Wisła Płock ma nowego trenera – Jerzy Brzęczek. Ale czy wodza też?

Autor wpisu: 11 lipca 2017 18:28

Ostatnia trenerska zagadka rozwiązana. Wisła Płock oficjalnie ogłosiła: jest nowy trener. Już w piątek w meczu z Lechią Gdańsk poprowadzi ją Jerzy Brzęczek.

Sytuacja w Wiśle zrobiła się mocno niepewną zupełnie bez ostrzeżenia. Nikt akurat tam przecież nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, nieprawdaż? A jednak… Gruchnęło, łupnęło, Marcin Kaczmarek podał się do dymisji i nikt nie kwapił się do wyjaśnienia dlaczego. Tajemnicą poliszynela stała się wieść, że poszło o konflikt z szatnią, z częścią szatni, a właściwie z jednym człowiekiem.
Jedyne nazwisko, jakie padło to Dominik Furman – najlepszy piłkarz Wisły poprzedniego sezonu, z którym klub właśnie niedawno podpisał trzyletni kontrakt, ale o którego tarciach z Kaczmarkiem mówiło się w zasadzie przez cały czas ich współpracy. Jakoś się nie „dotarli”.

W Wiśle, która wcale po odejściu Kaczmarka nie wyglądała jak po przejściu armagedonu (pisaliśmy o tym TUTAJ), nikt specjalnie do wyjaśniania sytuacji się nie kwapił. Zapytany przez nas Furman, grzecznie odmówił rozmowy na ten temat. Zapytany Kamil Biliński rzucił dość wymownie: – Za krótko jestem w tym zespole i w tej szatni, bym miał mieć wpływ na takie rzeczy, czy się mógł o nich wypowiadać. Dlatego nie chcę tego komentować – moja pozycja nie jest na tyle mocna, bym mógł sobie na to pozwolić. Zderzyłem się z taką historią pierwszy raz, ale nie mogę nic powiedzieć o okolicznościach. Media sobie dopowiadają pewne historie i rysują swoje scenariusze… (cała rozmowa TUTAJ).

Biliński w rozmowie zaznaczał także: – Wisła ma wszelkie dane po temu, by – gdy zbuduje kolektyw – liczyć się w stawce. Siły indywidualnej tej naszej kadrze nie brakuje, a jeszcze słyszę, że mogą być dwa, trzy wzmocnienia. Możemy bardzo namieszać w lidze. Potrzebujemy teraz tylko człowieka, który będzie naszym… wodzem!

No i Wisła trenera ma – to na pewno. Pytanie czy ma też wodza. Jerzy Brzęczek wodzem na pewno był na boisku. To w swoich czasach jeden z najlepszych polskich rozgrywających. Był kapitanem drużyny olimpijskiej w 1992 roku w Barcelonie dowodząc grupie dość charakternych chłopaków i jeszcze „robiąc” za bufor w zderzeniu z selekcjonerem o dość specyficznej mentalności (Janusz Wójcik).
Jako trener na razie nie potrafił znaleźć swojego miejsca na piłkarskiej ziemi. Owszem, cztery lata pracował z Rakowem (skąd przecież wyfrunął w piłkarski świat), ale tylko w drugiej lidze. Został zwolniony jesienią 2014 roku, gdy zespół w siedmiu meczach tylko raz wygrał, a w Częstochowie w tamtym czasie tej drugiej ligi mieli już trochę dość.
W Lechii pracował niespełna rok i szło mu w kratkę (słabiutki koniec sezonu), co nie przypasowało nowym właścicielom, którzy w jego miejsce woleli Niemca Thomasa von Heesena – i nie był to zresztą za dobry pomysł.
Brzeczek długo bez pracy nie był. Wylądował w GKS Katowice. W minionym sezonie priorytetem był awans do Lotto Ekstraklasy. I Katowice długo wytrzymywały status faworyta. Jesienią grały momentami imponująco – bardzo mocna personalnie ekipa Brzęczka była wiceliderem. Jedyne co zarzucano, to zbyt małą elastyczność w grze ofensywnej. W blokowaniu rywala Katowice były świetne, w kreowaniu bywało, że się zacinały.
Jeszcze zimą gry kontrolne były całkiem obiecujące, ale wiosna Brzęczkowi wymknęła się z rąk totalnie. Seria czterech meczów bez wygranej na początek, z 13 pierwszych – tylko cztery wygrane. Katowiczanie ani zipnęli w meczach z czołówką tabeli: Zagłębie, Miedź, Sandecja, Podbeskidzie, Górnik – wszystko, brzydko mówiąc, „w łeb”. Brzęczka dobiła szokująca porażka ze zdegradowanym Kluczborkiem na własnym stadionie 2:3. On sam najpierw mówiąc o kiepskich wynikach zwalał winę na… marzec (że niby w kwietniu będzie lepiej), potem przyznawał, że jest wściekły, a wreszcie honorowo podał się do dymisji.

– Nikt nie lubi przegrywać, ja również. Tym bardziej że człowiek jest rozczarowany, patrząc z bliska na wydarzenia boiskowe, na to co się działo. Ma świadomość, że w wielu aspektach jego zespół miał przewagę, ale i tak zadecydowały niuanse. Nie zdobywasz bramki, tracisz ją w głupi sposób, i zamiast trzech punktów masz jeden albo zero. Piłkarz może się wyżyć na boisku, ale trener zostaje z emocjami poza boiskiem. W niektórych momentach trzeba eksplodować – tak sam nam mówił jeszcze jako trener Katowic o swoim dość ekspresyjnym prowadzeniu drużyny z ławki i nerwach w czasie meczu. Podkreślał też, że jego drużynę można krytykować za wiele rzeczy, ale nie za brak walki. A to właśnie zarzucono GieKSie, gdy traciła szanse na awans.

Katowice Brzęczka ewidentnie ciśnienia nie wytrzymały, ale w Wiśle Płock to ciśnienie przecież paradoksalnie dużo mniejsze. Chodzi o to, by drużynie zapewnić stabilność i uwolnić potencjał – bo z taką kadrą trudno wróżyć, by miała bronić się przed spadkiem. W szatni Wisły nie ma też piłkarza, który mógłby się w jakikolwiek sposób mierzyć z Brzęczkiem osiągnięciami w karierze i futbolową klasą. Podobno to bez znaczenia, ale…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Wisła Płock

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli