VARszawskie zwycięstwo, ale rozmowa o sędziowaniu potrzebna od zaraz

Autor wpisu: 4 marca 2018 21:22

Trener Lecha Nenad Bjelica może wyjeżdżać z Warszawy z poczuciem, że ktoś mu świsnął portfel. Jego zespół był od Legii lepszy, ale wraca do domu bez punktów. Znów cały mecz przyćmiła decyzja sędziów – bo nie samego Szymona Marciniaka – o przyznaniu rzutu karnego Legii. Zagranie piłki ręką przez Kostewycza było, ale gwizdać za to jedenastkę to na pewno nie było z duchem gry. A czy zgodnie z przepisami? Przepisy ostatnio się nie liczą. Liczą się interpretacje lub zalecenia.

– Taki karny to jest wstyd, to jest śmiech na sali. Przecież to był mecz o wszystko. Szkoda polskiej piłki – mówił w studio Canal Plus poruszony trener Lecha. Ale sam wyglądał na człowieka, który wie, że jego słowa niczego nie zmienią…
PZPN wprowadzając VAR chciał dobrze, ale nikt w związku nie przewidział, że po każdej kolejce więcej się będzie mówić o decyzjach arbitrów niż o akcjach i golach piłkarzy. Te właśnie dyskusje są najgorętsze, one rozpalają kibiców do czerwoności. Po meczu na Łazienkowskiej już wiadomo, że Szymon Marciniak honorowym mieszkańcem Poznania raczej nie zostanie.
Pan Sławek Stempniewski w Canal Plus obronił decyzję arbitra, ale problem leży gdzie indziej. Przez durne interpretacje i zalecenia dla sędziów, nikt do końca nie wie jakie są przepisy. Prosty przykład: siedzi w studio C+ czterech facetów, którzy zawodowo od wielu lat zajmują się piłką (oprócz prowadzących Krzysztofa Marciniaka i Rafała Dębińskiego także Marek Jóźwiak i Paweł Wojtala) i oni są przekonani, że karnego być nie powinno. To jak sobie mają radzić zwykli kibice? Nie może być tak, że najprostszej gry na świecie nikt nie rozumie. Jak nam kiedyś ukradną pana Sławka trudno będzie zrozumieć mecz. To jest dopiero doprowadzenie futbolu do absurdu.
PZPN ma w organizacji sędziowskiej spory bałagan. A to, że Zbigniew Boniek twierdzi, że wszystko jest w porządku, ten bałagan jedynie konserwuje.
Szymon Marciniak jest najlepszym polskim arbitrem. Współczuje mu, że musiał – po ostatnich „jazdach” z VAR-em i medialnej krytyce szefa sędziów Zbigniewa Przesmyckiego – wziąć na barki dodatkową presję. Zadziwiające, że w ogóle nie podszedł do monitora, żeby kluczową akcję z ręką Kostewycza samemu obejrzeć. Tak jakby odpowiedzialnością za decyzję o karnym chciał się medialnie podzielić z kolegami z wozu.
VAR jest potrzebny, ale ten system ciągle jest niedoskonały. O jego wadach trzeba rozmawiać, ale prezes PZPN akurat w tej kwestii ucina dyskusję. To błąd. Ludzie muszą rozumieć piłkę. Ona nie jest dla pana Sławka i pana Przesmyckiego z PZPN.

Teraz o samym meczu.
Oba zespoły były już przed spotkaniem na musiku, a w takich sytuacjach górę nad futbolem często bierze po prostu walka. Ale tym razem zamiast wojny, zobaczyliśmy sporo dobrego futbolu, co jest sytuacją wyjątkową jak na Ekstraklasę.
Legia miała ustawiony mecz, ale co najmniej dwa razy w nim stanęła. Pierwszy zaraz po zdobyciu bramki, kiedy w piłkę grał głównie Lech i drugi raz po przerwie. Drużyna z Poznania zdominowała Legię w drugiej połowie bardzo mocno, czego efektem był wyrównujący gol Christiana Gytkjaera, a to i tak był najniższy wymiar kary. Duńczykowi piłkę na tacy wyłożył Mihai Radut, który jedną akcją z Łazienkowskiej może zmienić opinię, że jest piłkarzem co najwyżej przeciętnym. Bjelica chwalił go często i wydawało się, że robi to na wyrost, ale w Warszawie potwierdził swoje duże możliwości. Ta sama akcja natomiast nie zmieni opinii o aktualnej formie Artura Jędrzejczyka. Co z nim ten Rumun zrobił… Spuśćmy na to zasłonę miłosierdzia…
Najlepszym piłkarzem Lecha był Radek Majewski. Bardzo aktywny, dużo biegał, dogrywał, strzelał. Dziwne, że Bjelica nie znajdował dla niego miejsca w składzie już także w tej rundzie. Pod nieobecność Jeviticia, to w Lechu najbardziej kreatywny piłkarz.
Bohaterem Legii na pewno jest Arkadiusz Malarz. Sposób w jaki obronił uderzenie głową Nikoli Vujadinovicia był na wagę trzech punktów. Malarz w tej akcji to klasa światowa.
William Remy po raz pierwszy zagrał w Ekstraklasie jako defensywny pomocnik. Jakiś tam wpływ na tę decyzję Romeo Jozaka miał fakt, że Chorwat nie mógł skorzystać z Domagoja Antolicia i Chrisa Philippsa, ale na pewno także dobre występy Francuza w drugiej linii w zimowych sparingach. Remy już w drugiej minucie spotkania z Lechem rzucił genialnie piłkę do szybkiego Marko Vesovicia. Potężny Francuz pokazał, że potrafi wykorzystać nie tylko swoją siłę, ale także technikę piłkarską. Były co prawda takie momenty w meczu, że przesadzał z dryblingami w środku boiska, ale widać po tym chłopaku, że on ma ambicje grać w piłkę, a nie tylko podawać do najbliższego. Zresztą w drugiej połowie Remy też rzucił taką piłkę na kilkadziesiąt metrów. Dokładnie, do nogi – czyli potrafi.
Vesović, któremu we wtorkowym meczu z Jagiellonią zbyt zagrzała się głowa i mecz skończył z czerwoną kartką, tym razem pokazał zimną krew, i w 2. minucie strzelił obok Jasmina Buricia ze spokojem prawdziwego zawodowca.
Po porażce z Jagiellonią Jozak uznał, że nadszedł czas na Miroslava Radovicia. Że jakość kapitana Legii będzie tym razem potrzebna drużynie od początku meczu. I to była dobra decyzja. Serb jeszcze nie jest w optymalnej dyspozycji, ale to jego zagrania napędzały drużynę w pierwszej połowie. Po przerwie zgasł, ale widać jak kluczowy to będzie zawodnik Legii w tym sezonie.
Jarosław Niezgoda szybko się przekonał na własnej skórze, że pochwały pochwałami, ale w takim klubie jak Legia wystarczy, że w dwóch meczach nie strzelisz gola, raz zagrasz piach i lądujesz na ławce rezerwowych.
Eduardo, który wyszedł w podstawowym składzie, wielkiego meczu nie zagrał, ale wiemy już o nim tyle, że gra mądrze. Nie traci głupio piłek, nie jest jedynie egzekutorem bierze udział w konstruowaniu akcji. Chyba jeszcze nie pokazał wszystkiego co potrafi.
Bohaterem meczu – a nie memów, jak to często bywało – został w pewnym sensie także Michał Kucharczyk. Jak powiedział po meczu: – Sam odkopałem się z szafy…
Gdy podszedł do rzutu karnego kibicom Legii serca zabiły szybciej. Ale „Kuchy” to dźwignął. Brawa za to.
Legia wygrała, choć zupełnie sprawiedliwy byłby remis. Romeo Jozak na starcie rozgrywek mówił, że jego drużyna optymalną dyspozycję złapie za miesiąc. No to za chwilę będzie już ten moment, czas weryfikacji. Po meczach z Jagiellonią i Lechem trzeba powiedzieć szczerze, że z obecną dyspozycją zespół z Łazienkowskiej do mistrzostwa nie dojedzie.
Zaraz zobaczymy, czy w tym „bolidzie” rzeczywiście są jeszcze jakieś rezerwy.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Legia Warszawa

  • zgubek

    Bjelica to impulsywny człowiek.VAR robi mu ciągle krzywdę(no chociaż ze Śląskiem to dał mu 3 punkty).Panowie z Canal+ tzw. eksperci od piłki, karnego też nie widzieli.Ja prosty kibic,choć mam słaby wzrok widziałem rękę.A czy było to z duchem gry? W duchy nie wierzę.Ale boję się, że jeśli ta wygrana Legii będzie miała punktowo decydujące znaczenie z zdobyciu mistrza, to będzie Legia miała przerąbane w całej Polsce.Ten mecz był przeciętny.Lech zagrał wyjątkowo dobrze,Legia daleka od formy, która pozwoliłaby jej realnie myśleć o mistrzostwie. Ale do póki piłka w grze, wszystko jest możliwe.Jutro Jagiellonia gra z Wisła, za tydzień w Poznaniu z Lechem.To będą ważne mecze,jeśli je wygra może walczyć o tytuł.Co do Legii, to coś musi zrobić z bocznymi obrońcami.Zarówno Jędrzejczyk jak i Hlousek w tej chwili to grają straszną kaszanę. Legia zagrała ciut lepiej niż we wtorek.Za tydzień grają w Gdańsku,a tam nowa miotła Stokowiec. Jeśli wygrają to będzie ciekawa końcówka ligi.A Pan Sławek myślę,że zna się na sędziowani w przeciwieństwie do gadających ekspertów z Canal+.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli