Andrzej Rybski: Nasze mecze mają swoją historię, bywa że spektakularną

Autor wpisu: 12 marca 2017 11:37

Po ostatnim cokolwiek szalonym meczu Chojniczanki, lidera Nice 1. Ligi, w Pruszkowie rozmawialiśmy z jednym z kluczowych piłkarzy z Chojnic. Andrzej Rybski bez ogródek przyznawał, że punkt ze Zniczem to rozczarowanie, ale też dodał: – Mamy moc i potrafimy to pokazać na boisku.

FUTBOLFEJS.PL: Wychodzi na to, że Chojniczanka pokazuje swoje najlepsze oblicze dopiero podrażniona… Potrzebujecie dodatkowego impulsu, motywacji?
ANDRZEJ RYBSKI: Mówicie teraz o wiośnie, a przecież dopiero dwa mecze tej wiosny były. Jesienią było wiele takich spotkań, gdy potrafiliśmy zdobywać bramki od początku i prowadzić w meczu. A w Pruszkowie? No przede wszystkim uważam, że nie powinno być tego „impulsu”…

Czyli, że nie powinno być karnego dla Znicza za zagranie piłki ręką?
Nie. Ręka była wzdłuż ciała. Tyle się o tym rozmawia, tyle się analizuje. W Lidze Mistrzów, w Lidze+ Extra. Tyle razy to było wałkowane… Jestem bardzo zdziwiony, że w takiej akurat sytuacji sędzia wskazał na karnego. Widzieliśmy akurat w środę w Lidze Mistrzów sytuacje, gdy piłka trafiała w rękę daleko bardziej odchyloną od ciała, a karnych nie było…

No, Liga Mistrzów może jednak nie jest po środzie najlepszym przykładem. Podyktowano za to karne wzbudzające wiele kontrowersji.
A ja uważam, że te które zostały podyktowane – były podyktowane prawidłowo. Tak na marginesie.

A wracając do Chojniczanki…
No właśnie, to nie tak, że myśmy sobie sami skomplikowali życie. No i dobrze z tego wybrnęliśmy, choć oczywiście w ostatecznym rozrachunku trudno się cieszyć.

Tak czy siak – Chojniczanka jest w tym sezonie takim znakiem szaleństwa w meczach. Te dwa wiosenne to raz, ale przecież było już i 5:4, i 3:3, i 3:2, albo wam karnego nie dają i jest dyskusja na całą Polskę, albo światło gaśnie i sędzia zabiera gola. Może trzeba się przyzwyczaić.
Przyzwyczaić? Trudno. Aczkolwiek życie pisze wiele scenariuszy i rzeczywiście trzeba być przygotowanym, że zawsze coś nieoczekiwanego może się wydarzyć. To prawda, że nasze mecze mają swoją historię, cały czas coś tam się dzieje, bywa że spektakularnie. To fajne, że nasze mecze nie są… nudne. Dla kibiców, dla mediów. Tylko, że – bywa – my kończymy rozczarowani.

Ale z drugiej strony sprawiacie wrażenie „paczki”, której byle co nie złamie.
Oczywiście! Trzeba pamiętać, że mamy za sobą dopiero drugą wiosenną kolejkę. Jeszcze 13 do rozegrania. Wiele może się zdarzyć w rywalizacji w tabeli i na boisku. Ale po to trenujemy, po to nastawiamy się pozytywnie, by na końcu wyszło z tego coś dobrego. Na pewno musimy zdobywać więcej punktów niż jeden na mecz w tych pozostałych 13 kolejkach.

Podobnie jak Zagłębie Sosnowiec choćby, czy Pogoń Siedlce, gracie z nowym trenerem. Czy Piotr Gruszka mocno zmieniał wasz zespół? Czy dla piłkarzy jest to nieodczuwalne?
Nie, raczej utrzymaliśmy to, jak graliśmy jesienią – albo nawet szerzej – bo ten obecny zespół jest budowany gdzieś od kwietnia zeszłego roku. Wtedy tak dobrze szło, że raczej miejsca na jakieś radykalne przestawienia nie było. Trener utrzymał mniej więcej te elementy, które dobrze nam wychodziły, oczywiście dodając swoje uwagi. Radykalna zmiana w momencie, gdy drużyna jest liderem, raczej byłaby cokolwiek szalona.

Mówimy o tym, że wyniki pierwszych waszych dwóch meczów nie były satysfakcjonujące. Ale jak z waszym samopoczuciem na boisku – czujecie się mocni fizycznie, motorycznie?
Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o mnie, to naprawdę rzadko się czułem tak dobrze już na początku wiosny, w pierwszych meczach. Zazwyczaj dopiero koło trzeciego, czwartego meczu łapałem moc. Tym razem jestem pozytywnie zaskoczony, jak mocno wszedłem w rundę. A zespół? To chyba było widać po stracie gola na 0:1 w Pruszkowie, tak było przy 0:2 z Katowicami – że nie mamy kłopotu z pokazaniem siły i fizycznej, i psychicznej. Jest w nas moc, choć na razie nie przełożyła się ani w jednym, ani w drugim meczu na komplet punktów. Cóż, głowa trochę w dół, przemyśleć i gramy dalej!

No tak, mówił o tym także wasz trener – że o ile z Katowicami można było jeszcze remis uznać za pozytywne wyszarpanie punktu, to ze Zniczem pozostaje niedosyt.
Oczywiście, że to były dwa punkty stracone. Na początku przegrywaliśmy 0:1, ale odkręciliśmy to spotkanie. I czuć było naszą moc na boisku. Zresztą nawet w tym momencie, gdy straciliśmy pierwszego gola, byłem pewien, że zaraz ten mecz odmienimy. Dla przebiegu tego spotkania znamienne były dwa błędy: pierwszy – że pozwoliliśmy tak szybko dać sobie wbić gola kontaktowego przy 3:1. Dla rywala zawsze to mocny sygnał do wysiłku w końcówce, to napędza. No i drugi błąd to ta nieszczęsna końcowa minuta, gdy Misztal wyrównał. Dla nas to było coś strasznego. Ale co można po tym zrobić? Grać dalej swoje, podnieść się i zdobywać punkty w następnych meczach. A może gdzieś na końcu się okaże, że jednak ten jeden punkt, to nasz punkt zdobyty, ważny.

Gdy bramkarz przeciwnika wchodzi „na bałagan” w pole karne – tak jak to miało miejsce w Pruszkowie – to faktycznie duży problem dla defensywy? Dla ustawienia przy stałym fragmencie gry?
Teoretycznie nie powinno to powodować wielkiego zamieszania, gdy jesteśmy dobrze ustawieni. Prowadzi to oczywiście do sytuacji, gdy jest więcej rywali do „opanowania”. W takich sytuacjach przecież także stoperzy rywala podchodzą pod pole karne. Oczywiście, robi się tłok i to niebezpieczeństwo zdarzenia losowego – jak my doświadczyliśmy – staje się większe. Choć oczywiście: po to się trenuje różne warianty, po to się myśli na boisku, by takich zdarzeń unikać. My tego nie potrafiliśmy.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli