Adam ŁOPATKO: W Stomilu poczułem się w pewnym momencie wykorzystywany…

Autor wpisu: 5 sierpnia 2017 12:26

Adam Łopatko w szczerej i ciekawej rozmowie o rozstaniu ze Stomilem, współpracy z obcokrajowcami, dlaczego postrzegany jest jako największa maruda wśród pierwszoligowych trenerów, ofercie z Siedlec i celach, jakie postawił przed sobą w Pogoni.


– Nadal byłoby „Adaś załatwi”, „Adaś skombinuje”, „Adaś zorganizuje”, „Adaś sobie poradzi”. Nie. Dość tego. Dla mnie działacze w Olsztynie za dużo czasu nie mieli. Do Artura Derbina prezes potrafił pojechać na drugi koniec Polski, by się z nim spotkać i namawiać do pracy w Stomilu – opowiada. I jak zwykle nie owija w bawełnę.

FUTBOLFEJS.PL: Ma pan słabość do Japończyków? W Stomilu Tsubasa Nishi, teraz w Siedlcach pojawił się wypożyczony z Pogoni Szczecin Seiya Kitano. 
ADAM ŁOPATKO: Słabość? Nie, po prostu tak wyszło. Kitano to bardzo dobry piłkarz.

To będzie drugi Nishi?
Mam nadzieję. Doświadczenia od Tsubasy ma mniej, jest siedem lat młodszy, ale za to w ostatnim sezonie pograł trochę w ekstraklasie, więc w tym aspekcie ma przewagę nad Nishim. Czy to będzie nasze wzmocnienie? Zobaczymy. Na pewno solidne uzupełnienie. Zawodnik, który potrafi grać w ofensywie jeden na jednego, co jest bardzo ważne. W Szczecinie grał na dziewiątce, ale dla mnie to jest piłkarz na pozycje dziesięć, siedem albo jedenaście, czyli skrzydłowy albo podwieszony napastnik.

A Nishi, czemu nie trafił do ekstraklasy? Wydawało się, że znajdzie sobie tam klub.
Ja byłem przekonany, że trafi do mnie.

Nie chciał?
Poszedł do Legii, jest w rezerwach i liczy, że przebije się do pierwszej drużyny. Ma duże marzenia, życzę mu jak najlepiej, aczkolwiek to, że będzie grał w pierwszym zespole Legii, poddaję w wielką wątpliwość. Być może do tematu wrócimy zimą, no bo na dziś mamy już jednego Japończyka. No chyba, że mu się to marzenie spełni…

To prawda, że nie przepada pan za zawodnikami z zagranicy? W Stomilu wielu ich nie było, tu w Pogoni zaledwie dwóch – bo oprócz Kitano jeszcze Słowak Miroslav Pastva. Nie lubi pan z obcokrajowcami współpracować?
W Stomilu to była inna sytuacja. Przecież tam nikt nie chciał przyjść.

David Moli przyszedł. Miał być gwiazdą, a nie zdążył nawet zadebiutować w pana drużynie.
Ze szkoleniowego punktu widzenia oceniłem go dobrze, ale co mogłem zrobić, że chłop przyjechał do nas bez kolana? Nie mam w oczach rentgena ani USG. Od strony piłkarskiej prezentował się naprawdę fajnie. Na jakim poziomie jest organizacja w klubie, na takim ocenia się zawodników przed transferem. Przecież wiadomo, że po mojej opinii jako trenera powinno się chłopaka położyć na dwa dni do szpitala, zrobić mu tam wszystkie badania – od morfologii po szczegółowe USG, i wtedy bylibyśmy mądrzejsi. Taki jest standard. Ale my mówimy o Stomilu. Powtarzam, piłkarsko wyglądał solidnie, tyle że potrenował dwa dni i mówi, że kolano go boli. Zaczął się robić stan zapalny i już było wiadomo, że coś jest nie tak. Zresztą jak tylko do nas przyjechał, poddałem pod wątpliwość jedną rzecz – tak dobry piłkarz, były reprezentant angielskich młodzieżówek, przyjeżdża zimą do Olsztyna? Po co? Czym ten Olsztyn mógł go skusić? Jeszcze latem no to jeziorami. Ale zimą? Tam nawet porządnej górki do zjeżdżania na sankach czy nartach nie ma. Można było przypuszczać, że coś z nim jest nie tak.

Czyli chłop kompletnie nie nadawał się pod względem zdrowotnym do gry?
Zgadza się. Sportowo – umiejętności duże. Zdrowotnie – inwalida. Ale za ocenę zawodnika pod tym kątem powinny odpowiadać inne osoby w klubie. Przecież nie trener. A wracając do pytania o obcokrajowców, to nie mam do nich żadnych uprzedzeń. Dla mnie liczy się tylko jedno – jakość zawodnika. Najchętniej stawiałbym na młodych Polaków, gdyby tylko byli lepsi od starszych Polaków i tych, którzy przyjeżdżają tu z zagranicy. Młody, jeśli jest na zbliżonym poziomie do tego starszego, to nigdy nie wiadomo, gdzie leży granica jego możliwości. Z mojego podwórka najlepszy przykład to Patryk Kun. Gdy w sezonie 2013/14 jego i Szymonowicza wstawiałem do składu w zespole, który walczył o utrzymanie, to wszyscy mówili, że Łopatko zwariował. A wygląda na to, że Łopatko miał rację. Kun gra dziś w ekstraklasowej Arce, przed chwilą występował w europejskich pucharach. Szymonowicz też za chwilę zacznie grać w Jagiellonii. Jak jest potencjał w młodym chłopaku, to trzeba dać mu szansę. Koniecznie. Niech młody idzie do przodu.

Uchodzi pan za największą trenerską marudę w pierwszej lidze. Nie da się ukryć, że lubi pan sobie ponarzekać. To tak z charakteru, czy to raczej sposób na prowadzenie zespołu? 
A czy ja w Siedlcach narzekam?

Jeszcze nie, ale przecież to dopiero początek, więc nic nie wiadomo (śmiech). Rozumiem, że to było ściśle związane z sytuacją w Stomilu?
Po pierwsze, ja nie narzekałem, tylko określałem sytuację. Powiem tak: ostatnio na konferencji trenerów rozmawiałem z Arturem Derbinem, który powiedział mi, że prezes Stomilu przedstawił mu wizję, z której wynikało, że w tym Olsztynie to wcale nie jest tak źle. Artur przyjechał do Olsztyna, nie zdążył plecaka rozpakować i wyjechał. No taka była prawda. Więc to moje narzekanie, czy marudzenie nie było bezpodstawne.

Myślałem, że Derbin dzwonił do pana, zanim zgodził się na podjęcie pracy w Stomilu.
Nie dzwonił, bo tak osobiście to się nie znaliśmy. Spotkaliśmy się niedawno na konferencji trenerów i wtedy długo i szczerze sobie porozmawialiśmy. A wracając do mojego narzekania – ono powodowało, że całą presję ściągałem z zawodników na siebie. Nawet gdy szło źle, to wszyscy mówili, że Łopatko marudzi, opowiada te swoje bajki, ale piłkarze mieli czyste głowy. Czy strajkowali podczas pracy ze mną? Pół roku nie dostawali pieniędzy, ale żadnemu nie przyszło do głowy, by zastrajkować. Cały czas trenowali, cały czas zasuwali. Mieliśmy różne tragedie, w tym przecież tragedię z szokującą i niespodziewaną śmiercią Andrzeja Biedrzyckiego. A mimo to nie było żadnych buntów, żadnego załamywania się i tak dalej. A że wszystko skupiało się na mnie? Od tego jest trener, by brać na siebie wszystkie wyładowania. A zawodnicy mają mieć komfort. W Stomilu musiałem mieć bardzo dużo empatii do piłkarzy, musiałem ich rozumieć, musiałem pewne rzeczy brać na siebie. Inaczej nie byłoby szans, by ten zespół się utrzymał. W Siedlcach nie mam powodów do narzekań. Gdybym tu zaczął narzekać, mógłbym być postrzegany jako maruda. Nie marudzę tam, gdzie nie trzeba.

Sytuacja w Stomilu to nie było coś, co pana mogło zaskoczyć. Przecież pracował pan w tym klubie bardzo długo. 
Ale nadszedł taki moment, że poczułem się w tym klubie wykorzystywany. Naprawdę. I to już była wstępna decyzja do tego, że w następnym sezonie w Olsztynie mnie już nie będzie. Nie miałem nic, żadnej oferty, ale to nie miało żadnego znaczenia. Po prostu miałem już dość pracy w takich warunkach. Zresztą mówiłem wam tuż po ostatniej kolejce, że jak długo można się kopać z koniem? Po jakimś czasie człowiek ma zwyczajnie dość.

Kiedy na sto procent był pan przekonany, że odchodzi ze Stomilu – jeszcze w trakcie rundy wiosennej?
Czekałem na jakieś rozmowy, ale po ostatniej – pięć dni przed ostatnim meczem decyzja była już podjęta. Wiedziałem, że się utrzymaliśmy, więc było łatwiej. Zrobiłem to dla siebie, ale też dla dobra klubu. Bo nagle pewne rzeczy zaczęły się zmieniać. A tak byłoby nadal „Adaś załatwi”, „Adaś skombinuje”, „Adaś zorganizuje”, „Adaś sobie poradzi”. Nie. Dość. Powiem tak: dla mnie działacze za dużo czasu nie mieli. Do Artura prezes potrafił pojechać na drugi koniec Polski, by się z nim spotkań i namawiać do pracy w Stomilu. Wystarczyło kilka dni, by zmieniło się spojrzenie na kilka rzeczy. Żeby zrobić w pierwszej lidze zespół, który się utrzyma, trzeba włożyć ogrom pracy. Widzę, że idą tam teraz zmiany na lepsze. Mam kontakt z chłopakami, rozmawiamy, więc wiem, co się dzieje. I dobrze. Niech to się zmienia na lepsze, bo Olsztyn zasługuje na silny klub piłkarski. Przecież Stomil to wizytówka tego miasta. Drużyna oparta na wychowankach, chłopakach z regionu. Do tego są wspaniali kibice, dzięki którym ten klub przetrwał. Ratowali go raz, drugi i nic już im tego nie zabierze. W tym bardzo trudnym sezonie nigdy nie wystąpili przeciwko drużynie. Zawsze nas wspierali i za to należy się im wielki szacunek.

Był pan zaskoczony tym wszystkim, co działo się w Stomilu w związku z poszukiwaniem nowego trenera?
Nie, aczkolwiek trzeba zdawać sobie sprawę, że miejsc pracy dla pierwszego trenera na szczeblu centralnym, czyli w ekstraklasie, pierwszej i drugiej lidze nie jest za wiele. 52 miejsca plus reprezentacje młodzieżowe –  to się zamyka w gronie około 60 szkoleniowców. Do tego przecież trafi się kilku obcokrajowców, więc dla nas za dużo miejsc nie ma. Dlatego są trenerzy, którzy podejmują się różnych ekstremalnych wyzwań, jak mój serdeczny kolega „Asek” (Tomasz Asensky – red.), który zamknął oczy i wziął robotę w tym Stomilu. I ja to rozumiem. Jeżeli uda mu się tam coś zrobić, to będzie kozak. Pojawi się zaraz nowa oferta i pewnie nadal będzie pracował w pierwszej lidze. Ryzyko żadne, bo i tak wszyscy skazali Stomil na spadek.

Pan też?
Nie. Ja akurat uważam, że zostało tam trochę charakternych ludzi – Jasiu Bucholc, Grzesiu Lech, Paweł Głowacki plus młodzi chłopcy, którzy wchodzą do drużyny – i są oni w stanie bardzo dużo z siebie wykrzesać. Oni dadzą z siebie wszystko i będą o ten klub walczyć do upadłego. Ja nadal jestem kibicem Stomilu i na pewno będę za nich trzymał kciuki, mimo iż dla mnie jest to temat zamknięty. Została mi satysfakcja, że wychowałem tam mnóstwo fajnych piłkarzy, na których Stomil zarobił konkretne pieniądze. Złośliwi mogą powiedzieć, że zostawiłem w Olsztynie spaloną ziemię, ale oni mnie nie interesują. Mam taki charakter, że chcę, by lubiły mnie moja żona i moja córka. Reszta mnie średnio interesuje. I tyle. Ja się muszę wykazywać swoją pracą i robić to jak najlepiej. Teraz w Pogoni Siedlce.

No właśnie – ta Pogoń uchodzi za bardzo wygodny klub dla trenera. Z jednej strony warunki – jak na pierwszą ligę – super. I organizacyjnie, i pewnie finansowo. Z drugiej, nie ma żadnej presji, nikt nie oczekuje od was walki o awans. Coś takiego może uśpić czujność, nie mylę się?
Zgadza się. Ta strefa komfortu od pewnego momentu nie jest za dobra. Ludzie w sztabie i zawodnicy szybko przyzwyczajają się do tego, że wszystko jest na czas i niczego nie trzeba. Ja chcę ich cały czas wytrącać z tej strefy komfortu, żeby myśleli o tym, że praktycznie z każdym w tej lidze można wygrać. Tak samo jak z każdym można przegrać. Chodzi o to, by cały czas być w gotowości i cały czas się rozwijać. Ja pobyt tutaj traktują jako kolejny etap w mojej karierze. Piękna sprawa, bo nie spodziewałem się, że tak szybko znajdę pracę w pierwszej lidze. Siedzę w klubie codziennie od 7.00 do 22.00, cieszę się z tych warunków, jakie tu są, chcę pracować, tylko że ja cały czas powtarzam – takie warunki, jakie są w Siedlcach, to powinien być standard. Jeżeli my mówimy, że wypłata na czas powinna być standardem, to proszę sobie wyobrazić pracę, w której płacą panu raz na trzy miesiące, albo i rzadziej. Pogoń Siedlce to klub, który spełnia pierwszoligowe standardy i tak powinny wyglądać wszystkie kluby w tej lidze. Oczywiście, są takie, które płacą większe pieniądze piłkarzom, dlatego nie ma tu już Wrzesińskiego, czy Jędrycha, bo poszli tam, gdzie dostaną więcej. A tutaj wszystko budowane jest spokojnie i bardzo rozsądnie. Do pełni szczęścia brakuje mi tu tylko młodego wychowanka na boisku. Nie jest to może jakiś mój wielki cel, ale zawsze lubię, gdy chłopcy z regionu są wprowadzani do pierwszej drużyny, bo oni tej drużynie oddadzą serce. Pracujemy nad tym, rozmawiamy z szefami klubu. Mam nadzieję, że się uda. Zawsze swoją pracę planuję na dłuższy okres, aczkolwiek pamiętam, jak to z robotą szkoleniowca jest – możesz dostać trzy razy w ryj, pakować plecak i wracać do siebie. Ale dopóki tu jestem, dużą wagę będę przywiązywał też do tych młodych chłopaków, by pchać ich do przodu, by za chwilę mogli rywalizować o miejsce w pierwszej drużynie Pogoni.

O co gracie w tym sezonie? Macie jakiś konkretny cel, typu pierwsza szóstka czy coś w tym stylu?
Coś takiego planować, to najgorsze, co można na początku sezonu zrobić. Ja chcę w każdym meczu wygrywać. Mam taki charakter, że nie znoszę przegrywać. Każda porażka mnie boli, czy ten przegrany w Puławach Puchar Polski po karnych, czy końcówka w Stomilu – cały czas gdzieś tam to we mnie siedzi. Wciąż chłopakom mówię, że żadne konkretne miejsce nie jest celem. Bo załóżmy, że chcemy być na koniec w pierwszej dziesiątce. I jak to im powiem, to taki mecz w Katowicach oni automatycznie odpuszczą. Nawet podświadomie. A tu się okazuje, że i z Katowicami na wyjeździe można wygrać. Dlatego będziemy grali o zwycięstwo w każdym spotkaniu, a życie pokaże, co nam to da.

Panu w kontrakcie zapisano jakiś cel?
Zapisano, ale nie chcę o tym mówić. To są tajemnice. Cel postawiony na ten sezon przed drużyną – chcemy dobrze grać w piłkę i wygrywać.

Z piłkarskiego punktu widzenia, mam na myśli tylko potencjał ludzki, obecna Pogoń jest mocniejsza od Stomilu, który prowadził pan w poprzednim sezonie?
Podobna jest liczba indywidualności, może tylko trochę inaczej rozłożona pozycjami na boisku. Natomiast jeśli chodzi o grupę tzw. wyrobników, to tutaj jest chyba ona lepsza. Na razie jest wszystko fajnie, natomiast zobaczymy, jak zespół zareaguje emocjonalnie po jednej, czy drugiej porażce. Bo przecież takie sytuacje też będą się zdarzać. Wygrana w Katowicach z pretendentem do awansu, zespołem budowanym na inną miarę, na pewno podbudowała tę grupę, ale teraz przyjeżdża beniaminek, z moim byłym asystentem Danielem Wojtaszem, z którym znamy się jak łyse koniec. Będzie bardzo ciężko.

Widzieliśmy pana na trybunach w Nowym Dworze, gdy podglądał pan Odrę w pucharowym meczu ze Świtem i robił notatki. Dziś chyba te notatki można wyrzucić do kosza, bo po tych trzech tygodniach to zupełnie inny zespół. Tam 0:5 z trzecioligowcem, na inaugurację ligi 3:0 ze spadkowiczem z ekstraklasy.

Nie do końca. Zachowania pewne w ataku zostały. W Nowym Dworze Odra była tuż po obozie, piłkarze zagrali – jak to się mówi – bez nóg. Inaczej bronili przy stałych fragmentach, bo robili to w strefie, teraz kryją indywidualnie. Z tych stałych fragmentów dostali tam ze dwie, albo i trzy bramki. Widać natomiast po tym spotkaniu z Łęczną, jakie tam serce i jaka robota zostały włożone w tym ostatnim czasie. Wystarczy przeanalizować bramki. Widać, że ręka Daniela Wojtasza też już tam jest. Cieszę się, że trener Smyła mu zaufał. Mecz z Łęczną pokazał, że współpraca w sztabie idzie w dobrym kierunku. Odra faktycznie zagrała kapitalny mecz.

No właśnie, mówiło się, że beniaminkowie są skazani na porażki, a tu w pierwszej kolejce cała trójka rozegrała znakomite spotkania.
Prawda. Raków bardzo fajnie z piekielnie mocną Miedzią. Mój kolega Tomek Tułacz ograł Chojniczankę. Pozbierał w tej Puszczy fajny zespół. To nie będą chłopacy do bicia.

Jak wy się postrzegacie na tle całej pierwszoligowej stawki? Rozmawialiśmy niedawno z trenerem Smółką i powiedział, że cokolwiek pan by nie mówił, to Pogoń ma drużynę, której absolutnie nie wolno nie doceniać i która powinna zamieszać w ścisłej czołówce. Ma rację?
Tak z zawodnikami rozmawiam – że musimy być równym przeciwnikiem dla tych najlepszych. Ten zespół staraliśmy się tak zbudować, by każdy miał tu o co walczyć – młodzi o to, by wskoczyć do składu, starzy, żeby coś porządnego ugrać, bo wtedy jest szansa podpisać lepszy kontrakt. Każdy z nas pracuje na swoje nazwisko. Dlatego przyjechałem tu bez rodziny, by piłkarze widzieli, że jestem tu po to, by pracować. Że mogą się do trenera w każdej chwili z każdym problemem zgłosić. Swój czas poświęcam im w stu procentach. Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Jeszcze dwa, trzy ruchy transferowe sprawiłyby, że Pogoń stałaby się na tle całej stawki zespołem bardzo mocnym. Nie będę mówił, o jakie pozycje mi chodzi, bo przecież nie będę odkrywał kart i przyznawał, gdzie mamy braki, niemniej tak jak mówię – dwa, trzy jakościowe transfery i wtedy kto wie…

Burkhardta nie chciał pan w zespole?
To się odbyło poza mną. Nawet nie miałem okazji z nim porozmawiać. Decyzja została podjęta, zanim tu trafiłem, więc ją po prostu przyjąłem ją do wiadomości. Marcin to bardzo dobry piłkarz, który sporo dał w ostatnim sezonie Pogoni, ale skoro go już nie ma, to nie ma sensu o nim rozmawiać.

Paluchowski to pana pomysł?
„Paluch” został przeze mnie zastany, ale ściągnięcie go tu to był strzał w dychę. Piłkarz na pewno jakościowy, gwarantujący odpowiednią liczbę goli. Poza tym ma bardzo fajny charakter. Znałem go dotychczas z boisk, bo zazwyczaj grałem przeciwko niemu, teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to super chłopak. Mam nadzieję, że przy mnie wciąż będzie czuł, że się rozwija, że swojego piłkarskiego sufitu jeszcze nie sięgnął.

Temat transferów już zamknięty?
Może zrobimy jeszcze jeden ruch, ale tylko jeśli będzie to ruch bardzo jakościowy, czyli jeśli uznamy, że ten, kogo pozyskujemy, będzie dla nas realnym wzmocnieniem.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli