zachować się w tej sytuacji. Najlepszym komentarzem do tego, co prezentował Bełchatów, było zachowanie jego trenera. Patrząc na grę swoich podopiecznych, z nerwów cisnął swoją kurtką w ziemię. Niemal zaraz po tym bramkę strzelił Oliver Praznovsky, dając prowadzenie i, jak się okazało, zwycięstwo Gieksie.
– Rozumiem frustrację naszych kibiców. Krytyka jest zasłużona, bo ten biznes polega przecież na zdobywaniu punktów. Chcę jednak prosić o tydzień spokoju. Wiemy, co mamy robić. Wiemy też, że sami zagmatwaliśmy sobie sytuację – przyznał szczerze Ulatowski, którego drużyna wiosną na boisku wywalczyła tylko punkt. I zamiast ścigać czołówkę, osuwa się w tabeli.
Prowadzenie Katowic bez wątpienia było zasłużone. – Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu bardzo dobra, mimo że gola strzeliliśmy dopiero w jej końcówce – powiedział Brzęczek. Powody do zadowolenia były, ale w drugiej części spotkania aż prosiło się o to, aby udokumentować przewagę kolejnym golem i spokojnie czekać na końcowy gwizdek. Tego zabrakło, za co na pewno należą się słowa krytyki gospodarzom. Tym bardziej że gracze z Bełchatowa pod koniec spotkania poczuli szansę na wywiezienie ze stolicy Śląska jednego punktu i zaczęli odważniej sobie poczynać. Większego zagrożenia pod bramką Mateusza Kuchty jednak nie było. – Niestety, po przerwie kilkakrotnie napędzaliśmy przeciwnika, prowokowaliśmy go do zdobycia wyrównującej bramki. Końcówka była zbyt nerwowa – zauważył trener Gieksy.
Katowice są dziś w zupełnie innym miejscu niż Bełchatów. Po porażce w pierwszym tegorocznym meczu z Arką, w następnych czterech wywalczyły 10 punktów, doganiając Zagłębie Sosnowiec i (prawie) Zawiszę.

Inne artykuły o: GKS Bełchatów | GKS Katowice | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli