Artur DERBIN: Broni nie składamy. Przed Chojniczanką dwa najważniejsze mecze sezonu

Autor wpisu: 24 maja 2017 09:58

Zagłębiu życzę jak najlepiej, ale w tym momencie patrzę na siebie i dobro swojego zespołu – mówi Artur Derbin. Chojniczanka wciąż jest w grze o ekstraklasę i jak mówi jej trener – zamierza w tej grze pozostać do samego końca. – Walka o drugie miejsce premiowane awansem może potrwać do ostatniej minuty ostatniej kolejki, dlatego dopóki jest szansa, trzeba o nią walczyć – podkreśla.

FUTBOLFEJS.PL: Broni jeszcze nie złożyliście?
ARTUR DERBIN: Ależ absolutnie, w żadnym wypadku. Mamy jeszcze dwa mecze i zrobimy wszystko, by przed tym ostatnim wciąż być w grze o awans. Tak więc w niedzielę w Suwałkach czeka nas mecz sezonu. A potem u siebie z Chrobrym kolejny mecz sezonu.

Wielu powie, że pogubiliście już tyle punktów, że to się nie może udać.
Ale przecież dobrze wiemy, jak ta liga w tym sezonie wygląda. Czy można zakładać coś ze stuprocentową pewnością?

Raczej nie.
No właśnie. Ja jestem przekonany, że sprawdzą się słowa trenera Brzęczka dotyczące finiszu…

Akurat on tego finiszu jako szkoleniowiec Katowic nie doczekał.
Ale jego słowa będą aktualne. Mówił jakiś czas temu, że walka o drugie miejsce potrwa do ostatniej minuty ostatniej kolejki. Dokładnie tak samo było niedawno na zapleczu ekstraklasy francuskiej, gdzie jedna z drużyn zapewniła sobie awans w 95. minucie ostatniego spotkania. Tak więc absolutnie nie warto składać broni i dopóki jest szansa, trzeba o nią walczyć. Tu po każdej kolejce dochodzi do sporego przetasowania w tabeli.

Czyli co – tak jak pan niedawno powiedział: „Show must go on”?
Oczywiście.

Nie zmienia to faktu, że w czterech meczach pod pana wodzą Chojniczanka wygrała tylko raz. Mało.
No mało, zgadza się. Cały czas głowię się nad tym, czemu tak jest. Tym bardziej że jeśli chodzi o grę, nie mogę być niezadowolony. Są oczywiście detale do poprawy, ale ogólnie naprawdę wygląda to przyzwoicie. Dziwne to wszystko jest. Po meczu z Górnikiem jeśli bym komuś powiedział, że zagraliśmy niezły mecz, a ten ktoś spojrzałby na wynik, powiedziałby pewnie: „Co ten facet za głupoty wygaduje?”. Ale przecież patrząc na przebieg tego spotkania, w życiu człowiek nie powiedziałby, że to było spotkanie na wynik 1:6. Ale cóż, taka piłka – dostaliśmy tam obuchem w łeb. Natomiast cały czas będę się upierał, że bardzo mocno poprawiła się nasza organizacja gry, szczególnie w defensywie. Bo zespół, tak jak dotychczas bardzo dobrze grał wysokim pressingiem, tak samo nim gra – tu niczego nie chciałem zmieniać. Natomiast ktoś, kto na spokojnie obejrzałby sobie nasze dwa ostatnie mecze, musiałby dojść do wniosku, że rywale nie stwarzali sobie za dużo sytuacji pod naszą bramką. Natomiast teraz trzeba przede wszystkim popracować nad koncentracją w drugą stronę, czyli w ofensywie. Nie chcę mówić, że nie mamy szczęścia, ale…

Ale tak to trochę wygląda?
Niestety. Czegoś nam brakuje. Sytuacji dużo, tylko co z tego, skoro niewiele z nich kończy się bramką.

W dodatku wciąż rozdajecie prezenty, jak Wojciech Lisowski w meczu z Bytovią. Co on zrobił?
Trzeba było z chłopakiem długo porozmawiać i podnieść go na duchu. Popełnił koszmarny błąd, to jasne. Ale prawda jest taka, że nie tylko on. On to sfinalizował, niestety dla nas w taki właśnie sposób, ale ta sytuacja zaczęła się dużo wcześniej. Od straty w strefie, w której nie powinniśmy wchodzić w drybling. Trudno, stało się. Zamiast trzech punktów, został jeden. I o ile margines błędu mieliśmy dotychczas bardzo wąski, o tyle teraz już tego marginesu nie mamy w ogóle. Koncentracja na najwyższych obrotach – od początku do ostatniego gwizdka. To będzie klucz. No i absolutnie nie wolno nam tracić nadziei.

Samobój Lisowskiego – i nie tylko – w najnowszym odcinku naszego „Pierwszoligowca”

Długo musiał pan zbierać drużynę mentalnie po takich niepowodzeniach jak to w Zabrzu, albo ten samobój, po którym straciliście punkty w meczu z Bytovią?
Pod tym względem to jest akurat grupa bardzo mocnych, ambitnych chłopaków, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że coś im się wynika, jakaś niepowtarzalna szansa, na którą tak długo pracowali. Oni nie pękają. Na przestrzeni tej rundy, gdzieś od samego początku im nie szło, nie mogło zatrybić. Niby dobrze grali, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. A jak po tej serii remisów przyszedł wreszcie wygrany mecz, to nie potrafili pójść za ciosem. Słuchałem właśnie wypowiedź Arka Aleksandra, dyrektora Sandecji, który mówił, że każde następne zwycięstwo nakręcało ich zespół. Mówił, że najsłabszy mecz zagrali na Wigrach, ale jakimś cudem udało się wygrać, no i poszło. Z kolejki na kolejkę wzajemnie się nakręcali, aż wylądowali w ekstraklasie. A Chojniczance non stop z różnych powodów szło jak po grudzie. No ale my też mimo wszystko próbujemy się pozytywnie nakręcać. I choć wydawałoby się to dziwne, że po takiej serii straconych punktów wciąż liczymy się w walce o awans, to absolutnie nie zamierzamy odpuszczać. Napisał pan tuż po tym, jak objąłem Chojniczankę, że jeśli uda mi się wywalczyć z tym zespołem awans, to będę mistrzem świata. Ja powiem trochę inaczej – jeśli Chojniczance uda się wywalczyć awans, to wszyscy tu będziemy mistrzami świata. Po tych wszystkich kłodach, jakie los rzuca tej drużynie pod nogi, taki sukces trzeba będzie rozpatrywać właśnie w tych kategoriach.

Czemu po meczu z Górnikiem odstawił pan od składu Łukasza Budziłka? Nie zawalił tam żadnej bramki.
Co więcej, gdyby nie on, mogłoby się to dla nas skończyć dużo gorzej. Powiedziałem mu to w rozmowie w cztery oczy, a potem jeszcze powtórzyłem wszystkim na odprawie – że nie jest to zmiana spowodowana jego słabszym występem. Mamy dwóch równorzędnych bramkarzy i wydało mi się, że akurat nadeszła najlepsza okazja do tego, by dać szansę temu drugiemu (Maciejowi Gostomskiemu – przyp. red.). Zresztą pod względem psychologicznym po wyjęciu sześciopaka z bramki przyda się Łukaszowi przerwa. A Maciek udowadnia, że też doskonale zna swój fach, więc jeśli chodzi o bramkarzy, nie mamy żadnych kłopotów.

Tak sobie myślę, że dla pana średnio to komfortowa sytuacja, bo w tym wyścigu o ekstraklasę trzeba przegonić pana ukochane Zagłębie.
Przychodząc tutaj, zdawałem sobie sprawę, że tak może się stać. Ja mam oczywiście Zagłębie w sercu, ale teraz pracuję w Chojnicach, cały oddaję się tej robocie, więc mówiąc pół żartem, pół serio – „nie ma przebacz”. Trafiłem do klubu, który świetnie się rozwija i z którym i ja chciałbym się rozwijać i osiągać sukcesy. Zagłębiu oczywiście życzę jak najlepiej, ale w tym momencie patrzę na siebie i na swój zespól.

Dzwonią znajomi z Sosnowca?
Wcześniej dzwonili, ale teraz już nie. Każdy ma swoją robotę do wykonania i mam wrażenie, że wszyscy koncentrują się na ligowym finiszu. Wiadomo, o co toczy się gra, więc nie ma czasu na jakieś nawet drobne żarty czy pogaduszki.

Rozmawialiście już w Chojnicach o pańskiej przyszłości, czy na razie jeszcze nie? Pytam, bo wiem, że podpisał pan kontrakt zadaniowy, do końca sezonu.
Powiem tak: w pewien sposób temat został ruszony, natomiast nie ma jeszcze żadnych konkretów.

Ale rozumiem, że pan jest otwarty na dalszą współpracę z tym zespołem – niezależnie czy w ekstraklasie, czy w pierwszej lidze?
Oczywiście. Ten klub się fajnie rozwija, są duże możliwości, ciekawa kadra – tak więc w takim towarzystwie upatruję też swojej szansy na rozwój.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Chojniczanka Chojnice | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli