Vuković ma jaja i nikomu kłaniał się nie będzie

Autor wpisu: 10 sierpnia 2018 10:38

Co się dzieje z tą Legią? Aleksandar Vuković ujął to po meczu z mistrzem Luksemburga zupełnie trafnie, potwierdzając, że zespół nie radzi sobie z presją: „Na boisku nie umiemy, nawet tego, co umiemy. Mamy blokadę. Nie broni nas obraz z boiska, ale jestem przekonany, że ta drużyna ma ambicję i charakter. Przecież to nie jest nowy zespół, ale drużyna, która kilka, kilkanaście tygodni temu wyglądała dużo lepiej. To kwestia czasu by zaczęła grać lepiej”.

To rzeczywiście nie jest normalne, jeśli cały zespół gra poniżej swoich możliwości. Każdy piłkarz, jeden w jednego. W niektórych przypadkach to jest nawet kilka pięter poniżej poziomu.
Że problem siedzi w głowach to pewne. Wystarczy po każdym meczu obejrzeć wywiad Michała Kucharczyka. Wygląda jakby go wyciągnęli z przesłuchania w UB: ledwo żywy, oczy przerażone, kompletnie oszołomiony. Jakby go ktoś chwilę wcześniej raził prądem. Szanuję go za to, że w ogóle staje do tych mało przyjemnych wywiadów, gdy jego lepiej opłacani koledzy spieprzają w podskokach do szatni. Za każdym razem tłumaczy się Kucharczyk z Malarzem. A do nich zarzutów mam najmniej, robią co mogą, grają tak jak potrafią i oddają serce drużynie.
Taki Kucharczyk wychował się na podwórku w Modlinie, gdzie wszyscy byli za Legią, „Kuchy” to nie Eduardo, który siedzi tu na ławce dla kasy. Michał porażki odbiera mocniej: to jego środowisko, jego znajomi, jego rodzina. Odczuwa zwykły ludzki wstyd. I presję. Rozjeżdżanie go za to, że czasem palnie głupstwo w pomeczowej rozmowie jest nie fair. Marek Jóźwiak za bardzo się nad nim pastwił w studio TVP. Nie tylko dlatego, że zapomniał wół jak cielęciem był (Markowi też mówienie i robienie głupstw się zdarzało, gdy grał w Legii), ale także dlatego, że piłkarze po prostu nie są szkoleni medialnie by mówić po meczu z sensem i to w warunkach stresu. To zaniedbanie klubu.
Wypowiedź Arka Malarza: „Zapamiętajcie moje słowa: awansujemy! Przejdziemy ten Luksemburg”, odbieram jako dramatyczną próbę uratowania wiary w drużynie. Żeby się nie poddać, nie spuścić głowy. Nie przyjąć tezy wrogów, że chyba rzeczywiście jesteśmy tak beznadziejni jak mówią. A swoją drogą to ciekawe ilu teraz psychologów pracuje z tą drużyną? Czy ktoś widzi w Legii ten problem?
Dziś nie martwi mnie, że Legia przegrała – jak ktoś to nazwał w necie – z jakimś tam „Dyliżansem F91”. Bardziej martwi mnie to, co dzieje się  np. z Sebastianem Szymańskim. On naprawdę nie jest w stanie unieść presji, ona mu przeszkadza, ona go blokuje. A ten chłopak to nadzieja polskiej piłki. Na dzisiaj zawieszono na jego wątłych barkach zbyt dużo. Trzeba mu pomóc, by nie poszedł drogą takiego np. Patryka Mikity, który błysnął i zgasł na zawsze.
Jeśli ktoś tę drużynę ma dźwignąć z dna, to może to zrobić właśnie Aco Vuković. On ten zespół świetnie zna. Każdego z tych chłopaków. Wie jak do nich trafić. Nie opowiadajcie mi, że teraz ktoś z zewnątrz, z dużym nazwiskiem, wejdzie do szatni i to towarzystwo ruszy. Albo, że na nich ryknie jak – mityczny już trochę w tym względzie – Stasiu Czerczesow i to pomoże. Nie pomoże. Piłkarzy nie trzeba już straszyć. Oni są już przerażeni.
Legia zasługuje na krytykę. Nawet ciężką, nie ma co do tego wątpliwości. Ale skakanie po trupie mnie nie cieszy. Choć dziś w mediach gwiazdami są szamani kłamstwa, którzy czerpią satysfakcję z problemów wszystkich dookoła. Wyszydzić, obrazić, wyśmiać. Dla nich zawsze im gorzej tym lepiej. Byle były igrzyska, byle kogoś niszczyć, ku uciesze tępawej gawiedzi i gimbazy. Warto by najpierw spojrzeli w lustro.
Vuković chce chronić drużynę przed zalewem tego chamstwa, przed obrażaniem (bo do tego nikt nie ma prawa), przed personalnymi atakami.
Legia jest od półtora roku metodycznie niszczona. Nie chodzi o samą krytykę, bo na tę zawsze jest miejsce. Chodzi o ataki – często bardzo dosadne – które mają podważyć zaufanie do klubu, prezesa, trenerów, piłkarzy. Mają wprowadzić zamęt i szkodzić. I szkodzą.
Dariusz Mioduski nie ma dziś dobrej prasy, mimo że stara się ją głaskać, zaprasza na VIP trybunę, próbuje z dziennikarzami żyć dobrze. Ale płaci rachunek za brak rozeznania w środowiska. Nadal nie wie who is who. A raczej who is chu… Mioduski popełnił wiele błędów personalnych, ale też tytuły mistrzowskie i Puchary Polski zdobył. Warto o tym pamiętać.
Prezes klubu ma na sumieniu pomysły z Jozakiem, Klafuriciem, ale popełniłby grzech ciężki, gdyby zatrudnił zamiast Vukovicia byle kogo. Na szybko. Narobiłby kolejnych kosztów, nie zyskałby nic czego nie jest mu w stanie – na teraz – dać Vuković. On wie kiedy pogłaskać, a a kiedy opieprzyć. Ma jaja.
Po meczu wcale nie wyglądał jak zbity pies. Wyglądał jak ktoś, kto ma robotę do zrobienia. On nie będzie się kłaniał Grupie Trzymającej Władze w mediach, ma zbyt sztywny kręgosłup. Samo fakt, że rzucił wyzwanie temu „gangowi” potwierdza, że się nie boi. Mało, kto w polskim środowisku miał jaja, żeby to zrobić.
Jeśli komuś zaufać, że wyciągnie Legię z kryzysu, to właśnie jemu.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli