Zostaw pan w spokoju tego Carlitosa. Dobrze pan na tym wyjdziesz!

Autor wpisu: 1 marca 2019 22:59

Legia na luzie wygrała z Miedzią Legnica 2:0. Kibiców z Łazienkowskiej trzy punkty na pewno ucieszą, bo kolejne potknięcie byłoby pożegnaniem z nadziejami na obronę tytułu, ale podniecać się nie ma czym. Rywale pokazali poziom niegodny gry Ekstraklasy. Coś niby chcieli, mówili o dobrym nastawieniu, ale jak przyszło do meczu to widać było tylko strach i wykopywanie piłki w kartofle. Dramat. Legii zwycięstwo było potrzebne jak powietrze. Zagrała lepiej niż w dwóch ostatnich meczach, ale na dobry styl przyjdzie jeszcze poczekać. Odzyskanie lekkości gry to na dzisiaj sprawa drugorzędna, bo teraz trzeba ciułać punkty i czekać na lepsze dla technicznej drużyny boiska.

Zanim się mecz rozpoczął to wydarzeniem dnia była riposta Krzysztofa Mączyńskiego na wywiad, jakiego kilka dni wcześniej udzielił trener Legii. Trzeba przyznać, że Antoni Bugajski z „Przeglądu Sportowego” wydobył z pomocnika Śląska Wrocław piorunujące wyznania. „Mąka” sobie pozwolił na bardzo dużo. Nazwał Ricardo Sa Pinto przebierańcem z Portugalii, który udaje kogoś innego niż jest. Zarzucił trenerowi Legii dwulicowość, kłamstwa, brak szacunku do piłkarzy własnej drużyny, a nawet pracowników klubu. Jak mawił kiedyś obrońca GKS Katowice Roman Szewczyk: „pojechał z nim jak z dziką świnią”. Do tego wywiadu pewnie na łamach Futbolfejs.pl jeszcze wrócimy. Nie wiemy tylko, czy ktoś ten materiał przetłumaczył w piątek trenerowi Sa Pinto, żeby miał ciekawą lekturę do porannej kawy. Czasem warto się przejrzeć w lustrze, nawet jeśli samemu się uważa, że to tylko krzywe zwierciadło.

Miedź Legnica liczyła na to, że poraniona Legia dostała ostatnio tyle ciosów, iż nie zdąży się do piątkowego wieczora pozbierać. Ale to były tylko pobożne życzenia, bo Legię – nawet tę pod formą – od Miedzi dzieli dystans kosmiczny. I pod względem budżetu i klasy piłkarzy. Dość powiedzieć, że ambitni zawodnicy Dominika Nowaka, mieli dramatyczne kłopoty z wyjściem z własnej połowy. Wystarczyło, żeby legioniści podeszli trochę odważniej, wysokim pressingiem pod pole karne rywali, a piłkarze z Legnicy kopali piłkę na oślep, byle do przodu. – Jakby zapomnieli jak się gra w piłkę – komentował w swoim niepowtarzalnym stylu Kazek Węgrzyn. Pierwszy raz na dłużej przy piłce na połowie Legii piłkarze Miedzi utrzymali się dopiero w… 45 minucie.
Z takim rywalem, wyglądającym momentami jakby grał ligę niżej, Legia nie mogła mieć problemu.
Iuri Medeiros, który do tej pory był znany w Warszawie jedynie ze swojego niepowtarzalnego Lamborghini, potwierdził że talent do piłki to ma. Szybki, z inklinacjami do gry kombinacyjnej, z dobrym strzałem i bardzo „szybką” lewą nogą.  Zaskoczeniem to wielkim nie jest, bo że facet ma umiejętności, było wcześniej wiadomo. W końcu za coś ten Sporting Lizbona chciał 10 milionów euro od Genoi. Choć trzeba też zauważyć, że chciał, ale… nie dostał.
Pewnie dlatego, że kolega Iuri (zupełnie jakby podążał tropem swojego imiennika Jurija Gagarina) zbyt często myślami był kosmosie, zamiast bliżej piłkarskiej murawy. I gdzieś zaczął rozmieniać swój talent na drobne. Dlatego dziś gra w lidze polskiej zamiast we włoskiej Serie A, w towarzystwie gwiazd futbolu. Ale nie ma wątpliwości, że do Warszawy przyjechał nie dlatego, że zakochał się naszej stolicy, ale żeby się tu odbudować i raz jeszcze wrócić do dużego, poważnego futbolu. A w tej misji ma mu pomóc trener Sa Pinto. I Portugalczyk ma jeszcze sporo pracy nad swoim rodakiem, bo facet nadal nie jest  fizycznie gotowy na rywalizację nawet z Miedzią Legnica. Gasł z upływem czasu, ale właśnie gdy już gasł, to po jednej akcji i dzięki nieprzeciętnym umiejętnościom, zdobył bramkę na 2:0. Lewą nogę Medeiros ma ułożoną. Legia będzie miała z niego pociechę, bo grać umie. Tyle tylko, że cała akcja z wypożyczaniem go ze Sportingu będzie miała sens dopiero wówczas, gdy uda się na go Łazienkowskiej zatrzymać także na letnie kwalifikacje europejskich pucharów.

Pojawienie się w pierwszym składzie Medirosa i to od razu na pozycji numer 10 oznaczało, że Sebastian Szymański stracił swoje miejsce za napastnikiem i musiał przejść na bok pomocy. To jest taka pozycja, na której młody legionista wygląda zazwyczaj gorzej.
Ale i tak najgorsze co spotkało w piątek Szymańskiego to nie zmiana pozycji, a bardzo źle wyglądająca kontuzja. Obrońca Miedzi Bozo Musa – po wyskoku do piłki – tak niefortunnie spadł na Szymańskiego, że całym ciężarem skoczył mu na kolano. Chłopak zwijał się z bólu, zniesiono go z boiska z opatrunkiem lodowym wokół kolana. Szybko się wyjaśni jak poważna jest to kontuzja, ale pierwsza diagnoza to skręcenie kolana. To był najsmutniejszy obrazek w piątkowy wieczór na Łazienkowskiej.
Co ciekawe za Szymańskiego na skrzydło nie wszedł ani forowany przez Sa Pinto Salvador Agra, ani Michał Kucharczyk, a Kasper Hämäläinen. „Kuchy” pojawił się na boisku później, gdy Medeiros już spuchł i trzeba było dać mu zmianę.
Sa Pinto nie byłby sobą gdyby przynajmniej jednego piłkarza na mecz nie wprawił w niepewność. Tym razem po swojej łysej głowie musi się drapać Adam Hlousek, który był lata całe „żelaznym” lewym obrońcą. Ale teraz ściągnięto mu do klubu konkurencję – Luisa Rochę i to Portuglaczyk wyszedł w pierwszym składzie. Wielkiego szału nie było. Raczej pokazał rzemiosło i na pewno lepsze wyszkolenie techniczne niż to, którym dysponuje Hlousek. Ale Portugalczyk miał też jedną mocną wtopę, gdy się poważnie zagapił i mógł stracić piłkę będąc ostatnim obrońcą przed Majeckim. No to zobaczymy jak ta czesko-portugalska rywalizacja będzie się rozwijać.
Ile znaczy dla piłkarza zaufanie pokazał w tym meczu Carlitos. Hiszpan nie tylko strzelił bramkę, ale wreszcie odzyskał ten luz, za jaki podziwiano go jeszcze w Wiśle Kraków. Na jego przykładzie widać, że ciągłe rotowanie zawodnikami, albo straszenie ich ławką rezerwowych, odbiera im pewność siebie. A bez luzu, bez swobodnej głowy, nie da się grać odważnej piłki. Proponuję, żeby Sa Pinto dał już Carlitosowi wrócić do równowagi. Bez Hiszpana w formie nie da się obronić mistrzostwa Polski. – My widzieliśmy Carlitosa w większej liczbie meczów niż trener Legii i naprawdę wiemy ile on potrafi – przekonywał komentator Kazek Węgrzyn.
Mecz wygrany, ale chyba zaskoczenia nie ma. Starcie Legii z Miedzią było jak porównanie fizycznych możliwości Artura Jędrzejczyka z Petteri Forsellem. Jeden wysoki, zdrowy koń, a drugi atałkowaty grubasek. Poważne to to nie było.
Przed Legią teraz dwaj kolejni nisko notowani rywale: Arka Gdynia w lidze i Raków Częstochowa w Pucharze Polski.  Dwa zwycięstwa są Legii obowiązkiem.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Miedź Legnica

  • ursynów

    Gra Legii w meczu z Legnicą na kolana nie powaliła,ba poziom gry daleki był do poprawności. Czytałem niektóre komentarze,że Legia weszła na właściwe tory i pokazała piłkę na dobrym poziomie.Widocznie nie ten mecz oglądałem. Miedź to słaba drużyna, bez graczy którzy potrafią zagrać na wysokim poziomie, taka zbieranina kopaczy z przereklamowanym Forsellem. Ten jakby powiedział o nim Walery Wątróbka- Fińczyk, przypominający sylwetką konia pociągowego przy Jędzy wyglądał przekomicznie, a i jego gra poważna nie była.Ten mecz się odbył i tyle.Są trzy punkty, pojawił się nowy Portugalczyk z papierami na granie,wrócił Carlitos i to są jedyne zyski. Więcej było strat- przede wszystkim Szymański, to już drugie podstawowe ogniwo w drużynie (wykartkowany Remy ) , które zostało wyłączone z gry, przestał grać Cafu, no a zmiennicy których wpuścił Sa Pinto nic ciekawego nie pokazali. I jeszcze jedno- jak to możliwe,żeby mistrz Polski grał na takim kartoflisku. Przecież to wieś, a nie 2 milionowa metropolia. Wstyd.A co do Carlitosa, to gość musi grać, ma potencjał. Zresztą Pinto nie ma wyjścia. Kulenovic to jeszcze nie ta klasa, a Niezgoda kontuzjowany.A co do obowiązkowych zwycięstw z Arką i Rakowem, to byłbym bardziej wstrzemięźliwy- ale nic przeciwko temu nie mam.

  • Ted54

    Panie Autorze. Nie oglądał Pan meczu chyba.. Szymański od początku do końca grał na pozycji nr 10 a Medeiros na prawej stronie. Hamalainen utrzymał pozycje Szymańskiego.
    To ze Portugalczyk schodził często do środka , miał z tej pozycji prawie setkę i zdobył gola – o niczym nie świadczy. Na pewno nie rozgrywał piłki jak 10-tka .
    Może w następnym meczu pod nieobecność Szymańskiego. Ale na to nie chyba jeszcze sił

    • zgubek

      Ale na to nie chyba jeszcze sił ? I tu Panie Autorze brak zakończenia tego zdania . Domyślam się ,że nie starczyło. No cóż autorowi słów zabrakło chyba.To,że Portugalczyk schodził często do środka na pewno świadczy ,że nie rozgrywał piłki jako 10,lecz 45, a Szymański to typowa 53. Redaktorze oglądał pan ten mecz?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli