Zwycięstwo mimo chorób, niedostatków i słabości

Autor wpisu: 19 sierpnia 2018 18:09

Legia wyszarpała zwycięstwo z Sosnowcem, ale oglądanie meczów mistrzów Polski aktualnie do przyjemności nie należy. Niewiele wspólnego z dobrym futbolem mają do zaproponowania. Ot, męczenie buły. Brawo, że tym razem skuteczne. Legia płaci za brak sensownego przygotowania fizycznego (już od zimowego obozu na Florydzie) i wygląda na to, że ten rachunek długo płacić będzie. Na dzisiaj, każdy silniejszy rywal niż Zagłębie, to będą dla Legii prawdziwe Himalaje.

A co poza przygotowaniem? Jak to co? To samo.
Czas płynie, zmieniają się kolejni trenerzy a Legia jest nadal chora na te same choroby. Po pierwsze łatwo traci piłkę. Niektóre straty są wręcz kompromitujące. Wynikają ze złego przyjęcia, z braku precyzji, z głupiego, niepotrzebnego ryzyka, z tego, że zawodnik nie zastawił piłki. I mnóstwo niestaranności, niechlujności. Irytujące to strasznie.
W poważnym futbolu posiadanie piłki jest istotą gry. Nie można głupio tracić piłki, bo trudno się ją odzyskuje, trzeba się napracować i nabiegać. Na Łazienkowskiej grają jakby o tym nie wiedzieli.
To jednak w sumie dziwne, że Legia nie jest w stanie dłużej się utrzymywać przy piłce nie z zespołami z Europy, ale z Zagłębiem Sosnowiec, klubem do niedawna pierwszoligowym. Przy całym szacunku dla zespołu gości, ale to drużyna, w której straszą 32-latkowie: Adam Kokoszka, Piotr Polczak, Tomasz Nowak czy Szymon Pawłowski. Zjeździli pół świata, nic wielkiego w piłce nie zwojowali i już raczej nie zwojują. No taki skład personalny nie ma prawa sprawiać tyle kłopotu Legii ile sprawił w niedzielne popołudnie. Bo o porównaniu potencjałów, finansowego czy sportowego obu klubów, w ogóle nie ma mowy. Tu jest przepaść, na boisku tego nie widać.
Drugi grzech główny Legii, od którego wszystko się zaczyna to brak agresji. Piłka nożna to nie jest jazda figurowa na lodzie, tylko gra kontaktowa. Legioniści jakby o tym zapominali. Brak doskoczenia do rywala, brak szybkiego ataku przeciwnika, zero próby wejścia w kontakt. To się musi kończyć utratą goli takich, jak w meczu z Sosnowcem. Szymonowi Pawłowskiemu legioniści zostawili tyle miejsca, że byłaby w stanie wystartować mała awionetka. Ale to niedoskoczenie do rywala wynika także z przygotowania. A jak jesteś nieprzygotowany to nie masz pewności siebie, a jak nie masz pewności nie doskakujesz do rywala. Koniec, kółko się zamyka.
Na dzisiaj firmowym – bo jedynym groźnym – sposobem na stworzenie zagrożenia pod bramką rywali jest wrzucenie piłki za plecy obrońców przeciwnika, na Kante lub Carlitosa. I oni tam coś mają zdziałać indywidualną szarżą. Bo trochę umieją. Proste to takie.
I ten Carlitos daje radę, choć cała Legia na nim uwieszona. W 18. minucie trafił w poprzeczkę, a potem strzelił gola na 2:1. Ładnie, tylko czy mistrz Polski może być w ofensywie uwieszony na jednym tylko zawodniku?

Ten drugi sposób w jaki Legia stwarza zagrożenie, to… rzut rożny i główka Artura Jędrzejczyka. Sprawdziło się w Gliwicach, sprawdziło w meczu z Sosnowcem. Z teoriami o tym, że Jędrzejczyk, gdyby grał uratowałby Legii nie tylko puchary, ale także Ligę Mistrzów to bym się jednak nie rozpędzał. Pół sezonu na niego psioczyli kibice, że gra beznadziejnie a najwięcej zarabia. Widać, że teraz dostał super motywacji i to dla zespołu bardzo dobrze.

Gdy na początku tego sezonu Inaki Astiz – w co drugim meczu – robił klopsa, nigdy nie przypuszczałem, że dojdzie do tego, że Hiszpan jeszcze w połowie sierpnia odzyska miejsce w składzie kosztem reprezentanta Polski Michała Pazdana. Co nie świadczy, niestety, o tym, że forma Astiza poszła w górę, a jest jedynie wykładnikiem formy Pazdana. Jak i komu (nie mówię już za ile) go dzisiaj sprzedać? Czy to w ogóle możliwe? No ale w Legii, która nie gra już w Europie jest spokojnie z dziesięciu niepotrzebnych ludzi. Klub musi się ich pozbyć, ciąć koszty. To będzie piekielnie trudna operacja.

Lubię ten moment gdy na Łazienkowskiej wynik jest niekorzystny i na boisko wchodzi ratować sytuację… Kasper Hämäläinen. Kibic Legii rzuca wówczas „mięsem” pod nosem – znikąd nadziei. Bo Hämäläinen to taki piłkarz, że jak wychodzi na boisko to masz wrażenie, że przeprasza wszystkich, że ogóle w wchodzi. To był lider Lecha? Naprawdę? A poza tym kiedy on miał dobry, taki bardzo dobry mecz? No Wielkanoc jest częściej…
Kibic Legii gorzej czuje się chyba tylko wówczas, gdy widzi, że spodenki przy ławce rezerwowych podciąga wyżej Eduardo. Gdy chorwacki Brazylijczyk wchodził na boisko w meczu z Sosnowcem, kamera pokazała minę Miro Radovicia. Serb znów – tak jak w czwartkowym meczu z Dudelange – został na ławce. Gdyby wzrok mógł zabijać, w miejscu gdzie stał Sa Pinto byłaby tylko wypalona trawa…
Swoją drogą wiara portugalskiego trenera w Eduardo jest jakimś ewenementem. Chyba w tego piłkarza w Europie wierzy tylko dwóch ludzi: Romeo Jozak i Sa Pinto. I to zły znak dla Portugalczyka.
Jak chce sobie pooglądać pocztówki z wielkiej piłkarskiej przeszłości, to niech własny album rodzinny obejrzy, a Brazylijczykowi da spokój, pozwoli kasować do zimy, nie każe się pocić niepotrzebnie. I niech go pięknie po portugalsku pożegna.

Warszawa to specyficzne i trudne miejsce do aklimatyzacji. Na tle Legii taki Konrad Wrzesiński (strzelec gola), wygląda jak pociąg TGV. Szybki, zdecydowany, ze zwodem, z uderzeniem. No takie „złotko”, że tylko go do Legii kupić. No ale właśnie jakby już go kupili, to grałby tak jak dzisiaj skrzydłowi Legii.
Kucharczyk był bez baterii, nie miał siły, wykończony fizycznie – nie powinien być w ogóle wystawiony. Błąd trenera Sa Pinto.
Sebastian Szymański wygląda źle. Jak wchodził do drużyny dwa lata temu, miał więcej pewności siebie niż dziś. Nie ma w tym przypadku, że Sebastian stracił w tym meczu mnóstwo piłek, a część z nich po np. złym przyjęciu! Dokładnie tak! Jak to możliwe? Przecież ten chłopak ma bajeczną technikę. Tylko ma głowę zablokowaną. On powinien budować akcje Legii, a on znika na 90 minut. Czy jest ktoś w Legii, kto mu może pomóc? Czy ktoś jest w stanie odbudować tego chłopaka?
Dominik Nagy, gdy wszedł, dorównał poziomem swojego występu do pozostałych skrzydłowych. Nic nie zagrał. A jak coś próbował to głupio.

W Legii najlepszy był Domagoj Antolić. Grał jak wiosną w najlepszych swoich meczach w Legii. Biegał, odbierał, rozgrywał, miał dwie asysty. W nim jest nadzieja.
Gorzej, że jak Chorwat wrócił do formy, to akurat zgubił ją drugi środowy pomocnik – Cafu. Szkoda, bo taka dwójka w centrum boiska to byłaby gwarancja jakości. Niestety, Cafu daje obecnie Legii mniej niż dawał. A i tak sadza na ławce kolejnego reprezentanta – Krzysztofa Mączyńskiego. To w jakiej – zakładając, że Sa Pinto ma pojęcie – oni wszyscy są formie…

  • ursynów

    Strasznie to wygląda- bez ładu , bez składu bez pomysłu. na razie w lidze gra ze słabymi drużynami. Aż strach pomyśleć co będzie gdy trzeba będzie grać z mocniejszymi. Nie wierzę w Pinto- po portugalsku pinto to kurczak.No kurczę nie wierzę w niego. Ma rację redaktor,że ekipa jest nieprzygotowana kondycyjnie, taktycznie nie wiadomo co kurczaczek wymyśli.Sięga po trupy z szafy,Eduardo, Pasquato- to jest chore.Co do Pazdana i Mączyńskiego to słabi są, ale ich zmiennicy nie są lepsi. A Szymański- to przereklamowany dzieciak, któremu wy dziennikarze wmówiliście ,że jest wielki.Grają pod presją ? Kolega Pinto- trochę lepszy trener Jose Mourinho powiedział : Presja? Jaka presja? Presję odczuwają biedni ludzie, którzy muszą nakarmić drużynę. w piłce nożnej nie ma presji”. No może w Legii są biedni ludzie, głodni, bezdomni. Nic mi na ten temat nie wiadomo. A kibice legii Mioduskiemu długo nie popuszczą.Mają niestety rację.

    • xymoxon

      Nie ma to jak oceniać trenera po dwóch meczach, to jedno. A drugie nie nazywajmy SKLW kibicami, bo to uzurpacja. Ta organizacja ze względu na swoją dotychczasową działalność nie ma żadnego prawa czegokolwiek żądać od władz Legii.

      • ursynów

        Pożyjemy zobaczymy,życzę Legii i Pinto jak najlepiej.Ja nie pochwalam nagannego, czasami bandyckiego zachowania kibiców. SKLW obchodzi mnie jak zeszłoroczny śnieg, ale nie można mówić,że kibice nie mają prawa czegokolwiek wymagać od władz Legii. To chyba gruba przesada.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli