A już myśleliśmy, że w Ruchu pojawiło się światełko w tunelu…

Autor wpisu: 14 września 2017 20:52

Zwieszone głowy, smutek, a gdzieniegdzie nawet wściekłość na twarzach chorzowskich piłkarzy schodzących z boiska – w tym sezonie to w zasadzie norma. Tym razem miało być jednak inaczej i do 90. minuty wszystko wskazywało na to, że będzie. Nic z tego. Czemu? – W piłce często nie ma logiki – twierdzi nowy trener Ruchu.

Ileż razy można tak frajersko płacić frycowe? Ruch udowadnia, że non stop. Co prawda tym razem nie przegrał, ale remis w meczu, w którym był zespołem lepszym, momentami miał ogromną przewagę i do 89. minuty prowadził 2:0, to nic innego jak porażka. Taka za jeden punkt. Na pocieszenie. Ale po spotkaniu i tak panował nastrój grobowy – jak po kolejnym laniu.
Zastanawialiśmy się, co takiego przez tych kilka dni od czasu zatrudnienia Argentyńczyka może się zmienić w szatni Niebieskich. Na ile Rocha będzie umiał wpłynąć na zespół, czy to jego nazwisko i CV – bo na więcej przecież nie było czasu – podziałają na piłkarzy Ruchu mobilizująco. Bo choć Niebiescy od początku okupują ostatnią lokatę, choć przegrali w tym sezonie aż sześć spotkań, to w żadnym nie dali się zdominować rywalom na tyle, by można było powiedzieć, że zostali znokautowani. Co więcej, za każdym razem przegrywali tylko jedną bramką, więc można było przypuszczać, że wystarczy tylko przestawić kilka elementów, coś tam lekko zmienić, dotrzeć do głów kilku piłkarzy i pójdzie.

I faktycznie, dało się. To był najlepszy mecz Ruchu w tym sezonie. Zdecydowanie. I gdyby tylko Posinković i spółka trafiali do bramki zamiast obok, to Niebieskim nie przeszkodziłaby w zwycięstwie nawet ta frajerska – z ich punktu widzenia – końcówka. Szkoda tego Ruchu, bo w tym meczu absolutnie zasłużył na wygraną. Bardzo fajnie układała się na prawe stronie gra duetu Villafane – Przybecki, nieźle radził sobie Urbańczyk, przyzwoicie wyglądało to również w tyłach. I gdyby nie dwa koszmarne błędy na sam koniec, po których najpierw Abramowicz, a później Matusiak doprowadzili do wyrównania, można byłoby napisać, że w Chorzowie wraz z Rochą pojawiło się światełko w tunelu, że chyba idzie tam ku lepszemu. A tak? Pierwsza liga wciąż ten Ruch straszy, a Argentyńczyk na własne oczy przekonał się, w co wdepnął.

Bardzo dużo czasu siedzę w piłce nożnej i często zdarza się tak, że nie ma w niej logiki. Mieliśmy dużo różnych sytuacji, w czasie pierwszych 45 minut straciliśmy dwóch zawodników. Kiedy prowadziliśmy 2:0, powinniśmy zdobyć trzecią oraz czwartą bramkę i skończyć ten mecz wcześniej – mówił po meczu Rocha. I trudno nie przyznać mu racji. Ale fakt jest taki, że w tabeli zamiast dopisać trzy punkty, jego zespół dopisał sobie tylko jeden. – Mimo to jestem zadowolony z zaangażowania. Wiem, że drużyna starała się pokazać z najlepszej strony. Z dnia na dzień będę znać coraz lepiej ten zespół, a zawodnicy będą znać lepiej mnie. Jestem pewny, że z meczu na mecz ta drużyna będzie grała lepiej. W tej trudnej sytuacji musimy być razem. Wiem, że dla tych młodych zawodników kolejny mecz zawalony w końcówce jest dużym ciosem. W niektórych klubach stosuje się pomoc psychologa, ale to nie jest tak, że dzisiaj przyjdzie psycholog, a jutro drużyna będzie grała lepiej. W drużynach, w których pracowałem, zawsze był ktoś dostępny dla zawodników. Żal wysiłku tych młodych chłopców. Już się cieszyli ze zwycięstwa, ale w ostatniej akcji je stracili. W takich wypadkach nabierają jednak doświadczenia i charakteru. Widzę, że jest w nich bardzo dużo entuzjazmu, energii. Na dziś to nie jest jednak wystarczające. Musimy wiedzieć, że to jest proces, oni potrzebują czasu. Nie jest sztuką kupować zawodników. Sztuką jest ich wychować i doprowadzić do dobrego poziomu – dodał.
Wszystko to prawda, pytanie tylko, czy Ruch ma czas na „wychowywanie i doprowadzanie piłkarzy do dobrego poziomu”. Czy wcześniej nie zaliczy kolejnego spadku. Ale to już zmartwienie Rochy i władz klubu.

A Tychy? Kolejny – który to już? – bardzo słaby mecz ekipy, która na papierze ma potencjał na pierwszą trójkę. Wciąż w GKS-ie coś nie działa i Jurij Szatałow wciąż nie wie co. A jeśli wie, to chyba nie bardzo umie sobie z tym poradzić. – Nie ma co ukrywać, że jestem niezadowolony. Zarówno z naszej gry, jak i z wyniku. Szukamy powodu tego, że kiedy jest wynik otwarty, gra nam się nie klei. Leży to w sferze mentalnej. Ruch wyglądał lepiej niż w poprzednich meczach, ale to nas nie usprawiedliwia – przyznał trener gości.

A my, bez żadnej złośliwości, zastanawiamy się, jak długo jeszcze Szatałow będzie prowadził ten zespół. Aspiracje są tam o wiele, wiele większe niż to, co dotychczas prezentuje ten zespół. Możliwości również. Obok Mandrysza, to właśnie chyba Szatałow siedzi obecnie na najgorętszym stołku w pierwszej lidze.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga | Ruch Chorzów

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli