Baraże… Przekleństwo Ukraińców i… Leo Beenhakkera

Autor wpisu: 11 listopada 2015 23:25

Znamienity obrazek obiegł później telewizje na całym świecie, gdy Beenhakker spojrzał na zegarek i zrezygnowany udał się do szatni jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego

Baraże. Przekleństwo Ukraińców i… Leo Beenhakkera. Nie brakowało takich, które kończyły się skandalem. Oto nasz subiektywny ranking najciekawszych starć barażowych o finały mistrzostw świata i Europy (kolejność tym razem chronologiczna). W sam raz przed rozpoczęciem ostatniego etapu kwalifikacji do Euro 2016.

1. Belgia – Holandia 1:0, 1:2 (el. MŚ 1986)
Zaczynamy od pierwszego poważnego potknięcia w selekcjonerskiej karierze Leo Beenhakkera. 30 lat temu młodej (jak na szkoleniowca), wschodzącej trenerskiej gwieździe rodem z Niderlandów przyszło stanąć w szranki o miejsce na meksykańskim mundialu ze starym wygą. Leo Beenhakker kontra Guy Thys. Holandia kontra Belgia. Doprawdy trudno było wówczas o atrakcyjniejszą parę.
Belgom bezpośrednią drogę do Meksyku zamknęli biało-czerwoni, którymi dowodził Antoni Piechniczek. Ten znakomity zespół, mowa o Belgach, w którym grali m.in. Jean-Marie Pfaff, Eric Gerets, Franky Vercauteren, Hugo Broos, Jan Ceulemans – zdobywcy europejskich pucharów, wicemistrzowie Europy, musiał więc swojej szansy szukać w barażach. I nie uchodził w nich wcale za faworyta. Holendrzy, choć takie nazwiska jak Gullit, Rijkaard, Van Breukelen czy Van Tiggelen jeszcze wiele europejskim kibicom nie mówiły, znów doczekali się reprezentacji, która – zdaniem ówczesnych ekspertów – lada moment miała nawiązać do wielkich sukcesów ekipy Cruyffa, Rensenbrinka i Neeskensa sprzed dekady. I do tych sukcesów miał ich właśnie poprowadzić Leo Beenhakker. Najpierw jednak trzeba było uporać się w barażach z Belgami.
Pierwsze spotkanie w Brukseli skromnie wygrali Belgowie (1:0 po golu Vercauterena). W rewanżu trybuny na De Kuip pękały w szwach. Holendrzy długo męczyli się, nacierali, aż wreszcie się udało. Najpierw Peter Houtman (60. minuta), potem Rob de Wit (72.). Gospodarze znaleźli się w siódmym niebie. I jak to często w takich spotkaniach bywa, zupełnie niepotrzebnie zaczęli odliczać upływające minuty i oddali inicjatywę gościom. A ci raz za razem gnali na bramkę Van Breukelena. Decydujący gol wisiał w powietrzu. Dosłownie, bo strzelił go głową Georges Grün. Była 85. minuta.
Znamienity obrazek obiegł później telewizje na całym świecie, gdy Beenhakker spojrzał na zegarek i zrezygnowany udał się do szatni jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego.


2. Węgry – Jugosławia 1:7, 0:5 (el. MŚ 1998)
Węgrzy na awans do wielkiego turnieju czekają już 30 lat. Niemal dwa razy dłużej niż po 1986 roku trwała u nas klątwa Piechniczka i Bońka (do dziś licytują się tak naprawdę, który pierwszy ją rzucił). Zresztą na ostatnim swoim mundialu Madziarzy zagrali tak, że wstyd wspominać (m.in. 0:6 z ZSRR i 0:3 z Francją). Wstyd to w ogóle dobre słowo na to, by oddać większość piłkarskich popisów następców Puskasa w ostatnim trzydziestoleciu.
Pod koniec XX wieku Węgrzy stanęli przed szansą przerwania swojej turniejowej niemocy. W eliminacjach MŚ 1998 zajęli w grupie 2. miejsce (za Norwegią), dzięki czemu znaleźli się w barażach. Tam trafili na Jugosławię, która już w pierwszym spotkaniu, w Budapeszcie, pogrążyła ich 1:7! Wyobrażacie sobie, co musieli wówczas czuć węgierscy kibice? Na to chyba nie ma słów. O, coś takiego można chyba porównać tylko z doznaniami brazylijskich fanów po ostatnim półfinale mundialu z Niemcami. Przepraszam za wyrażenie, ale to był piłkarski gwałt ze szczególnym okrucieństwem.
Rewanż był w zasadzie niepotrzebny, ale odbyć się musiał. W nim Jugosłowianie dobili leżącego rywala (5:0).
I było się pchać do tych baraży? Nie lepiej było zająć „bezpieczne” trzecie miejsce w grupie i uniknąć takiej kompromitacji?
Baraże tylko potwierdziły to, o czym w przypadku węgierskiej piłki mówiono w trakcie grupowych eliminacji – że drugie miejsce nie było efektem tego, zespół naszych bratanków zaczyna się odbudowywać, ale tego, że trafił do wyjątkowo słabej grupy (Węgrzy wyprzedzili Finów, Szwajcarów i Azerów).

3. Szwajcaria – Turcja 2:0, 2:4 (el. MŚ 2006)
Tu było krwawo. Dosłownie. Dość powiedzieć, że rewanż – choć skończył się dla nich sportowym sukcesem – Helweci okupili poważnymi stratami. Na przykład Stephane Grichting został po meczu kopnięty w podbrzusze i z pękniętym przewodem moczowym odwieziono go do szpitala. Ucierpieli też Johann Vogel, Benjamin Huggel i trener bramkarzy Erich Burgener. Turcy po ostatnim gwizdku sędziego rzucili się na rywali z prawdziwą furią. Szwajcarów bili nie tylko rozjuszeni kibice i piłkarze. Bili ich też… ochroniarze. Nikt nie przebierał w środkach. Kto nie mógł bezpośrednio dosięgnąć przeciwnika, ten rzucał w niego z trybun kamieniami, zapalniczkami, czy co tam miał pod ręką. A ci, którzy do rywali mieli bliżej, sprzedawali im potężne kopniaki. Zresztą Szwajcarzy nie pozostawali dłużni i podczas zbiorowej ucieczki do szatni też próbowali się odgryzać.
Komisarzem FIFA na tym meczu był… Michał Listkiewicz. – Ranny został jeden ze szwajcarskich piłkarzy, który odwieziony został do szpitala, ale w nocy wrócił do drużyny, nocował w hotelu. Wysłałem już do FIFA raport, a jutro udaję się do Zurychu, gdzie wraz ze wszystkimi sędziami tego spotkania będziemy składali zeznania. Szczegóły zatem na razie muszę zachować dla komisji FIFA – relacjonował na gorąco.
Szkoda, że te wydarzenia przyćmiły wszystko to, co działo się na boisku w Stambule. A na nim sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Już w 2. minucie gola dla gości zdobył z karnego Alexander Frei. W tym momencie Turcy oddaleni byli od mundialu lata świetlne (pierwszy mecz Helweci wygrali 2:0), ale nie odpuścili. Nawałnica przyniosła im aż cztery gole, ale tego decydującego strzelił Szwajcar Marco Streller w 83. minucie.
Nie obyło się rzecz jasna bez sankcji – FIFA ukarała Turcję nakazem rozegrania kolejnych sześciu meczów o punkty na neutralnych stadionach i bez ich kibiców oraz grzywną w wysokości 200 tys. franków szwajcarskich. Trzech tureckich graczy oraz jeden Szwajcar dostali zakaz udziału w sześciu meczach, a jeden turecki został na rok zawieszony w prawach zawodnika. Dostało się jeszcze szwajcarskiemu fizjoterapeucie, który został zawieszony na dwa mecze i ukarany grzywną 6,5 tys. franków.
Dwa i pół roku później obie drużyny spotkały się w fazie grupowej Euro 2008. Tu górą była Turcja, wygrywając 2:1 (po golu doskonale dziś znanego Ardy Turana w 92. minucie). Nie omieszkano wówczas przypomnieć wydarzeń ze Stambułu…

4. Irlandia – Francja 0:1, 1:1 (el. MŚ 2010)
Irlandczycy do dziś nie mogą wybaczyć szwedzkiemu sędziemu Martinowi Hanssonowi to, że w dogrywce meczu rewanżowego uznał gola Williama Gallasa po ewidentnym zagraniu piłki ręką przez Thierry’ego Henry’ego. Powtórki tej sytuacji obiegły cały świat i do znudzenia były pokazywane chyba przez wszystkie stacje telewizyjne. Sytuacja była o tyle istotna, że bramka ta zadecydowała o awansie Francuzów.
Co ciekawe, po pierwszy spotkaniu, wygranym w Dublinie przez drużynę Raymonda Domenecha 1:0, nic nie zapowiadało takich emocji w rewanżu, jednak Francuzi chyba za szybko poczuli się zwycięzcami tego dwumeczu. Na Saint-Denis zostali skarceni w 33. minucie przez Robbiego Keane’a i od tego czasu pocili się niemiłosiernie. Ale bliżej było drugiego gola dla podopiecznych Giovanniego Trapattoniego niż bramki na 1:1. Aż nadeszła 113. minuta. To wtedy boiskowego oszustwa dopuścił się Henry.
Irlandczycy próbowali się odwoływać, straszyli, że zbojkotują kolejne eliminacje mundialu, ale nic nie wskórali. A Francuzi i tak zostali za tą całą sytuację pokarani – już podczas mundialu w RPA zamiast grą, zajęli się rozwalaniem swojej drużyny od środka. Skutecznie.

5. Ukraina – Francja 2:0, 0:3 (el. MŚ 2014)
Znów będzie o Francji, tyle że w zupełnie innym kontekście. Tym razem wrócili z dalekiej podróży i dokonali rzeczy – wydawało się – niemożliwej. Czy pomogli im w tym Ukraińcy? Cóż, w pewnym sensie tak. Bo baraże to prawdziwa zmora i utrapienie tej reprezentacji. Zobaczcie:
Chorwacja – Ukraina 2:0, 1:1 (el. MŚ 1998)
Słowenia – Ukraina 2:1, 1:1 (el. ME 2000)
Ukraina – Niemcy 1:1, 1:4 (el. MŚ 2002)
Grecja – Ukraina 0:0, 1:0 (el. MŚ 2010)
Ukraina – Francja 2:0, 0:3 (el. MŚ 2014)
Czyż to nie klątwa? Przekleństwo? Jak inaczej to nazwać. I kiedy już wydawało się, że nasi wschodni sąsiedzi zdołają ten zaklęty krąg wreszcie przerwać, znów dostali po głowie.
Rok 2013 był dla ukraińskiej piłki FENOMENALNY (nie licząc tego ostatniego meczu). A zaczęło się od spotkania z Polską w Warszawie. Na Stadionie Narodowym miał odbyć się pogrzeb ukraińskich szans na brazylijski mundial, a zaczęła znakomita seria pod wodzą nowego selekcjonera Mychaiła Fomienki. Ukraińcy wygrywali od tego czasu z każdym (prócz Anglii, z którą u siebie zremisowali). Zabrakło punktu do bezpośredniego awansu, ale po 2:0 w pierwszym barażu chyba nie było odważnych, którzy przed rewanżem postawiliby na Francuzów. A jednak.
Tu już nie było żadnych oszustw, żadnej pomocy sędziego. Francuzi od początku do końca solidnie zapracowali na taki wynik. Przestraszeni Ukraińcy całkowicie oddali im inicjatywę, jakby od początku przeczuwając, że i tak nie skończy się to po ich myśli. Zdumiewające, biorąc pod uwagę fakt, że przez cały rok był to zespół niepokonany. Cóż, barażowa klątwa.

Niebawem dowiemy się, czy została zdjęta, czy wciąż gnębi naszych sąsiadów. Tym razem rywalem będą Słoweńcy, którzy 15 lat temu już raz w barażach z Ukraińcami sobie poradzili.

Wyniki eliminacji EURO 2016 zobacz TUTAJ

Inne artykuły o: Blogi | Euro 2016 | Polecane | Rankingi

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli