Wszyscy udają, że walczą z chuligaństwem stadionowym, ale nie walczy nikt

Autor wpisu: 15 grudnia 2017 09:39

Przerażające obrazki z derbów Krakowa obiegły świat. Jedni ludzie strzelali do drugich z rac i działo się to w czasie meczu piłkarskiego w XXI wieku, w kraju – zdawałoby się – cywilizowanym. Komisja Ligi PZPN ukarała Cracovię zamknięciem stadionu na 2 mecze i następny mecz z Wisłą Kraków oraz karą finansową w wysokości 100 tysięcy złotych. Jedni mówią, że to kara sroga (najwyższa w historii), inni – wręcz przeciwnie – że zbyt łagodna. A ja powiem, że nietrafna jak zwykle. Bo stosuje odpowiedzialność zbiorową i karze nie tych, co trzeba. Normalni kibice nie wejdą na mecze, klub straci fortunę, a bandyci w kominiarkach poszli po derbach Krakowa do domu nie zatrzymani przez policję i inne służby. Wszyscy udają, że walczą z chuligaństwem stadionowym, ale nie walczy nikt.

Czy stadion piłkarski w czasie meczu jest wyjęty spod prawa? Czy przez 90 minut gry jurysdykcja państwowa w Polsce nie obowiązuje? Czy jest to jakiś wyjątkowy moment, że można do woli lżyć innych ludzi, obrażać, a nawet nastawać na ich życie i zdrowie? Czy może jest to jakiś specjalny rodzaj igrzysk dla troglodytów, którzy zagnieździli się na piłkarskich stadionach jak robaki i państwo polskie postanowiło im nie przeszkadzać?

Trudno mi sobie wyobrazić inną taką sytuację, gdy jedna grupa ludzi próbuje ranić (a może nawet zabić) inną grupę ludzi, powiedzmy na ulicy, a policja jest o krok i… nie interweniuje. Mało tego: z tego wydarzenia idzie transmisja telewizyjna na żywo! Wie o tym cała Polska, ale policja i cały aparat bezpieczeństwa udaje, że nie wie. Ot, igraszki kibiców…
W sumie nawet mnie nie interesuje, czy Cracovia wzywała policję, czy nie (choć powinna). Ludzie płacą podatki na wypasionych byków z policji, żeby czuć się bezpiecznie. Jeśli bezpiecznie nie jest, to policja musi interweniować, najpierw ratować ludzi, a potem wziąć za dupę organizatora.
Karać kluby trzeba, ale to jest działanie syzyfowe – nic nie da. Kluby sobie nie poradzą, bo nikt nie poradzi sobie w pojedynkę z mafiami i gangami terroryzującymi właścicieli i prezesów klubów. Tu jest potrzebna interwencja państwa.
Żałosne są te wszystkie pomysły, żeby klubom wlepiać walkowery, odbierać punkty, destabilizować całe rozgrywki i wypaczać ich sens. Klubom trzeba pomóc. Jak się dwóch pijanych pobije w dyskotece, to nikt nie zamyka dyskoteki tylko pijanych gości.
O tym, jak klubom pomóc, napisałem wczoraj do Sportowych Faktów/Wirtualnej Polski. Poniżej ten felieton.

***

Urządzone przez kiboli Cracovii strzelanie racami w kibiców Wisły Kraków jest oczywiście przejawem totalnego zbydlęcenia, braku wyobraźni i głupoty, ale jednocześnie jest dowodem na poczucie totalnej bezkarności sprawców. Ci niezmiennie pozostają nieznani. Przynajmniej oficjalnie. W takich wypadkach kary zawsze sypią się na kluby, które de facto są i tak poszkodowane w tym całym procederze.
Po każdej kibicowskiej burdzie panuje powszechne oburzenie, media szaleją z krytyką, stanowczo wypowiadają się autorytety. Żąda się kar. Najlepiej jak najsurowszych! A że każe się nie tych, co te burdy zrobili? No tego zdajemy się wygodnie nie zauważać. Rajcuje nas to, jak surową karę dopieprzyli (w necie ktoś wnioskował nawet o likwidację klubu!)
A facet, który strzelał na Cracovii racami, wrócił do domu, zdjął kominiarkę, zjadł serdelka z ogórkiem i czytając w necie o wlepionych karach, kręci głową i mruczy pod nosem: „no, no… się porobiło”.
Klub ukarany karę zapłaci, bo musi. Sprawców sam nie ukaże, bo nie jest w stanie. Efekt kary jest taki, że klub będzie uboższy (bo przecież nie tylko wyda pieniądze na karę, ale dodatkowo kolejne mecze odbędą się bez publiczności), ale nic to nie zmieni. Następnym razem będzie dokładnie tak samo. Bo wniesienie rac na którykolwiek stadion Ekstraklasy nie jest problemem. I ten, kto myśli, że to tylko kwestia uszczelnienia ochrony, jest w tych kwestiach zielony jak ogórek. Ekosystem, w jakim funkcjonuje polski futbol klubowy i stadionowa bandyterka, jest bardziej skomplikowany. Nie wystarczy zmienić firmę ochroniarską. Która zresztą często należy do… kibiców.
Od dawna apeluję do Polskiego Związku Piłki Nożnej, żeby był PZPN-em, a nie PZPR, czyli Polskim Związkiem Pierwszej Reprezentacji. Pilnować Roberta Lewandowskiego nie trzeba. On sam się pilnuje. Polski futbol ma większe problemy, w tym tego raka, co go trawi – bandytyzm stadionowy. I tu jest prośba do PZPN, żeby nie odwracał głowy jedynie w kierunku konfitur.
Klubom trzeba pomóc, tu jest praca do wykonania. Ciężka, niewdzięczna i nie dają za nią medali ze złota na scenie. Ale bardzo praca potrzebna.
Właściciele klubów, prezesi i działacze sami sobie z bandyterką nie poradzą. Nie mają do tego narzędzi. Można wymyślać najlepsze regulaminy, obostrzenia, straszyć karami, ale to wszystko psu na budę się nadaje, skoro przepisów nie da się egzekwować. Bo państwo w tym zakresie nie działa. Państwo jest niewidoczne.
Potrzebny jest lobbing, nagłaśnianie tematu, zwracanie uwagi opinii publicznej, że policja i aparat przymusu nie walczy z bandyterką. Właściciele klubów – co jest tajemnicą poliszynela – są terroryzowani, zastraszani, są de facto zakładnikami grup przestępczych, które z „kibicowania” żyją.
Nie jest to wiedza tajemna. Kto obserwuje polski futbol, zna to zjawisko od lat. Nie jest przypisane do któregoś konkretnego klubu. Właściciele sami sobie z tym nie poradzą. A są z problemem zostawieni sami. Nie od dzisiaj, nie tylko przez obecnie rządzącą opcję polityczną. Przez wszystkie, od lat.
Politycy reagują tylko wówczas, gdy czują presję, gdy są wywoływani do tablicy. Jeśli im pozwolić, mogą się całymi tygodniami zajmować tylko przepoczwarzaniem się – niczym gąsienica – z jednego rządu w drugi. Na nic innego nie starczy im czasu.
Dlatego trzeba nagłaśniać sprawę, lobbować, chwytać władze za rękaw i krzyczeć: „Tutaj źle się dzieje!”.
To misja dla Zbigniewa Bońka i PZPN. Postawię tezę, że ważniejsza dla polskiej piłki – ze względu na długotrwałe konsekwencje – niż nawet awans reprezentacji na mistrzostwa świata. Bo mundial jest fajny: pogramy (wierzę, że z sukcesami), przeżyjemy trochę emocji i uniesień, pocieszymy się lub popłaczemy. Ale miesiąc festynu się skończy, a rak bandytyzmu będzie trawił polską piłkę nadal.
Zbigniew Boniek jest popularny, Adam Nawałka ma sukcesy – kiedy, jeśli nie teraz, mogą wykorzystać swój autorytet w walce o lepsze jutro klubowej piłki? Za chwilę dziesiątki polityków będą się dobijać do PZPN o bilety na mundial. Zawsze tak było, niezależnie od rządzącej opcji. To dobry moment, by zainteresować ich także tą brzydką twarzą polskiej piłki. Trzeba naciskać, lobbować, żądać konkretnych działań, domagać się egzekwowania prawa itd.
Heheszki na twitterku można spokojnie zostawić gimbazie. Piłka klubowa to też jest polska piłka i ona potrzebuje pomocy. To najważniejsze zadanie dla PZPN. Propaganda sukcesu i zdjęcia z Lewandowskim tego nie zastąpią.

Inne artykuły o: Cracovia | Ekstraklasa

  • Piotr Borkiewicz

    Zgadzam się z całością tekstu ale jedno mnie zdziwiło bardzo. A raczej po raz kolejny. Pan Tuzimek widzi nadzieję w zainteresowaniu polityków problemem poprzez małą „korupcję” biletami na mecze.
    To może świadczyć jak głęboko tkwi w naszych głowach patologia myślenia.
    Teoretycznie politycy są po to żeby poprawiać obywatelom jakość życia i poczucie bezpieczeństwa (dobrze by było poprawiać również realne bezpieczeństwo) ale nikt w to nie wierzy i włącza się stare myślenie „a może trzeba skorumpować żeby zaczął wykonywać swoje obowiązki?”.
    To pokazuje w jakim mentalnie miejscu jesteśmy. Wszystko jest zamiatane pod dywan żeby się tym nie musieć zajmować. Miś nie przestał być aktualny w Polsce. Słynne zdanie Jarząbka „i nie prawda że w naszym klubie przecieka dach, tym bardziej że deszcz nie padał” przechodzi nieustanną mutację jak bakterie lekooporne.
    Jesteśmy mentalnie społeczeństwem feudalnym i feudałowi trzeba zapłacić daninę żeby chciał nas ochronić. To samo jego wojsku i policji? Policja jest „dzielna” przy rozpędzaniu demonstracji, tam politycy potrafią urządzić pokaz siły a dowódcy są zdeterminowani i bezkompromisowi.
    A w sprawie stadionowej? Pan Tuzimek chce prosić!!!! Zbigniewa Bońka żeby ten wręczył bileciki kilku panom i pokornie poprosił o pomoc.
    To jest niewiarygodne jak PRL mocno tkwi w głowach. Wciąż jesteśmy dzikim krajem ale nie tylko z powodu hunów ulicznych ale również wasalskiej mentalności.

  • zgubek

    Cieszę się, że jest jeden , który ma recepty na wszystko co złe w piłce polskiej.Pan Piotr oczywiście jest pozbawiony wasalskiej mentalności,a w głowie nawet odrobiny PRL.Nie wiem czy Pan Tuzimek chce prosić Bońka, czy nawołuje do małej ,czy też dużej korupcji bilecikami na Mundial.Ktoś powiedział ,że dla dobra sprawy wszystkie chwyty są dozwolone. Osobiście bilecików bym nie dawał,ale jako członek społeczeństwa feudalnego i wasal dwóch Prezesów , cieszę się,że przynajmniej jeden gość ma gotową receptę na zwalczenie patologi na stadionach, a jak wynika ze wcześniejszych wpisów, również jak właściwie zarządzać klubami.

  • Marcin1234

    Panie „redaktorze”:
    Karać/ukarać – karze/ukarze
    Kazać – każe
    Ukazać – ukaże
    Widzi Pan różnicę w znaczeniu?
    Zanim zacznie Pan pisać artykuły, polecam lekturę słownika ortograficznego.
    Niegłupim pomysłem byłoby także dać Pana wypociny do przeczytania komuś bardziej ogarniętemu niż Pan, jeszcze przed publikacją.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli