Wojciech ŁAZAREK: Znajdzie się dziś w Lechu ktoś na miarę Mirka Okońskiego?

Autor wpisu: 9 kwietnia 2017 09:45

Dziś hit w Poznaniu, czyli Lech kontra Legia, nie omieszkaliśmy więc z tej okazji porozmawiać z Wojciechem Łazarkiem, którego spotkaliśmy na Targach Świat Piłki. Były selekcjoner był jednym z gości targów. I trzeba powiedzieć, że mimo 79 lat na karku, wciąż świetnie się trzyma.

„Baryła” i Lech to oczywiste skojarzenie, bo przecież to właśnie on jako trener zdobył dla Kolejorza pierwsze dwa w historii klubu mistrzowskie tytuły. Do tego dołożył dwa triumfy w Pucharze Polski, więc można powiedzieć, że jest żywą legendą poznańskiego klubu. A przy okazji, jak się mogliśmy przekonać, nic nie stracił ze swojego… uroku.
FUTBOLFEJS.PL: Da się jakoś porównać obecnego Lecha z tym, którego pan prowadził?
WOJCIECH ŁAZAREK: To tak, jakby porównać gów… z twarogiem.

Obrażą się na pana za to w Poznaniu.
Nie obrażą się. Po prostu tamten Lech był jedyny w swoim rodzaju, magiczny, niepowtarzalny.

Dużo w tym było zasługi pana?
Niewiele. Naprawdę. Tam wtedy był – jak to się mówi – niezwykły kapitał ludzki. No bo powie mi pan, znajdzie się dziś w Lechu ktoś na miarę Mirka Okońskiego? Albo Janusza Kupcewicza?

Odpowiedź brzmi: nie.
No właśnie. Dziś to tylko żel na włosy, tatuaże i inne pierdoły się liczą.

No, ale niektórzy z nich w piłkę grać też potrafią.
Ale nie aż tak jak tamci. Problemy w tej drużynie miałem inne. Na przykład takie, że wyznaczałem pięciu piłkarzom trening indywidualny, no bo wiadomo, że z tak nieliczną grupą lepiej się pracuje. Patrzę, a tu przychodzi osiemnastu. Każdy z uśmiechem, bo każdy chce dodatkowo poćwiczyć. Pasja ogromna. Pracowali znakomicie. Później do tej grupy zaczęliśmy wprowadzać młodych, zdolnych. Araszkiewicza, Łukasika i innych małolatów. Nogi mieli wtedy jak rabarbary, ale za chwilę stawali się wielkimi piłkarzami.

Dwa tytuły mistrzowskie, dwa razy Puchar Polski – to pewnie największy sukces w pańskiej trenerskiej karierze? Czy jednak prowadzenie biało-czerwonych?
A zdziwię pana. Ani jedno, ani drugie, bo najbardziej cenię sobie to, co udało mi się osiągnąć tuż po tym, jak odszedłem z Lecha. W Lechii Gdańsk. Przejmowałem ją, gdy była na ostatnim miejscu w tabeli i była murowanym kandydatem do tego, by zlecieć z ligi. Skończyliśmy na ósmym miejscu. Wtedy wydawało się to nierealne. Ale jak się trener potrafi dogadać z piłkarzem, to wszystko jest możliwe. To absolutna podstawa w tym zawodzie. Konieczność.

A reprezentacja? Nie dało się wycisnąć więcej?
Zawodnicy znakomici, warunki organizacyjno-finansowe – tragiczne. Reprezentacja po mundialu w Meksyku na mecz zagranicę jechała z plastikowymi torebkami, jakie dziś rozdają w marketach. Mimo wszystko myślałem, że uda się stworzyć dobry zespół. No i kiedy wydawało mi się, że właśnie taki powstaje, uciekł Rudy, potem Leśniak, doszły dwie kontuzje i było po sprawie. Ale najlepszym podsumowaniem tego, co działo się wówczas wokół reprezentacji, było chyba to, co stało się po meczu z Rumunią w Bydgoszczy. Wygrywamy 3:1 przy 45 tysiącach widzów. Po meczu uroczysta kolacja, pan wiceprzewodniczący Rady Narodowej pyta, czy wobec tak dobrego spotkania może nam wręczyć nagrody. No oczywiście. Siedzimy więc i słyszymy, jak wyczytuje: „Wojciech Łazarek”. Wstaję, podchodzę, patrzę, a on wiesza mi na szyi sznur z dwudziestoma rolkami papieru toaletowego. Żaden żart, to był wtedy towar reglamentowany.

Pan też, jak większość w tamtych czasach, pomstował na Legię za to, że „kradnie” piłkarzy z innych klubów?
Musiałbym być głupi. W żadnym wypadku. Wystarczyło się postawić na miejscu trenera, któremu najlepszego piłkarza wzywają do wojska. Facet ma dwa wyjścia – albo załatwić, by chłopak poszedł do Legii, ewentualnie Śląska bądź Zawiszy, no ale jak najlepszy, to wiadomo, że najlepiej do Legii; albo dać mu bilet na poligon i niech robi za wkład do armaty. Tylko w tym drugim przypadku jak mu z tego poligonu wróci po dwóch latach do klubu, to już nic z niego jako piłkarza nie będzie. To jasne. Co więc robić? Jak można było tym wszystkim chłopakom wówczas „ratować” karierę? Efekt był taki, że w pewnym momencie w Legii grała prawie cała reprezentacja, ale z drugiej strony gdyby nie to, nie wiemy, ilu wybitnych piłkarzy stracilibyśmy po drodze.

Przed chwilą podsłuchałem, jak ponarzekał pan na obecne pokolenie trenerów. Mówił pan, że dziś byle tylko młody gość dostał UEFA Pro, a już arbuzy pod pachami i zachowuje się, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Ale mam wrażenie, że aż tak źle nie jest.
Nie jest. Ja miałem na myśli część z nich i przede wszystkim tych, którzy pracują z młodzieżą. Bo oni są największymi dyletantami i jednocześnie mogą najbardziej zaszkodzić. Bo dojrzały piłkarz, nawet jak ma niedojrzałego czy niedokształconego trenera, to krzywdy nie da sobie zrobić. W przypadku dzieciaków nie jest to już takie oczywiste.

Znam wielu młodych trenerów, pracujących w pierwszej lidze czy niżej, którzy dbają o swój rozwój, o kształcenie się, fajnie wychodzą z cienia i naprawdę warto trzymać za nich kciuki.
Oczywiście, bo to przyszłość tego fachu w Polsce. Wie pan, ja zawsze uważałem, że każdy trener, w każdym wieku musi cały czas współpracować z nauką. Kiedy tylko przestaje, staje się głąbem. I wtedy jest jak z niedouczonym aptekarzem. Ma na tych półkach w aptece od diabła pastylek i innych rzeczy i musi wiedzieć, co komu na co podać. No bo co będzie, jak facetowi, który ma problem z sercem, sprzeda coś na rozwolnienie? Stanie mu serce, a ruszy się co innego, prawda?

Rozmawiał Krzysztof Budka

  • ursynów

    Panie Wojtku, nic Pan się nie zmienił.Jest Pan mistrzem ciętej riposty i nazywania rzeczy po imieniu.Znam większość Pana bon motów, ale w tym wywiadzie tekst o niedouczonych trenerach- paluszki lizać.A porównanie drużyny Lecha, tego obecnie i tego za czasów Łazarka to też perełka.Tekst ten już słyszałem jak porównywał trener Łazarek reprezentację prowadzoną przez niego do reprezentacji pod wodzą Wójcika.
    Panie trenerze na koniec zostawiłem wisienkę na torcie-powiedział Pan kiedyś:graliśmy tak dobrze,że moje jądra same składały się do oklasków.
    Zobaczymy czy po dzisiejszym meczu Lecha z Legią, będzie można tak powiedzieć o grze której z tych drużyn?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli