Francja poległa. W finale EURO, z którego zapamiętamy tylko memy z CR7

Autor wpisu: 11 lipca 2016 11:59

Po najliczniejszym i najbardziej nudnym EURO w historii, Europa zapamięta je głównie przez memy z CR7.

Francja poległa z ręki (nogi) Portugalii tak, jak Portugalia poległa 12 lat temu z ręki (nogi) Grecji. Niespodziewanie, nieoczekiwanie i w przewrotny sposób. Po najliczniejszym i najbardziej nudnym EURO w historii. Abstrahując od historii biało-czerwonych, Europa zapamięta je głównie przez memy z CR7.

Dziś Francja płacze. No, może dziś już nie. Ale płakała w nocy. Także z powodu gazów łzawiących, którymi trzeba było rozbijać zamieszki w centrum Paryża, w pobliżu strefy kibica. Radosnego święta nie było.
Wiele racji mieli ci, którzy mówili, że półfinał Niemcy – Francja to był przedwczesny finał tej imprezy, bo właśnie w tym meczu zagrały dwa zespoły, co do których nikt nie miał wątpliwości, że są najlepsze nie z punktu widzenia zwycięstwa w ostatnim spotkaniu, ale z punktu widzenia piłkarskiej jakości. Może jeszcze dołożyć tu Włochów, którzy odpadli z Niemcami. Niemcy mieli w tym turnieju bezwzględnie drogę najtrudniejszą, począwszy od meczów grupowych.
Francja zapłaciła za brak wyzwań. Nie dość, że – z racji bycia gospodarzem – przez dwa lata grała tylko towarzysko, to jeszcze w samym turnieju zabrakło jej przetarcia z rywalami na podobnej do niej jakości piłkrskiej. Rumunia, Albania, nie grająca na miarę możliwości Szwajcaria – to były mecze grupowe. Mecze, nie oszukujmy się, nie wymagające od graczy klasy Pogby, Griezmanna, Payeta, Matuidiego jakiegoś ekstremalnego wysiłku. Z Rumunami wystarczył jeden błysk Payeta, z Albanią cała wygrana Francuzów ograniczyła się do dwóch minut doliczonego czasu gry, ze Szwajcarią było 0:0. Potem męczenie się z Irlandią – i znów błysk gwiazdy, tym razem Griezmanna. Łatwiutkie 5:2 z masakrycznie zmęczonymi Islandczykami. No i dopiero półfinał był meczem na miarę poczucia intensywności, emocji, wysiłku godnego drogi po triumf w takiej imprezie jak EURO.
Jakże dramatycznie różni się to od drogi Francji po sukcesy 1984, 2000 czy mistrzostw świata 1998. Tamte drużyny trudno w jakikolwiek sposób porównywać z obecną, choć niektóre z ich łączy osoba Didiera Desachampsa. Być może tak trudno, jak trudno porównywać tamte turnieje do obecnego…
1984 to była maestria. Sam Platini tworzył poezję, a przecież miał jeszcze swoich „ghostwriterów”: Tiganę, Fernandeza, Giresse’a, Lacombe’a, Bossisa, Batsa… Mecze z Jugosławią (3:2), Belgią (5:0), Portugalią (3:2), finał z Hiszpanią (2:0). Człowiek bał się ruszyć po herbatę, żeby czegoś nie uszczknąć.
Podobnie było w 2000 z Deschampsem, Zidanem, Blankiem, Barthezem, Desaillym, Henrym, Vieirą, Lizarazu… Żeby było zabawniej, znów kłania się Portugalia. Ten półfinał 2:1 – mecz o takiej intensywności, jakiego chyba na EURO 2016 nie było, w którym przesądził złoty gol z karnego Zidane’a. A przecież potem był jeszcze ten nieprawdopodobny finał z Włochami 2:1 – po złotym golu Trezegueta. A ćwierćfinał z Hiszpanią? A mecz grupowy z walczącymi o życie Czechami? Trzeba się było naprawdę spocić i wyżyłować, żeby przejść tę drogę.
Mówi się o łatwiejszej drodze w 1998 roku. Faktycznie – może w grupie rywale nie byli skrojeni na miarę, tak jak i teraz. No, tyle że teraz Francja się męczyła, a wtedy: 3:0 z RPA, 4:0 z Arabią Saudyjską. Żadnego kwękania. Po drodze do finału były skrajnie defensywnie nastawione Paragwaj i Chorwacja (to trochę tak, jakby teraz Francja musiała zagrać nie jeden mecz z Portugalią, ale jeszcze dodatkowo dwa) plus Włosi, z którymi mecz ćwierćfinałowy, mimo że 0:0 (karne 4–3 dla Francji), był pokazem futbolowego kunsztu z obu stron – ze szkoleniowego punktu widzenia być może najlepszy mecz tamtego turnieju. Plus niezapomniany finał z Brazylią.
To najlepszy dowód na to, że rację mają ci, którzy kręcą nosem na EURO 2016. Za dużo było tu rzeczy miałkich, nie do zapamiętania. Do zapomnienia. Grecja z 2004 roku pozostaje mistrzem, ale mistrzem suchych faktów i wyników. Z niczego innego się jej nie pamięta. Portugalię zapamięta się tylko z kolejnych memów z Cristiano Ronaldo, z jego płaczu i jego ćmy. To paradoks, że Portugalia z pokoleniami wielkich, wybitnych piłkarzy żadnego trofeum zdobyć nie potrafiła, a potrafiła, gdy z boiska zszedł ostatni z tych wielkich.
Ale tak – ta Portugalia zostanie postawiona w jednym z szeregu z Grecją. Bo gdzie jej do innych mistrzów Europy: Hiszpanów 2012, 2008, Francuzów 2000 czy 1984, Niemców 1996 po absolutnie genialnym turnieju, wspaniale niespodziewanych Duńczyków 1992, którym kibicowała całe Europa, holenderskich artystów 1988 itd.?

Inne artykuły o: Blogi | Euro 2016

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli