Wszyscy wracają do Legii. Tylko gdzie jest Vadis?

Autor wpisu: 27 czerwca 2017 19:49

„Gdzie jest Vadis?” – takie pytanie przez ostatnie dni zadawał sobie nawet trener Jacek Magiera. Teraz już wiemy. Vadis Odjidja-Ofoe był w Warszawie. Ale bynajmniej nie po to, by dołączyć do zespołu. „Super Express” opublikował zdjęcie piłkarza, jak ze swoimi agentami idzie na spotkanie z prezesem Legii Warszawa Dariuszem Mioduskim.

„Super Express” ujawnił, że we wtorek doszło do negocjacji prezesa Legii, Vadisa Odjidja-Ofoe i jego agentów. Ta trójstronna „komisja” musi uzgodnić, czy Vadis nadal będzie do dyspozycji trenera Magiery i czy pomoże Legii awansować drugi raz z rzędu do Ligi Mistrzów.
„Spotkaliśmy się z Vadisem i rozmawialiśmy. Na dziś nic nie jest jeszcze przesądzone. Mam jednak nadzieję, że w ciągu kilku dni się sytuacja ostatecznie wyjaśni, bo przyszłość Vadisa jest dla nas ważna, ale najważniejsze jest dobro drużyny” – ogłosił prezes Mioduski za pośrednictwem oficjalnej strony legia.com

Dariusz Banasik: Do Zagłębia zamierzamy wziąć Sanogo i Makowskiego TUTAJ

Vadis ma z Legią jeszcze roczny kontrakt, ale jest bardzo mocno zachęcany do tego, by przenieść się do Olympiakosu Pireus. Kusi go ten, który pomagał w ściągnięciu Vadisa na Łazienkowską – Besnik Hasi, dziś trener Olympiakosu właśnie. Olympiakos nie jest skłonny płacić wielkich pieniędzy Legii – mówi się o ofercie na poziomie dwóch milionów euro (paradoksalnie więcej Grecy musieliby zapłacić za Michała Pazdana, którego też widziałby chętnie Hasi – 2,5 miliona, bo tyle piłkarz ma wpisanego odstępnego).
Natomiast problemem jest to, że Olympiakos jest w stanie zaoferować mu wyższą, nawet dwukrotnie, gażę. I to nawet, jeśli Legia zdecydowałaby się podnieść zarobki Vadisa na poziom miliona euro. Olympiakos czy Panathinaikos to po prostu kluby z zupełnie innej półki finansowej niż póki co Legia.

Musimy działać w ramach rozsądku. Nie możemy dopuścić do sytuacji, by jeden piłkarz zarabiał o wiele więcej niż pozostali. To powoduje potem niezdrowe sytuacje w klubie, w szatni. Ale chcemy rozmawiać i rozmawiamy. Uważam, że jesteśmy w stanie sprostać jego oczekiwaniom. Na dziś nie przewiduję, że Vadis odchodzi. Ale muszę być na to gotowy, że taka sytuacja zaistnieje. Rozmowy się toczą, nie ma żadnych kłopotów, jest normalny proces negocjacyjny. Jedna strona chce bardzo dużo, druga ma swoje ograniczenia i musi się zmieścić w pewnego rodzaju widełkach – mówił dwa miesiące temu prezes Mioduski na konferencji prasowej.
Potem przepytywany na tę okoliczność w Lidze+ Extra uzupełniał: – Jeśli wygramy mistrzostwo, KIEDY wygramy mistrzostwo, Vadis będzie naszym kluczowy zawodnikiem w eliminacjach pucharów i w grze w Lidze Mistrzów. Po zakończeniu sezonu będę rozmawiał z nim i z jego menedżerem. W tej chwili to nie jest moment, by to robić – tłumaczył.

Z pozoru Legia nie musiałaby nic robić, by zatrzymać Vadisa. Kontrakt obowiązuje jeszcze rok, wystarczy więc w świetle piłkarskiego prawa po prostu odrzucić wszystkie oferty za Belga. Problemy są dwa: z niewolnika nie ma pracownika, a wiemy, że Belg potrafi strzelić focha, oj potrafi.
Po drugie i ważniejsze – Bogusław Leśnodorski jeszcze przed zmianami właścicielskimi ujawnił, że Legia ma z Vadisem „gentleman’s agreement”. Piłkarz jeszcze zimą kuszony, by wtedy odrzucił ewentualne oferty, dostał zapewnienie, że latem Legia nie będzie stawała mu na przeszkodzie. – Latem odejdzie pewnie Michał Pazdan i Vadis, bo tak się umówiliśmy – rzucił Leśnodorski, co wówczas bardzo rozsierdziło Mioduskiego.

I to właśnie dziś jest problemem. Jeśli Legia chce się zachować fair, musi negocjować z piłkarzem i coś mu znów obiecać. Już i tak ma zagwarantowaną połowę kwoty swojego przyszłego transferu, ale zostaje jeszcze przecież do kuszenia na przykład premia z awansu do Ligi Mistrzów (jakaś jej część oczywiście). Możliwość też jest taka, że Vadis zostaje w Legii do końca sierpnia. Pomaga w awansie, a z końcem okienka idzie do nowego pracodawcy, o ile temu będzie to pasowało.

Na razie najbardziej niekomfortowo czuje się z tą sytuacja trener Jacek Magiera. On większość zespołu miał do dyspozycji już w tydzień temu, we wtorek. Poza reprezentantami krajów, którzy w czerwcu rozgrywali mecze, ale Vadis do nich nie należy.
Vadis dostał kilka dni wolnego więcej z uwagi na sytuację rodzinną (narodziny dziecka), ale trener Magiera nie spodziewał się, że nie będzie go przez cały tydzień. Po sparingu z Wisłą Płock w sobotę mówił ewidentnie podirytowany sytuacją:
– Nie odpowiem teraz, kiedy do nas dotrze. Może w poniedziałek, może we wtorek. A może już w niedzielę. Natomiast taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Nie mogę na to pozwolić. Musi być przygotowany do tego, aby grać. Musimy patrzeć na dobro drużyny, na to, jak dalej mamy wyglądać. A tylko i wyłącznie przez dobre przygotowanie mamy szansę na to, by cokolwiek zdobyć. Zapominamy o tym, że zdobyliśmy tytuł mistrza Polski i była radość przez dwa tygodnie na urlopach. Ten okres zamykamy. Musimy być skoncentrowani na dalszej pracy, bo przed nami nowe wyzwania – komentował.
I pewnie teraz trener Legii jest już mocno wkurzony. Bo Vadis po spotkaniu z prezesem Mioduskim bynajmniej nie ruszył do Warki, tylko z powrotem do Brukseli.

W miniony poniedziałek w Warce na zgrupowaniu stawili się reprezentanci: Kasper Hamalainen, Artur Jędrzejczyk, Dominik Nagy.

We wtorek dołączył Michał Pazdan. I wszyscy wzięli się normalnie do roboty. Tylko Vadisa wciąż brakowało. Teraz prezes Mioduski ma ostatnie chwile, by przekonać go do zostania w Legii. Bo inaczej zabraknie go na dobre.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli