Trzy setki i kołyska Prijovicia. Legia puszcza Lecha z torbami

Autor wpisu: 15 kwietnia 2016 23:30

Choć za nic nie potrafiła złamać Lecha w środku pola, już na przerwę Legia powinna schodzić z wynikiem 3:0. Tyle że aż trzy setki zmarnował Aleksandar Prijović. Wszystkie winy odkupił jednak w drugiej połowie kapitalnym strzałem zza linii pola karnego. Legia wydarła zwycięstwo (1:0) i pewnym krokiem zmierza po tytuł.

Czy na to zwycięstwo zasłużyła? A jakie ma to teraz znaczenie? Tak samo, jak nie ma już znaczenia to, że znakomicie do tego meczu swój zespół przygotował trener Jan Urban. Lech – szczególnie w drugiej linii – był nie do złamania. I gdyby nie brzemienna w skutki strata Tetteha, trzeba byłoby powiedzieć, że lepiej się nie dało.
Tyle że Legia to dziś w naszej lidze jakość absolutnie najwyższa. Nawet jak nie była w stanie skruszyć tego poznańskiego muru, poprzestawiać i trochę namieszać w drugiej linii, to i tak miała już w pierwszej połowie trzy setki. I wszystkie trzy haniebnie zmarnował Prijović.

Legia - Lech

Kołyska dla Prijovicia

Najpierw w 14. minucie (tu akurat był na minimalnym spalonym) świetnie wybronił Burić, siedem minut później Arajuuri zagrał tak, że szkoda słów i wystawił Prijoviciowi piłkę sam na sam, tyle że legionista nie trafił w bramkę, a w 43. minucie, po podaniu Nikolicia, Prijović znów był sam na sam i znów nie trafił w bramkę.
Może to efekt tego, że tak bardzo chciał po golu zrobić kołyskę dla niedawno urodzonej córeczki? Tatuś się spiął i nie wychodziło…
No, ale – jak to mówią – do czterech razy sztuka. Bo dopiero czwarta okazja, zdecydowanie najtrudniejsza ze wszystkich, przyniosła bramkę. I po niej była, rzecz jasna, kołyska.
– Prijović myślał, że go zmienię, dlatego strzelił. Gdyby wiedział, że mam zmienić Pazdana, to by pewnie nie strzelił – śmiał się na pomeczowej konferencji Stanisław Czerczesow.
Ale żeby plusy nie przesłoniły minusów, trudno nie zauważyć, że w grze Legii trochę za dużo zgrzytało. Znów brakowało w jej grze Guilherme, który rozruszałby to całe towarzystwo. Tyle że takiego Guilherme będącego w najwyższej formie, bo teraz to rzeczywiście Brazylijczyk nadaje się co najwyżej na ławkę. Co potwierdził, wchodząc na boisko po godzinie gry – jedyne, co dało się z jego zagrań zapamiętać, to brzydki faul w środkowej strefie (wjazd w rywala tzw. sankami). No, chyba nie od tego jest on w Legii…
Nie radził też sobie Duda, zmieniony już po pięciu minutach drugiej połowy. Żadnych wygranych pojedynków, żadnego podania, które oszukałoby gości. To był taki Duda z poprzedniej rundy, na którym wieszaliśmy psy i którego za nic nie chcieliśmy oglądać.
Ale przede wszystkim brakowało Jodłowca, który ze wszystkich pomocników Legii jest w tym roku zdecydowanie w najwyższej formie. Jodłowiec sprawny i zdrowy nie pozwoliłby lechitom tak panoszyć się w drugiej linii. I choć Czerczesow dzień przed meczem tłumaczył, że Legia nie ma problemu z urazem Jodłowca, bo ma go kim zastąpić, to trzeba jasno powiedzieć, że trener mydli oczy. Legia bez Jodłowca ma problem. Ani Ariel Borysiuk, ani Michał Pazdan – tym razem przesunięty z obrony do drugiej linii – nie gwarantują takiej jakości jak Jodłowiec.

Legia - Lech

Wygięta noga Michała Pazdana – tu w starciu z Tomaszem Kędziorą.

Ten drugi to dobry obrońca, jeden z najlepszych w ekstraklasie, ale linię wyżej radzi sobie słabo. Szczególnie przy wyprowadzaniu akcji. Choć, paradoksalnie, zwycięski gol to przede wszystkim zasługa Pazdana, który kapitalnie odebrał piłkę w środkowym kole Tettehowi, z czego poszła kontra, która zapewniła Legii trzy punkty.
Niestety, akcję bramkową Pazdan okupił urazem stawu kolanowego i po kilku minutach zszedł z boiska.
– Michała zabolało kolano, więc nie chcieliśmy ryzykować. Stąd jego zmiana – przyznał po meczu Czerczesow.
– Michał powiedział, że to może być coś poważniejszego, że kolano mu ucieka – próbował dopytać trenera Legii jeden z dziennikarzy.
– I ty mu wierzysz? – odparł Czerczesow.
Tak czy inaczej, jak poważny to uraz, pewnie dowiemy się dopiero po szczegółowych badaniach.

Legia - Lech

Tetteh popełnił w tym meczu zasadniczy błąd, ale legioniści mieli z nim wiele kłopotów.

A lechowy winowajca porażki, gapa Tetteh, coś nie ma do Legii szczęścia. W poznańskim meczu w rundzie zasadniczej tak kipiał emocjami, że w głupi sposób sprokurował rzut karny zamieniony na gola przez Nikolicia, co w zasadzie rozstrzygnęło tamto spotkanie. Tym razem do momentu przegranej przebitki z Pazdanem i straty piłki był naprawdę bezbłędny. No ale pamiętać będziemy mu tylko tę jedną akcję – reszta szybko pójdzie w niepamięć.
– Przytrafił nam się jeden błąd, jeden prezent – nie mógł odżałować Urban.
Najlepiej z lechitów zaprezentował się Nicki Bille Nielsen. Duńczyk nadspodziewanie dobrze zagrał na Legii, czego się po nim nie spodziewaliśmy, bo generalnie jak na razie w polskiej lidze częściej zawodzi niż dobrze gra. Tak czy inaczej orgii znów się jednak nie doczekał (niedawno mówił, że gol strzelony Legii będzie właśnie jak orgia). Choć jeden raz zabrakło niewiele (słupek).

Legia - Lech

Nielsena często trzeba było faulować, by go zatrzymać.

Mordowali się z nim niemiłosiernie i Rzeźniczak, i Lewczuk. Ten drugi zagrał po raz pierwszy od ataku alergii, jaki złapał go na zgrupowaniu kadry przed meczem z Finlandią, o czym pisaliśmy TUTAJ. I ślad tej kilkunastodniowej pauzy widać. Kilka razy Lewczuk dał się oszukać (jak nie on), kilka razy spóźniony interweniował faulem, a raz mu się upiekło, kiedy tuż przed linią pola karnego wyciął szarżującego Linetty’ego. Powinna być kartka i rzut wolny dla Lecha, ale sędzia tym razem przysnął. Niestety, nie pierwszy i nie ostatni raz w tym meczu.
Trudno jednak byłoby stwierdzić, że miał wpływ na wynik. Legia o tę jedną bramkę była po prostu lepsza. Choć są i tacy, którzy uważają, że zasłużyła na więcej…

Przed meczem z honorami przywitano legendę Legii Lucjana Brychczego, który doczekał się tablicy pamiątkowej na stadionie i został patronem trybuny południowej.

MK_legia-lech-002

Z kolei po spotkaniu honory panu Lucjanowi czynił trener Czerczesow, który na konferencji pokazał „eLkę” i przyznał, że tym razem to nie Legia ale Lucjan Brychczy.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli