Artur Derbin: Mam drużynę na ekstraklasę

Autor wpisu: 9 lutego 2016 18:14

Mówią, że to wschodząca trenerska gwiazda na zapleczu ekstraklasy. Artur Derbin wiosną będzie walczył z Zagłębiem Sosnowiec o finał Pucharu Polski i miejsce w ekstraklasie. Młodego trenera złapaliśmy w Zakopanem podczas dwudniowego odpoczynku, jaki zafundował sobie po pierwszym etapie przygotowań do rundy rewanżowej. Od środy z zespołem rozpoczyna drugi etap.

FUTBOLFEJS.PL: Jak się robi z beniaminka pierwszej ligi półfinalistę Pucharu Polski i zespół walczący o awans do ekstraklasy?
ARTUR DERBIN: O, zaczyna pan z grubej rury.

A co, spodziewał się pan pytania o to, jaka jest w Zakopanem pogoda?
No nie…

No to o pogodę nie pytam, tylko o pański zespół.
O Jezu… Aż nie wiem, od czego zacząć…

Najlepiej od początku. Ma pan jakąś złotą receptę?
Nie mam żadnej złotej recepty. Tak na dobrą sprawę ten zespół tworzy się od dłuższego czasu i cały czas ten proces trwa. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie jest tak, że w tym składzie osobowym będziemy sobie z powodzeniem hulać dalej. Żeby zespół się rozwijał, potrzebuje świeżej krwi. Stąd kilku nowych zawodników, którzy dołączyli do nas zimą, jak Robert Bartczak i Michał Bajdur. Dojdzie jeszcze zawodnik z Bułgarii, który ma wzmocnić rywalizację w defensywie, ale proszę wybaczyć, nie pamiętam nazwiska. A wracając do pytania, jak to się robi? Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że ci chłopcy mają duży potencjał, że wystarczy tylko – tylko i aż – pomóc im w tym, by ten potencjał potrafili sprzedać. Najważniejszym czynnikiem było odpowiednie przygotowanie motoryczne. Do tego doszła kwestia pracy nad sferą mentalną. A wypaliło, bo trafiłem na grupę ambitnych i inteligentnych chłopaków, z którymi świetnie się dogaduję, którzy bardzo szybko łapią, o co mi chodzi. To tu zapewne leży ten klucz do sukcesu, o którym pan wspominał.

Żeby nie było tak różowo, pod koniec rundy nadeszła przykra weryfikacja – dostaliście trzy gongi od zespołów z czołówki: Dolcanu, Wisły i Zawiszy…
Powiem tak: nawet Legia, jeden z najsilniejszych zespołów w Polsce, jesienią miał problem z graniem co trzy dni. A co dopiero my.

Czyli te porażki to efekt intensywności spotkań?
Te mecze ligowe rozgrywaliśmy po spotkaniach o Puchar Polski, które – oprócz oczywiście normalnego wysiłku fizycznego – niosły za sobą potężny ładunek emocjonalny. Łatwiej zregenerować organizm po wysiłku fizycznym niż po zmęczeniu psychicznym. I niestety, zawsze wtedy dopadały nas momenty kryzysowe. Próbowaliśmy różnych rozwiązań. Na Dolcanie (1:4 – przyp. red.) myślałem, że jakimś psim swędem, taką siłą rozpędu jeszcze się nam uda pociągnąć. Pomyliłem się. Na Wiśle Płock (1:3 – przyp. red.) spróbowaliśmy rotacji. Tam zabrakło nam jednego dnia, by to wszystko odpowiednio ułożyć. To spotkanie odbyło się cztery dni po pamiętnym wyeliminowaniu Cracovii w ćwierćfinale Pucharu Polski. A jeśli chodzi o Zawiszę (1:6 – przyp. red.), to powiem tak: dla nas runda powinna skończyć się po meczu z Katowicami (ten odbył się 29 listopada, a mecz z Zawiszą 5 grudnia, bo został przełożony z 14 listopada – przyp. red.).

Ha, ha. To dobre wytłumaczenie. Gdybyście wygrali 6:1, a nie przegrali, pewnie inaczej by pan mówił.
Proszę się nie śmiać – zaraz wytłumaczę. Rozegraliśmy w minionej rundzie 25 meczów. Mało który zespół z pierwszej ligi gra tyle. A dla nas, beniaminka, każde kolejne spotkanie było prestiżowe. Do tego dochodziła rywalizacja w Pucharze Polski. Jak wspomniałem, już podczas meczu z Katowicami widzieliśmy, że coś z drużyną jest nie tak. Że potrzebna jest nam przerwa. Tam pod sam koniec spotkania udało się zdobyć dwie bramki i wygrać. Myśleliśmy, że jeszcze przez tydzień damy radę i fizycznie wytrzymamy. W Bydgoszczy szybko złapaliśmy jednak czerwoną kartkę, co okazało się kluczowe dla wyniku, i wszystko się posypało.

Co się mówi chłopakom w szatni po takim 1:6?
Już nie pamiętam, co im wtedy powiedziałem. Pewnie coś w tym stylu: „Dostaliśmy wpierdol, przepraszam za wyrażenie, i tyle. Zdarza się, dalej robimy swoje”.

Narzeka pan na intensywność spotkań, to może trzeba sobie na chłodno zadać pytanie, czy wy macie zespół na ekstraklasę? Czy warto się o nią bić?
Jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, czy mamy drużynę na pierwszą ligę, a okazało się, że mamy. Rywalizacja w Pucharze Polski z Górnikiem Zabrze, a potem z Cracovią, która rewelacyjnie gra w lidze i którą naprawdę świetnie się ogląda, przekonała mnie, że mamy też zespół na ekstraklasę. Wiadomo, że ta drużyna, jak zresztą każda, wymagać będzie dopływu świeżej krwi, ale nie powiedziałbym, że w ekstraklasie nie mielibyśmy czego szukać.

Mam pan w drużynie dużo młodych chłopaków, którzy dopiero zbierają doświadczenie. Nie obawia się pan, że w rundzie wiosennej powali ich presja? Że walka o najwyższe cele na dwóch frontach ich przerośnie?
My tę presję sami sobie narzuciliśmy, ale też powiedzieliśmy sobie, że nic nie będziemy robić za wszelką cenę. Owszem, będziemy wypruwać żyły w każdym spotkaniu, bo chcemy spełniać swoje marzenia, ale to nie jest tak, że ekstraklasa albo śmierć. Musimy najpierw nauczyć się cieszyć z tego, co robimy. Jeżeli założylibyśmy sobie twardo, że celem jest awans, to już na starcie bylibyśmy zgubieni. Tak nie zrobimy. Małymi krokami, bez żadnej napinki, walczymy w każdym meczu o to, żeby wypaść jak najlepiej. Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.

Starsi piłkarze z ekstraklasową przeszłością, jak Sebastian Dudek, Jakub Wilk i Grzegorz Fonfara, pomagają panu trzymać młodych w ryzach?
Ich pomoc jest bezcenna. Pilnują atmosferę, dbają o to, znakomicie się w szatni nawzajem motywują, pomagają też motywować pozostałych chłopaków. Trafiłem na naprawdę fajną mieszankę rutyny z młodością. Pracować z tymi ludźmi to czysta przyjemność.

Niedawno żalił się pan, że „wyciągają rączki po waszych piłkarzy”. Z tego co się orientuję, te rączki nikogo jednak nie wyciągnęły.
Nie wyciągnęły, choć jeszcze okno transferowe jest otwarte. Mam jednak nadzieję, że nikt ze znaczących piłkarzy nie odejdzie. Choć niektórzy mają wpisane w kontraktach kwoty odstępnego, więc przede wszystkim o tych chłopaków się obawiałem. Z drugiej strony, to jest normalna rzecz, że piłkarze, którzy błysnęli w pierwszej lidze i Pucharze Polski, budzą zainteresowanie mocniejszych klubów. Nie ma się czemu dziwić. Oni sami na to zainteresowanie zapracowali.

Jakub Arak niedawno na naszych łamach powiedział, że gdyby wiosną dostał szansę w Legii, to by sobie poradził (czytajcie tutaj). Ale nie dostał i wrócił do Zagłębia. Pana to pewnie nie zmartwiło. Będzie coś z tego chłopaka?
Oczywiście. „Araczek” to był pierwszy piłkarz, który dał innym młodym sygnał, że Zagłębie to świetne miejsce do tego, by się rozwijać. Bardzo pomógł awansować do pierwszej ligi, strzelił wtedy bodajże 17 goli. I po nim zaczęli tu trafiać inni młodzi z Akademii Legii. I jak wracali do Warszawy, to z szacunkiem wyrażali się o Zagłębiu – że fajna baza, fajna atmosfera, dobre miejsce do tego, by grać i uczyć się futbolu. Tak więc dzięki temu mamy teraz większe możliwości. Z Legii trafili teraz do nas Bartczak i Bajdur. To zawodnicy, którzy – proszę mi wierzyć – z powodzeniem mogliby już rywalizować na poziomie ekstraklasy.

Był pan niedawno na stażu w Legii, rozmawiał ze Stanisławem Czerczesowem. Czymś Rosjanin pana zaskoczył?
Jadąc na ten staż, chciałem się przede wszystkim przyjrzeć pracy trenera Czerczesowa i jego kontaktom interpersonalnym. Chciałem zobaczyć, jak to wszystko się odbywa. A jakie wnioski? Przyglądając mu się, trudno było nie odnieść wrażenia, że to bardziej menedżer niż trener. Obserwuje, koryguje, podpowiada. Bardziej zarządza, niż szkoli. Jest otwarty, bez problemu dzieli się spostrzeżeniami, choć sam też chciał wiedzieć, jakie wnioski wyciągnąłem po tym stażu, więc przepytał mnie mniej więcej tak samo jak pan.

Czerczesow Czerczesowem, ale mówią, że pan to taki polski Jürgen Klopp. Ma pan podobno nosa do wyławiania piłkarskich perełek, a w trakcie meczu reaguje przy linii bocznej tak samo żywiołowo jak Niemiec. Poza boiskiem też jest pan taki emocjonalny?
No właśnie nie. Poza boiskiem na nic aż tak nie reaguję. Natomiast mam wrażenie, że w trakcie meczu to i tak jestem dużo spokojniejszy niż przed samym meczem. Wtedy to dopiero emocje się we mnie gotują. A podczas spotkania chcę być po prostu tym dwunastym zawodnikiem. Chcę, żeby chłopaki widzieli, że mają we mnie wsparcie, żeby widzieli, że trener też rozgrywa ten mecz i nie jest mu obojętne to, co dzieje się na boisku.

Czyli śledzenie meczu „na Łobanowskiego” panu nie grozi?
Nie wyobrażam sobie tego. To nie dla mnie. Emocje by mnie chyba rozniosły. Rzeczywiście styl pracy i zachowanie podczas meczu Kloppa przypadły mi do gustu, ale czy akurat Niemiec jest moim trenerskim wzorem? Chyba nie. Nie mam jakiegoś jednego wzoru, który chciałbym powielać. Kiedyś bardzo imponował mi Bogdan Wenta. Podejściem do zawodników, reakcją podczas spotkań. Mnie też nie przeszkadza, jak piłkarze mówi mi na ty. Nie mam z tym problemu, tym bardziej że nie jestem taki stary.

Minęło pół roku pańskiej samodzielnej pracy w roli pierwszego szkoleniowca. Trema, o ile była, pewnie już przeszła. Diabeł nie okazał się taki straszny, jak go malowali?
Nie da się ukryć, że przez te ostatnie pół roku życie mocno mi przyśpieszyło. Kiedy się okazało, że mam prowadzić Zagłębie jako pierwszy szkoleniowiec, to tak na dobrą sprawę wcale nie było mi do śmiechu. Pomyślałem: „rany boskie, przecież miał przyjść kolejny trener”. Miałem mieć jakiś piorunochron. Chciałem nadal uczyć się u boku jakiegoś doświadczonego szkoleniowca. Myślałem, że na samodzielną pracę jeszcze za wcześnie. Ale dziś mogę panu powiedzieć, że wcale nie było za wcześnie. Jeśli dostajesz szansę, weź ją i zrób wszystko, by wykorzystać. Na szczęście tak właśnie do tego podszedłem i mimo że gdzieś tam na początku udzielała mi się nerwowość, udało się sytuację opanować. No i na razie dotarliśmy do trzeciego miejsca w lidze i półfinału Pucharu Polski.

Rozmawiał Krzysztof Budka

sklep vitasport.pl
forBET
  • Sandra Sonicka

    Bez litości, bez miłości, aż do śmierci – Artur jesteśmy z Tobą!

  • essskaaaaeeeesss

    Jestem pewien że y marca zweryfikujecie swoje plany i zostanie cię sprowadzeni na ziemię… 1ligowa ziemie.

  • essskaaaaeeeesss

    Jestem pewien że y marca zweryfikujecie swoje plany i zostanie cię sprowadzeni na ziemię… 1ligowa ziemie.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli