Urwać łeb Jose Kante’mu i zostać uniewinnionym

Autor wpisu: 2 grudnia 2016 23:11

Legia zaliczyła wpadkę tylko remisując z Wisłą Płock 2:2 na Łazienkowskiej. A musi się cieszyć, że nie przegrała, bo w ostatniej akcji meczu, po szybkiej kontrze, Jose Kante zachował się samolubnie i idiotycznie. Zamiast podać lepiej ustawionemu Dominikowi Furmanowi strzelał na bramkę. A że strzelał niecelnie, jego kolega z drużyny Kamil Sylwestrzak chciał mu po meczu łeb urwać. I gdyby to zrobił, to nie wiem czy by nie został uniewinniony.

Przed meczem z Wisłą Płock pytania były dwa. Po pierwsze jak zagra Legia bez wykartkowanych Miro Radovicia, bez Guilherme. No i bez kontuzjowanego Adama Hlouska.
Po drugie jak będzie wyglądać Legia na kilka dni przed meczem grudnia, czyli środowym spotkaniem ze Sportingiem Lizbona na Łazienkowskiej. To będzie mecz o awans do wiosennej tury rozgrywek w Lidze Europejskiej. Wtedy będą potrzebne wszystkie ręce (i nogi) na pokład.
Dlatego w piątkowy wieczór, w meczu z Wisłą Płock, szansę dostali ci legioniści, którzy walczą o miejsce w pierwszej jedenastce. I większość z nich tę szansę wykorzystała, mimo że Legia nie wygrała tego meczu. Nikolić (obecnie tylko zmiennik Prijovicia) i Kasper Hämäläinen strzelili po golu. Łukasz Broź kapitalnie asystował. A Tomasz Jodłowiec? Tutaj już jest więcej wątpliwości. Ale o tym za chwilę.
Bo ważniejsze jest, że Legia grała falami. Grała i stawała. – Na własne życzenie nie wygraliśmy tego meczu – podsumował Jacek Magiera, zły na swoich piłkarzy, że wypuścili prowadzenie 2:0. A Legia nie ma już w lidze marginesu na takie błędy. Ten wyczerpała jeszcze Legia Besnika Hasiego.
Jak sobie radziła Legia w ofensywie bez takich motorów napędowych jak „Gui” i Radović? Całkiem przyzwoicie. Bo jeśli w Legii nie gra „bratko” to ciężar rozegrania musi brać na siebie najlepszy piłkarz listopada – Vadis Odjidja-Ofoe. Belg pokazał, że w parze z Radoviciem potrafią rozmontować każdą defensywę w Ekstraklasie, a nawet postraszyć Real Madryt.
Z Wisłą Vadis grał bez serbskiego kumpla, ale i tak był na boisku Panem Piłkarzem. Kapitalnie rozrzucał piłki, napędzał akcje, miał ten swój niesamowity ciąg na bramkę. Gorzej, że partnerzy potrafili zepsuć cały jego wysiłek. Jak choćby Aleksandar Prijović, gdy Belg przebiegł z piłką pół boiska i wyłożył ją wysokiemu napastnikowi Legii, ale ten zagubił się w mnogości pomysłów na rozwiązanie tej akcji. A od Prijovicia – wiemy to choćby po meczu Legii we Wrocławiu – można i trzeba wymagać więcej. Przecież na stałe posadził na ławie króla strzelców Ekstraklasy, choć akurat w piątek było odwrotnie.
A Nemanja Nikolić? Od roku jest z Legii sprzedawany. Poprzedniej zimy chcieli go Chińczycy, latem Niemcy, teraz podobno Amerykanie z Chicago Fire z MLS-u. A on sam wygląda na takiego, który ciągle czeka na coś lepszego i nie wie co robić dalej. To rozchwianie raczej mu nie pomaga.
Nikolić w piątek potwierdził to, co o nim wiadomo. Stwórz mu pół sytuacji, a on już bramkę strzeli. To znaczy taki był ten stary Nikolić, ten z poprzedniego sezonu, gdy został królem strzelców.
Ale ojcem chrzestnym tego gola był Łukasz Broź. I to był momentami taki Broź, jaki rok temu o tej porze roku grał w kadrze Nawałki i marzył o wyjeździe na Euro 2016. Ale – jak to powtarza Jacek Magiera – człowiek robi plany, a pan Bóg się uśmiecha.
Do Legii przyszedł Stanisław Czerczesow, a po nim Artur Jędrzejczyk, który u rosyjskiego trenera miał etat na grę. Dwaj pozostali prawi obrońcy Legii – Bartosz Bereszyński i właśnie Broź, poszli na dno jak niemieckie U-Booty. Odbudowują się dopiero teraz. Pierwszy z kolan podniósł się „Bereś”, którego gra na Cristiano Ronaldo podpompowała tak bardzo, że aż trafił do reprezentacji i zagrał w niej dobry mecz. Broź dopiero staje na nogi i to dla Magiery ważna informacja, szczególnie wobec przeciągających się kłopotów zdrowotnych Adama Hlouska.
Przy golu Nikolicia Broź pokazał to co ma najlepszego: spokój, dobry przegląd pola i skuteczne wejście w drybling. I dał Nemanji takie „ciastko”, że serbski Węgier nie mógł tego nie strzelić. A dokładnie podanie Brozia było z lewej nogi. Musi więc przed Sportingiem trener Magiera myśleć czy dać szansę gry byłemu kapitanowi Widzewa, czy szukać innych rozwiązań, których – jak sam powiedział – ma kilka. Łącznie z przesunięciem na bok defensywy Michała Kucharczyka.
Mecz z Wisłą Płock miał też potwierdzić, że do wysokiej formy wraca Tomasz Jodłowiec. Ten piłkarz w dobrej dyspozycji jest dla Legii bezcenny. Po Euro obniżył loty na tyle, że trudno wrócić mu do podstawowego składu, gdy Magiera wystawia wyjściową „jedenastkę”. Także dlatego, że w Legii w środku pola zrobiło się ciasno. Niespodziewanie „odpalił” Michał Kopczyński, a Thibault Moulin daje takie „pasy” do kolegów z przodu, że Magiera nie ma wyjścia i musi na niego stawiać. Tym bardziej że Francuz gra szybko, na jeden, dwa kontakty, a Jodłowiec holuje piłkę, lubi ją mieć przy nodze. Oczywiście, także w meczu ze Sportingiem może być taka faza gry, że bardziej będzie liczyła się fizyczność „Jodły”, niż dobre podanie Moulina.
Wisła Płock trenera Marcina Kaczmarka to nie jest zła drużyna. Ale złapała ostatnio dołek. Trener i piłkarze musieli się tłumaczyć kibicom na klubowym spotkaniu, gdzie poziom emocji był wysoki, a sposób zadawania pytań daleki od Wersalu. Piłkarze z Płocka zaczęli mecz na Łazienkowskiej przestraszeni, bojaźliwie jakby w głowie mieli to ostatnie, mało sympatyczne spotkanie z kibicami i myśl, że Legia lubi ostatnio wrzucić rywalowi ze cztery gole. Ten lęk kosztował Wisłę utratę bramki, bo zamiast grać w piłkę – a pokazała później, że to potrafi – dała się zamknąć w polu karnym i stosowała rozpaczliwą obronę Częstochowy. To się musiało skończyć golem i tak się skończyło.
Kilka dni temu, Dominik Furman musiał się tłumaczyć na wspomnianym wyżej spotkaniu z kibicami ze swojej warszawskości. W piątek na Łazienkowskiej pokazał, że choć Legię ma w sercu, to może jej strzelić gola i dać asystę przy drugim. Z klasą nie demonstrował radości przy obu bramkach, ale chyba na stałe uciszył kilku zakompleksionych mądrali z Płocka.
Dla niego największą satysfakcją było to, że legijne trybuny zaśpiewały po meczu na całe gardło: „Dominik Furman! Dominik Furman!”. Mimo, że zabrał punkty gospodarzom.
To miłe, że legionisty z krwi i kości, przy Łazienkowskiej się nie zapomina.
A jak ocenić postawę Legii? Krótkim słowem: frajerstwo!

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Wisła Płock

  • ursynów

    Przykre gdy widzi się jak były legionista strzela tej drużynie gola. Ale jeszcze gorsze jest to ,że strzela go w taki sposób.Gol piękny, ale gdzie obrona Legii? To był dziwny mecz,Legia mogła go wygrać wysoko, ale i przegrać w ostatnich sekundach meczu.Ten mecz pokazał, że nie zawsze cuda i magia trenera, dają wygraną. Pisałem niedawno,że Wisła Płock to nie Borussia, fakt,strzeliła Legii na Łazienkowskiej tylko 2 bramki.Prawdą jest ,że Wisła to jedna ze słabszych drużyn Ekstraklasy,więc wstyd tracić z nią punkty.Tych punktów może w końcowym rozrachunku zabraknąć.
    Ale jak mawiał Ferdynand Kiepski,to się nawet fizjologom nie śniło, wyście jest tylko jedno – Alleluja i do przodu.

  • młociny

    Jedna ze słabszych drużyn Ekstraklasy? Fakt, długi okres bez wygranych boli. Ale jak sami komentatorzy zauważyli w tym meczu nie ma prawie żadnego spotkania przegranego więcej niż 1 bramką. Trochę lepsza skuteczność Kante i Merebashvili którzy marnują setki i ta drużyna byłaby w pierwszej 8 na 100%. Dobre mecze z Lechią, Piastem, Jagiellonią i nie oszukujmy się ale z Legią tak samo.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli