Wściekły Prusak nie pomógł. Na dole Górnik z Górnikiem na remis. Na górze Lechia z kłopotami

Autor wpisu: 7 maja 2016 22:53

Górnik Łęczna miał piłkę meczową z Zabrzem walcząc o to, kto zaczerpnie powietrza. Ale Bartosz Śpiączka zmarnował karnego. Skutkiem – oba Górniki wciąż drżą. W grupie mistrzowskiej Lechia nie odpuszcza pucharów, choć z Ruchem łatwo nie było..

Kapitan Łęcznej Sergiusz Prusak po meczu Górników był wściekły. Schodził do środka boiska wymachując rękoma i ciskając gromy. Głównie na kolegów. W 67. minucie gospodarze, którzy w tym meczu nie oddali do tego momentu celnego strzału, dostali prezent w postaci rzutu karnego. Prezent nie od arbitra, tylko od Bartosza Kopacza, który przejechał po nogach Przemysława Pitrego. Do piłki zamiast wyznaczonego w pierwszej kolejności Tomasza Nowaka podszedł Bartosz Śpiączka i… strzelił kiepsko. Strzał pozostał jedynym celnym gospodarzy w tym meczu, tylko co z tego, skoro Grzegorz Kasprzik odbił piłkę? Wściekły Prusak po ostatnim gwizdku sędziego beształ i Nowaka, i Śpiączkę. Pewnie, gdyby kamera towarzyszyła piłkarzom i potem w szatni, materiał nadawałby się do wyemitowania dopiero po 23.00.

Mecz, nie ma co ukrywać, był kopaniną. To ciąg dalszy wczorajszych cierpień grupy spadkowej, które opisaliśmy TUTAJ. Nawet te drużyny, które jakoś tam potrafiły momentami prezentować się przyzwoicie w końcówce sezonu regularnego – jak Podbeskidzie, Korona czy nawet Łęczna (już bez Jurija Szatałowa, który zrezygnował z prowadzenia zespołu 22 godziny przed meczem), teraz ledwo zipią. Do słabości dochodzi presja. Zbliżające się cięcie ligowego topora zdaje się być zbawienne i dla tych, co ligę uratują, i dla tych, co polegną.
Jeśli ktoś w tej grupie spadkowej pokazuje moc i siłę, to ci, których spadek już nie interesuje (może właśnie dlatego), czyli Wisła Dariusza Wdowczyka i Śląsk Mariusza Rumaka. W najbliższej kolejce zmierzą się o wątpliwe trofeum pocieszenia – zwycięstwo w grupie spadkowej.
Śląsk właśnie pokonał Termalikę 2:1, znów dzięki błyskowi Ryoty Morioki, który strzelił piątą bramkę dla Śląska, a przy drugiej dla swojej drużyny rozpoczął akcję zakończoną samobójczym trafieniem Patryka Fryca.
Termalica się nawet starała, wyglądając lepiej niż wczoraj Podbeskidzie, a dziś oba Górniki. Wygląda na to, że właśnie te cztery drużyny wyłonią dwójkę spadkowiczów, choć pewna utrzymania jeszcze nie może być Jagiellonia, która potrzebuje przynajmniej punktu we wtorek z Termalicą właśnie. Bardzo ważny będzie też mecz Zabrza z Koroną, ale bezwzględnie najważniejszy Podbeskidzia z Łęczną – to spotkanie może wyłonić pierwszego spadkowicza, jeśli nawet nie „matematycznie”, to praktycznie. Póki co ostatnie jest Podbeskidzie, które przez moment było przecież w… grupie mistrzowskiej (na papierze). W grupie spadkowej drużyna w pięciu meczach zdobyła… jeden punkt.

Dwie Lechie, Ruch ambitnie
To, że męczą się na dole, jakoś tam jest zrozumiałe. Ale dlaczego męczyła się Lechia Gdańsk w drugiej połowie meczu z Ruchem prowadząc 2:1, zrozumieć trudno.
Przed meczem w Gdańsku sporo było niezdrowych emocji rodem z zupełnie innych czasów, łącznie z hasłami o wycofywaniu meczu z ofert bukmacherskich. Bez sensu. Młodemu Ruchowi Waldemara Fornalika (znów na boisku pojawił się 16-letni Przemysław Bargiel) nie wszystko wychodzi. Czasami poczłapie, czasami odbije się od ściany. Ale lubi mierzyć się z tymi najsilniejszymi, to go nakręca.
I mecz w Gdańsku też ten Ruch nakręcił. Chorzowianie biegali jak zajączki z duracellami. Mogli zaskoczyć Lechię raz, drugi, trzeci. Skończyło się na tym jednym „razie”, choć na przykład w drugiej połowie Łukasz Moneta obił poprzeczkę.
W pierwszej połowie zaskoczona Lechia jednak „dawała radę”. Świetne dwie asysty zaliczył Miloš Krasić, a wykorzystali je Grzegorz Kuświk i Flavio Paixao, który sprytnie i przytomnie przepchnął Michała Koja –można dyskutować, czy nie faulował przy okazji. Na marginesie: pod koniec spotkania to Koj wyleciał z boiska za ostre wejście od tyłu na nogi rozpędzonego Lukaša Haraslina.
W drugiej części meczu gra Lechii wyraźnie siadła i bardzo szczęśliwie gdańszczanie dowieźli 2:1 do końca. Ale dowieźli. A to znaczy, że środowy mecz z Legią będzie grą na ostrzu noża. Dla jednych, i dla drugich – i to bez względu na niedzielne wyniki grupy mistrzowskiej.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli