Warto stawiać na swoich, oni będą rozumieli, jakim klubem jest Legia

Autor wpisu: 31 maja 2018 11:47

Przyznam szczerze, że miałem obawy iż Legia będzie szukać nowego trenera za granicą. Że zagraniczny doradca prezesa Legii Bernhard Heusler, jako osoba związana z FC Basel i ligą szwajcarską, będzie optował za szukaniem szkoleniowca na tym rynku. Ot kogoś takiego jak wcześniej Besnik Hasi, czyli kogoś z „przetarciem” na Zachodzie, ale w naszym zasięgu finansowym. Według doniesień mediów, Heusler optował jednak za polskim szkoleniowcem. Zupełnie inną kwestią jest jaki Heusler ma tak naprawdę wpływ na Dariusza Mioduskiego… W każdym razie szukanie nowego trenera ma się odbyć bez gry w personalną ruletkę. To dobrze, że prezes Legii nie szuka już cudownego czarodzieja z atrakcyjną wizją „klubu przyszłości”. Ostatnim takim wizjonerem był Romeo Jozak i wszyscy chcieliby uniknąć takich rozczarowań.

Mnie się wydaje, że warto stawiać na swoich. Robią to właśnie w Lechu, robili nawet w Barcelonie, a Zinedine Zidane w Realu Madryt jest najlepszym przykładem, że ważniejsze niż doświadczenie trenerskie, jest rozumienie miejsca, w którym się człowiek znalazł. Jeśli w Legii jest ktoś, kto doskonale rozumie ten klub, to jest to Aleksandar Vuković. Pisałem o tym na łamach Sportowych Faktów/Wirtualnej Polski. Felieton poniżej:

Lada moment wyjaśni się kwestia nowego trenera Legii. Ma nie być niespodzianek. Albo zostaje para Dean Klafurić – Aleksandar Vuković, albo na Łazienkowską trafi Jerzy Brzęczek, o ile Legia dogada się z Wisłą Płock. Obie opcje wydają się sensowniejsze, niż wyczarowanie jakiegoś zagranicznego „królika” z kapelusza, po którym trzeba będzie sprzątać całymi miesiącami.
Brzęczek na swoje plusy i minusy, ale jedno działa na jego korzyść: jest na wznoszącej fali. A jak jest moda na jakiegoś trenera, to się rozważa jego nazwisko. Moda na Brzęczka niewątpliwie jest. Zresztą on też musiałby do sztabu włączyć Vukovicia, taki będzie warunek Legii.

Z kolei Dean Klafurić był asystentem Romeo Jozaka, od którego nauczył się jednej rzeczy: czego nie robić, jak nie traktować zawodników, jak ich nie lekceważyć. Choć wcale nie jestem pewien, czy nie nauczył się tego czasem od… Vukovicia. Zresztą nie jestem też pewien, kto w tej parze – tak realnie, w praktyce – jest asystentem, a kto pierwszym trenerem. Mnie się wydaje, że jest trochę inaczej, niż się to podaje oficjalnie.
Zresztą to nie takie ważne, bo liczy się to, co działa. Duet Klafurić – Vuković (albo odwrotnie) działa. Dariusz Mioduski od dawna szuka dla Legii długofalowego planu. Takim dla mnie jest Vuković w roli pierwszego trenera. Zna klub, jest legionistą z krwi i kości, nie raz już ratował drużynę w potrzebie. Że nie ma doświadczenia i licencji Pro? Będzie ją miał w marcu 2019 roku, ale cóż to dzisiaj za kłopot. Formalnie układ z Klafuriciem może trwać nadal, a kiedyś go po prostu zastąpi. A doświadczenie?
Futbol jest nieprzewidywalny. Potrafi najlepszych trenerów wypluć na zawodowy aut, a kompletnych nuworyszy wynieść na ołtarze, pokazując, że doświadczenie wcale nie jest najważniejsze.
Dwa „grube” przykłady: Zinedine Zidane i Pep Guardiola. Zanim dostali dwa najlepsze kluby świata, obaj nie mieli wielkiego doświadczenia. Poprowadzili zaledwie drużyny rezerw Realu i Barcelony. I co? I każdy z nich – w swoim czasie – doszedł z drużyną do światowego topu w klubowym futbolu. Ale ktoś musiał im najpierw dać szansę. Dostrzec w nich potencjał, zobaczyć ich nie tym, kim są, ale kim mają szansę się stać. „Zizou” i Pep swoje szanse wykorzystali.
Ktoś spyta a czemu Legia nie sprowadzi zagranicznego fachowca, z doświadczeniem, z papierami, z sukcesami? Otóż gwarancji, że sukcesy powtórzą się także w Warszawie nie ma żadnych. A szukając po omacku za granicą, tylko się te szanse zmniejsza. W Lechu Poznań przez trzy lata dali trenerowi z zagranicy kupę forsy i skład, jaki chciał (jak na polskie warunki oczywiście). Gdy nie chciał Marcina Robaka, to napastnika z klubu pogoniono. Wszystko dla Bjelicy. Po trzech latach klub został z niczym. Nie przybyło trofeów do gabloty, kasy ubyło, a obecny trener podsumowuje: „mamy zespół w gruzach”.
W Legii sprowadzenie Romeo Jozaka czy Besnika Hasiego też sukcesem nie było. Nawet u Henninga Berga nie widzę ani jednej jego przewagi w stosunku do Jana Urbana, którego zastąpił.
W sprowadzanie dobrego trenera z zagranicy jakoś nie wierzę. Bo to jest szukanie czarodziejskiej różdżki. To jest gra w ruletę: czerwone albo czarne. Nowy trener musi najpierw nauczyć się miejsca, w które trafił. Dobrze je poznać. To trwa, to jest proces. A w Legii nie ma czasu, tu trzeba od razu łapać byka za rogi. Tymczasem nowy trener z zagranicy zanim się zorientuje gdzie ma najbliższy sklep spożywczy, minie miesiąc. A jeszcze musi sobie odpowiedzieć na pytania: czy ściągać rodzinę, czy szukać szkoły dla dzieci, mieszkania na dłużej itd. Musi się zaadoptować w klubie, poznać ludzi, wiedzieć co jest ważne, a co nie. A to nie takie proste. Jozak był w klubie przez pół roku, a nie wiedział, że wyrzucenie Kucharczyka do rezerw to bardzo zły pomysł.
Po przygodach z Jozakiem i Hasim widać wyraźnie jak ważne jest, żeby trener złapał chemię z szatnią. Żeby mu się w niej nie gotowało, żeby nie tworzył podziałów na „starych” i „nowych”, na swoich i nie swoich.
Zgadzam się z tezą, że w dzisiejszym futbolu ważniejsze jest trenowanie głów piłkarzy niż ich organizmów. Trzeba do zawodnika przede wszystkim trafić, „podpompować go”, czasem odblokować, wydobyć z niego cały potencjał. Czasem trzeba piłkarzom wejść na ambicje, czasem postraszyć i zdrowo opieprzyć, a czasem zagrać na uczuciach. Taki Vuković to potrafi.
W Poznaniu właśnie postawili na swojego – Ivana Djurdjevicia. Też Serba, tak jak „Vuko”. Też bez wielkiego doświadczenia trenerskiego. Liczą na jego osobowość, charyzmę i oddanie dla Lecha, który potrzebuje twardego charakteru. Te same argumenty przemawiają za Vukoviciem.
Jedno jest pewne. Dwa największe polskie kluby miały mało czasu by szukać trenera. A lepsze jest wrogiem dobrego. Czasem dobre jest to co się ma pod bokiem. Djurdjević i Vuković są trenerami z zagranicy i z Polski zarazem. Mówią po polsku, dogadają się z zawodnikami z Bałkanów, a i po angielsku sobie radzą.
Były już chorwackie derby Polski Bjelicy i Jozaka, może czas na serbskie? Nawet jeśli miałoby to być wiosną 2019 roku, to warto poczekać i stawiać na swoich. Nawet jeśli będą popełniać błędy, to kibice im to wybaczą. Do własnych dzieci ma się więcej cierpliwości i więcej tolerancji.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • xymoxon

    Z całym szacunkiem, ale Vukovic to jest najgorszy z możliwych wybór dla Legii. Pomijam już brak licencji. Magiera też znał klub, był legionistą z krwi i kości i kompletnie się nie sprawdził.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli