Adam BUCZEK: Nie jestem „strażakiem”, jestem trenerem, który podjął się konkretnego zadania

Autor wpisu: 6 stycznia 2017 10:57

Adam Buczek tuż po Nowym Roku objął 15. zespół pierwszej ligi – Wisłę Puławy od Roberta Złotnika, który zresztą został w sztabie szkoleniowym. Tym samym 38-letni Buczek został, obok Marcina Broniszewskiego, jednym z najmłodszych trenerów pierwszej ligi. Mimo niewielkiego stażu, na koncie ma już m.in. samodzielne prowadzenie zespołu w ekstraklasie i tytuł mistrza Polski Młodej Ekstraklasy (z Zagłębiem Lubin).

FUTBOLFEJS.PL: Trenerze, zacznijmy od pytania podstawowego – jak pan się znalazł w ogóle w tych Puławach?
ADAM BUCZEK: Wszystko stało się w kilka dni. Pojawiła się propozycja, po rozmowach z prezesem zdecydowałem się ją przyjąć. Fakt, czas był może trochę nietypowy, bo przy… świątecznym obiedzie człowiek z reguły myśli o innych sprawach, ale tak naprawdę nie kryje się w tym jakaś większa historia.

Rozumiem, że hasło, z jakim pan przychodzi do Wisły może być tylko jedno: „obrona pierwszej ligi”?
Oczywiście. Tabela najlepiej pokazuje, jaki jest cel Wisły w najbliższym czasie. Dobrze, że mamy teraz przed sobą te dwa miesiące zanim liga wznowi rozgrywki. Mam czas na to, by uważnie przyjrzeć się drużynie – bo przecież nie ma co ukrywać, że Wisły nie miałem za często okazji oglądać. Teraz nadrabiam te „braki w lekturze”, a potem będzie możliwość spokojnej pracy i konsekwentnego wprowadzania swojej wizji tego zespołu i jego gry.

Czuje się pan „strażakiem”?
Ha, słowo „strażak” jest bardzo modne medialnie w takich sytuacjach, ale nie, nie czuję się „strażakiem”. Jestem trenerem, który dostał konkretną propozycję, podjął się zadania i chce je wykonać.

A jaka jest ta pańska wizja futbolu, jaki może grać Wisła?
(z wyraźnym rozbawieniem) No tak, jak przychodzi nowy trener, oczekuje się, że zadeklaruje grę ofensywną i widowiskową…

Niekoniecznie. To nie jest pytanie „pod publiczkę”, tylko o pańskie przekonania. Są trenerzy, którzy faktycznie opowiadają się za grą – jak to się mówi – do przodu, ale są tacy, którzy uważają, że drużynę buduje się od obrony czy zwolennicy wysokiego pressingu…
Dla mnie w piłce nożnej jest miejsce na wszystkie te elementy. Nie można zakładać, że będzie się grało tylko wysokim pressingiem, tylko defensywnie, czy tylko ofensywnie. To wszystko składa się na grę w futbol. To trochę tak jak z… makaronem. Nawet, jeśli ktoś lubi, będzie miał dosyć, gdy okaże się, że musi go jeść codziennie. Nie można z góry zakładać określonej metody gry także dlatego, że nie wszystko w piłce da się przewidzieć. Każdy mecz ma swoją historię i w każdym przede wszystkim trzeba umieć reagować elastycznie, gdy przeciwnik czymś zaskoczy. Aczkolwiek nie jestem też zwolennikiem czekania tylko na to, co zrobi rywal.

Zgodzi się pan, że największym mankamentem Wisły Puławy jest gra defensywna? To właśnie pańska nowa drużyna ma najwięcej straconych goli w całej lidze.
Ale proszę pamiętać, że tę liczbę bardzo zawyżyły specyficzne dwa mecze – z Miedzią 1:5 i z Górnikiem 0:4.

Zgoda, ale jednak one się zdarzyły. Nie tylko Wiśle zresztą przytrafiły się jesienią takie wyniki, ale na końcu to Wisła ma tych goli straconych aż 32.
I to element, który trzeba będzie uważnie przeanalizować i poprawić. To oczywiste. Natomiast jestem bardzo daleki od obarczania odpowiedzialnością za tracenie bramek dwóch czy trzech osób z bloku obronnego. Za grę defensywną odpowiada cały zespół – to często się powtarza, ale dlatego, że taka jest prawda.

Z pewnością już wie pan, jak będziecie się przygotowywali do wiosennych rozgrywek.
Oczywiście, ten plan (Wisła zaczyna 9 stycznia – red.), sparingi, obóz – są ustalone. Pozostaje dobór i ustalenie konkretnych treningów – pod aspekty motoryczne, taktyczne… Muszę przyznać, że w Puławach zastałem znakomite warunki do zajęć. Miejsce do pracy wręcz wymarzone. Na obóz pojedziemy do Siedlec, gdzie także jest świetna baza.

Do Siedlec? To za daleko się nie najeździcie… Ma to sens?
Sens jest taki, że 24 godziny na dobę będziemy razem, całą drużyną – w czasie zajęć, ale także rano przy śniadaniu, wieczorem przy kolacji. Po to właśnie takie obozy się organizuje. Nie tylko, by sobie mówiąc hasłowo „pobiegać”, także po to, by integrować zespół. Analizować, na spokojnie, bez pośpiechu rozmawiać o tym, co robimy, jak robimy, po co robimy. Proszę mi wierzyć, że takie zgrupowanie stwarza zupełnie inne możliwości, ta grupa ludzi inaczej funkcjonuje ze sobą niż siedząc na miejscu, w domu.

Na pewno ma pan już przemyślenia, w jaki sposób trzeba wzmocnić zespół. Pierwsze, co się nasuwa, mimo że mówiliśmy o tych traconych golach – to mimo wszystko atak. Patejuk kilka goli strzelił, ale takich wyrazistych, typowych napastników Wiśle brakuje.
Można powiedzieć, że każdy w Polsce, jak się zapyta, szuka nieustannie napastnika. A jak widać, takie proste te poszukiwania nie są. Co do nas, oczywiście rozmawiamy z dyrektorem sportowym o potrzebach zespołu, o tym, jak podnieść jego jakość, i mamy jakieś tam pomysły, ale z oczywistych powodów nie chcę tu o nich mówić. Transfery, a szczególnie te trafione transfery, lubią ciszę.

Dotychczas w roli pierwszego szkoleniowca nie ma pan jeszcze wielkich doświadczeń – jest pan na początku drogi. Ale za to uczył się pan w roli asystenta od tych, którzy niejedno w trenerskim życiu widzieli: Jana Urbana, Oresta Lenczyka, Pavla Hapala, Rafała Ulatowskiego…
To prawda – miałem szczęście, że trafiłem na wyjątkowych ludzi, których mogłem podglądać przy pracy i od których mogłem się uczyć. Doświadczać tego, w jaki sposób organizują sobie pracę, jak prowadzą zespół, jakie mają podejście do problemów pojawiających się nie tylko w grze, ale i w szatni drużyny. Mam dla nich wielki szacunek, bo dzięki nim wyciągnąłem wiele wniosków, które służą mi w samodzielnej pracy.

W tej roli dostał pan szansę w Polkowicach. Ale teraz trzeba było te Polkowice zostawić…
W zeszłym roku wróciłem do trzecioligowych Polkowic, gdzie pracowałem już w sezonie 2012/13 – wtedy w drugiej lidze, a rozgrywki skończyliśmy na 6. miejscu (rywalizując m.in. z zespołami dziś nadającymi ton pierwszej lidze – Zagłębiem Sosnowiec, Chojniczanką, Druteksem-Bytovią, Chrobrym – przyp. red.). I przyznam, że z tymi Polkowicami rozstaję się teraz z ciężkim sercem. Bo zostawiam tam bardzo fajną grupę ludzi, która chce coś dobrego razem robić. I to mimo że niektórzy muszą łączyć grę w futbol z normalną pracą. Świetnie mi się z tą grupą pracowało, a do tego trzeba dodać, że Polkowice to bardzo dobrze zorganizowany klub, w którym wszystko jest na swoim miejscu. To bardzo pozytywne zjawisko w polskim futbolu, że zdarzają się tak zorganizowane kluby na poziomie trzeciej ligi. Dzięki temu przede wszystkim młodzi piłkarze, bo przecież nie wszyscy trafiają od razu do ekstraklasy czy pierwszej ligi, mają gdzie grać i gdzie się rozwijać.

Rozmawiał Marcin Kalita

Zobaczcie nasze podsumowanie jesieni w „Pierwszoligowcu”:

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: I Liga | Wisła Puławy

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli