Adrian STAWSKI: Nasza ambicja jest mocno podrażniona. Był moment, gdy byliśmy w czarnej d…

Autor wpisu: 11 sierpnia 2017 16:15

W czerwcu w ostatniej chwili Drutex-Bytovia urwała się ze stryczka, ale ten sezon rozpoczęła znakomicie – od pięciu kolejnych zwycięstw (licząc Puchar Polski i ligę). Szczególnie dwa ostatnie – na wyjeździe z Podbeskidziem (2:0) i pucharowe u siebie z Lechią Gdańsk (1:0) każą postawić tezę, że ta drużyna przeszła wielką metamorfozę. O tym, co się stało z Bytovią, rozmawiamy z jej trenerem Adrianem Stawskim.

FUTBOLFEJS.PL: Co pan zrobił z tym zespołem? W tym sezonie, licząc ligę i Puchar Polski, pięć zwycięstw. Do tego jak dodamy dwa barażowe z Radomiakiem, wyjdzie siedem wygranych z rzędu. W Druteksie-Bytovii czegoś takiego jeszcze nie było.
ADRIAN STAWSKI: Odbudowaliśmy się fizycznie. Po pierwszym meczu, gdy przejąłem zespół, powiedziałem, że wiem, gdzie tkwi problem. Potrzebna była radykalna odbudowa drużyny właśnie pod tym kątem. Pod koniec sezonu zaczęliśmy współpracować z profesorem Jastrzębskim, który bardzo mocno pomaga mi, jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne.

Zawalone zostały zimowe przygotowania?
Powiem tak: byłem przecież wtedy w sztabie, który przygotowywał ten zespół i widziałem, co się dzieje. Nie było żadnego wyjazdu na obóz, wszystko odbywało się na miejscu, co przy naszej aurze zimą nie jest chyba optymalnym rozwiązaniem. Do tego zawodnicy popracowali  za mocno. Doszło kilka drobniejszych czynników i czołowi piłkarze złapali kontuzje. One nie wzięły się znikąd. Szczególnie, że były to kontuzje mięśniowe. Dopiero jak wrócili do gry po urazach, odbudowali się fizycznie, znów zaczęliśmy przypominać mocny zespół. Po barażach z Radomiakiem piłkarze dostali dwa tygodnie wolnego, my w tym czasie zakontraktowaliśmy kilka nowych twarzy i zaczęliśmy sezon. Tak więc recepta na tę metamorfozę nie jest jakaś nadzwyczajna.

Te nowe twarze nie obawiały się przyjść do zespołu, który ledwie uniknął spadku do drugiej ligi?
Nie. Nie wyczułem, by ktokolwiek miał z tym problem. Chcieliśmy pozyskać piłkarzy, którzy będą pasowali do tej grupy przede wszystkim pod względem charakterologicznym. Czyli nie odstawią nogi, a jak trzeba to i głowy, nie odpuszczą, będą walczyć do samego końca. Doskonałym przykładem, że nam się to udało, był mecz z Podbeskidziem. W 47. minucie dostaliśmy czerwoną kartkę, sędzia przedłużył spotkanie o sześć minut, a mimo to potrafiliśmy wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Gramy ponad 45 minut w osłabieniu na bardzo trudnym terenie i w tym czasie strzelamy dwa gole, nie tracimy żadnego i wygrywamy 2:0.

Po tej wyczerpującej walce o utrzymanie musiał pan odbudowywać piłkarzy również pod względem mentalnym?
Mnóstwo czasu spędziliśmy na rozmowach. I w grupach, i indywidualnych. Po każdym meczu robiliśmy analizę, koncentrując się przede wszystkim na tym, by pokazać chłopakom, że potrafią grać w piłkę. Niezależnie od tego, czy spotkanie było wygrane, czy przegrane. Błędy każdemu się zdarzają, to oczywiste. Natomiast nie mogłem dopuścić do sytuacji, w której siedzielibyśmy wszyscy w szatni ze zwieszonymi głowami. To byłby nasz koniec. Zresztą kto widział nasze mecze, ten nie mógł nie zauważyć, że ci zawodnicy walczą. Oni ani jednego spotkania nie odpuścili, choć łatwo nie było, bo do tego doszły nagminne pomyłki sędziowskie na naszą niekorzyść. Pomyłki, które miały wpływ na wyniki i miejsce w tabeli. W pewnym momencie zacząłem podejrzewać różne rzeczy, w tym takie, że to nie jest chyba przypadek. Ale dowodów nikt nie miał. Powiedzieliśmy sobie, że i tak zrobimy wszystko, by utrzymać ten zespół. I z meczu na mecz, nawet jak nie było jeszcze zwycięstw, atmosfera w szatni robiła się lepsza, bo chłopaki czuli, że wyglądają lepiej fizycznie. Po sześciu tygodniach odkąd objąłem zespół, zrobiliśmy testy szybkościowe. Wyniki pokazały, że diagnoza była trafna i idziemy w dobrą stronę.

Był moment zwątpienia? Myśl, że jednak może się nie udać?
Czy zwątpienia? Raczej nie. Przyzwyczailiśmy się do stresu, bo gdzieś tak od połowy rundy wiosennej każdy mecz był o życie. Natomiast doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że biorąc pod uwagę naszą sytuację w tabeli, jesteśmy w czarnej d… W pewnym momencie traciliśmy do Wisły Puławy 4 punkty, przy czym ta Wisła miała dwa mecze więcej od nas do rozegrania, więc tu już nie wszystko zależało tylko od nas. Natomiast ja chłopakom cały czas powtarzałem, że zwieszenie głowy i zamartwianie się nic tu nie pomoże. Wręcz przeciwnie, tylko nas dobije i pogrzebie. Fajnie mi w tym pomagali kapitanowie – Krzysiek Bąk, Łukasz Wróbel i Janusz Surdykowski. Muszę powiedzieć, że również dzięki nim szatnia to wszystko przetrwała. No i teraz to wszystko procentuje.

Spodziewał się pan tak dobrego startu?
Trudno powiedzieć… Wiedziałem, że zespół jest do sezonu bardzo dobrze przygotowany. Natomiast my nie planujemy na zaś, liczy się każdy kolejny mecz. Na razie opłaca się tak do tego podchodzić, bo rzeczywiście zaczęło się to wszystko bardzo obiecująco.

Wygrana z Lechią Gdańsk w Pucharze Polski zasłużona czy szczęśliwa?
Akurat jestem po szczegółowej analizie, bo dostałem z InStat raport z tego spotkania. Co z niego wynika? Lechia miała przewagę w posiadaniu piłki, tylko kompletnie nic jej to nie dało. Nie przekładało się to na żadne sytuacje podbramkowe. Myśmy bardzo mądrze przesuwali formacje, Lechia grała najczęściej do tyłu i w poprzek. Miała bardzo duży problem z grą do przodu. A wiadomo, że zespół, który jest faworytem, a który czuje, że nie może zrobić sztycha, z minuty na minutę coraz bardziej się frustruje i wtedy łatwiej o błędy. Powiedziałem chłopakom w przerwie, że trzeba te błędy spróbować wykorzystać. Za dużo strzałów na bramkę nie oddaliśmy, ale czasem wystarczy jeden, by wygrać. Gdzieś tam się piłka odbije, zmyli bramkarza i wpadnie. Szczęściu trzeba umieć pomóc. No i dokładnie tak się stało. Kamiński uderzył, był rykoszet i gol. Lechia miała w zasadzie jedną bardzo dobrą sytuację, w samej końcówce, gdzie powinna wyrównać. Piłka odbiła się jednak o słupka i wpadła w ręce naszego bramkarza. Z tym że przy tej akcji sędzia boczny nie pokazał faulu na Poczobucie, który został ewidentnie uderzony łokciem w twarz. Padł na murawę, ale arbiter puścił grę. To była bodajże szósta minuta doliczonego czasu w drugiej połowie.

Apetyty po tak udanym starcie i do tego wygranej z jedną z najmocniejszych drużyn ekstraklasy urosły?
Ambicja tych chłopaków po tamtym sezonie jest bardzo mocno podrażniona.

I słusznie, bo przecież mówiło się, że to jest drużyna budowana na walkę o awans, a nie o utrzymanie.
Zgadza się. Były takie głosy. Zresztą po dobrych meczach pucharowych w tamtym sezonie, w których udało się pokonać kilka zespołów z ekstraklasy, myśleliśmy, że to wszystko pozytywnie napędzi zespół, dzięki czemu pójdzie to wszystko w dobrą stronę. Tak się nie stało. Ale ci, którzy tu zostali, to piłkarze bardzo ambitni. Oni nie dopuszczą, by tak nieudany sezon dla Drutex-Bytovii miał się powtórzyć. Jeśli tylko będą zdrowi.

Macie jakiś sztywny cel na ten sezon? Znów są głosy, że Drutex-Bytovia to zespół na awans?
Nie. Kompletnie się od tego odcięliśmy. Nie chcemy popełniać tego typu błędów, nie chcemy dmuchać w żaden balon. Żadnej walki o awans w głowach piłkarzy. Oni mają myśleć o najbliższym meczu, o rywalu, z którym za kilka dni przyjdzie im się zmierzyć.

Wrócę jeszcze do transferów. Na tle całej pierwszoligowej stawki wypadliście tego lata dość skromnie. Taki był zamiar? Nie chcieliście robić kolejnej rewolucji?
Powiedziałem włodarzom klubu, że przede wszystkim musimy zrobić wszystko, by zatrzymać trzon tej drużyny. Ale ten trzon, który pokazał w tych trudnych momentach, że jest w stanie dawać z siebie wszystko. Byli piłkarze, którym kończyły się kontrakty, a którzy mimo tego w żadnym spotkaniu nie odstawiali nogi, walczyli za Drutex-Bytovię, nie bali się, że przytrafi im się kontuzja i tak dalej. Takich właśnie ludzi potrzebuję i z takimi umowy zostały przedłużone.

Oni wszyscy chcieli zostać?
Tak. Prócz Mateusza Klichowicza.

Co z nim?
Obiecał mi, że jeśli chodzi o pierwszą ligę, to tylko Bytovia. No chyba że dostanie propozycję z ekstraklasy. Tak się umówiliśmy, zresztą gdyby miał ofertę z wyższej ligi, to tylko bym mu przyklasnął i cieszył się, że jakiś zawodnik na tyle się tutaj wybił, że chcą go piętro wyżej. Słowa jednak nie dotrzymał.

Dostał lepszą ofertę?
Trudno mi powiedzieć. Był na testach w Jagiellonii, potem jeszcze chyba w innym klubie. Gdy okazało się, że nic z tego nie będzie, zadzwoniłem do niego, namawiałem, by do nas wrócił, ale ostatecznie wylądował w Olimpii Grudziądz i tam podpisał kontrakt. Pod tym względem się na nim zawiodłem, ale mówi się trudno. Niech chłopak walczy, niech się dalej rozwija. Pozostali, których nadal widziałem w tej drużynie, zostali, czyli Krzysiek Bąk, Wróbel, Surdykowski, Wilczyński, Poczobut, Kamiński, Wacławczyk. Do tego doszło kilku charakternych chłopaków, jak Sławek Duda, Michał Stasiak, Michał Jakóbowski, czy Andrzej Witan, którzy świetnie tę ligę znają i którzy pod względem mentalnym bardzo do tej grupy pasują.

Witan to lepszy bramkarz od Gerarda Bieszczada?
Gerard miał lepsze mecze, gorsze mecze, ale doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy bramkarza z mocniejszym charakterem. Takiego, który pod tym kątem bardziej będzie pasował do drużyny. I Andrzej takim bramkarzem jest. Fajnie został przez drużynę przyjęty, tak więc myślę, że to także będzie bardzo dobry ruch transferowy. Co prawda dostał ostatnio czerwoną kartkę, do bramki wskoczył teraz Mateusz Oszmaniec, który na Podbeskidziu spisał się bardzo dobrze. Teraz z Lechią również, więc wygląda na to, że między nimi będzie bardzo zdrowa i zacięta rywalizacja.

Orlande Kpassa, 20-letni napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej – coś z niego będzie?
Tkwi w nim bardzo duży potencjał. Zagrał pełny mecz z Lechią i zaprezentował się naprawdę bardzo fajnie. Silny, dynamiczny i niesamowicie ambitny chłopak. Taka typowa dziewiątka. Po sposobie przyjęcia piłki, grze głową, po tym, jak się zastawia widać, że w niedalekiej przyszłości będzie z niego bardzo dobry napastnik. Zobaczycie.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Drutex Bytovia Bytów | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli