Tomasz Rząsa o Legii: W Amsterdamie będzie miała bardzo ciężko

Autor wpisu: 22 lutego 2017 23:15

Przed pierwszym meczem z Ajaksem dawałem Legii większe szanse. Ale po 0:0 u siebie, teraz w Amsterdamie Legia będzie miała bardzo ciężko. Ajax w domu jest jeszcze mocniejszy, jeszcze szybszy, jeszcze bardziej zdecydowany – mówi nam Tomasz Rząsa.

Tomasz Rząsa na holenderskim futbolu „zjadł zęby”. Grał tam ładnych kilka lat z Feyenoordem Rotterdam zdobywając m.in. Puchar UEFA. Z Feyenoordem, a także ze szwajcarskim Grasshopper i serbskim Partizanem Belgrad wystąpił w blisko 30 meczach Ligi Mistrzów.
Z Tomkiem rozmawialiśmy już przed pierwszym meczem Legii z Ajaksem, gdy dokładnie wskazał miejsca, gdzie Legia może ten Ajax napocząć (rozmowa sprzed pierwszego meczu TUTAJ) – i faktycznie Legia była dla Ajaksu najgroźniejsza w tych momentach, gdy potrafiła amsterdamczyków zaskoczyć przy przechwycie piłki. Tyle że tego nie wykorzystała. Teraz trzeba zagrać na Amsterdam ArenA. – To będzie mecz na dobrej murawie. Niby służy to obu drużynom, ale pamiętajmy, że Ajax jest zespołem bardzo szybkim, o dużej wymienności pozycji, o świetnej cyrkulacji piłki. Na skrzydłach gra nieustannie jeden na jeden, błyskawicznie przenosi akcję. Taka murawa, jak mają w Amsterdamie, tylko wzmacnia te walory, więc Legia może się spodziewać wyżej postawionej poprzeczki niż w Warszawie i musi być na to przygotowana – mówi Tomasz Rząsa o Legii przed czwartkowym meczem (godz. 19.00).

Wracając do pierwszego spotkania, były rywal Ajaksu w holenderskiej „świętej wojnie” żałuje, że Legia nie potrafiła u siebie wykorzystać walorów, które była w stanie pokazać po początkowej fazie spotkania: – Po 20 minutach Legia się otrząsnęła, piłkarze zaczęli grać bliżej rywali, więcej biegać, złapali kontakt z przeciwnikiem i bardzo dobrze, bo „fizyczność” to właśnie ten element, w którym Legia Ajaksowi nie ustępuje. Dzięki niemu można zniwelować przewagę piłkarską Ajaksu.
Problemem Legii okazało się jednak w ofensywie ustawienie Tomaša Necida, który czekał na piłki od partnerów, sam dając mało ruchu i ustawiając się plecami do bramki. – Obrońcy Ajaksu nie bali się podejmować ryzyka zostawiania gry jeden na jeden. Wychodzili bardzo wysoko, nawet gdzieś na 30-40 metrów od bramki Legii – zauważa Rząsa. – Dopiero Guilherme, a przede wszystkim Kucharczyk stworzyli możliwość gry na piłki wrzucane za obrońców i ci przez chwilę mieli problem. Ale szybko zrobili korektę ustawienia. Cofnęli się o prostu, dając sobie kilka metrów więcej zapasu.

Oczywiście, mimo wszystko dobrze, że Legia gola nie straciła. Dzięki temu jest w o tyle bardziej korzystnej sytuacji, że każdy bramkowy remis daje jej awans, a bezbramkowy utrzymuje w grze. Minusem jest to, że ma za sobą kiepski występ z Ruchem Chorzów, w którym dużo było niedokładności, a piłka nie słuchała legionistów. Tak nieudany mecz nie dodaje pewności drużynie, to bez dwóch zdań.
Piłkarzom Legii dostało się po tym meczu także za to, że komentując swój występ zwracali uwagę na zmęczenie meczem z Ajaksem (i nam zdarzyło się ich za to skrytykować – TUTAJ). Jednak Tomasz Rząsa z jego olbrzymim doświadczeniem boiskowym gry na najwyższym poziomie patrzy na to zupełnie inaczej i tłumaczy: – Nie ma się co dziwić takim tłumaczeniom. Taka po prostu jest prawda. Kibice, obserwatorzy wychodzą z założenia, że kluczowi piłkarze w takim klubie jak Legia powinni być przygotowani do gry co trzy dni na maksimum możliwości. A do nie do końca tak wygląda. Nie chodzi o to, że brakuje sił. Tylko o to, że w meczu takim jak ten z Ajaksem wchodzi się na najwyższy poziom wysiłku – i fizycznego, i, co nie mniej ważne, mentalnego, i koncentracji. Po meczu to spada, odchodzi z ciebie. I bardzo ciężko jest w trzy dni odbudować to napięcie meczowe ponownie na maksymalnym, podkreślam – maksymalnym poziomie.  To potrafią tylko absolutnie topowe drużyny, przyzwyczajone do regularnej gry w najważniejszych meczach. A i to nie zawsze.
Faktycznie – na potwierdzenie tak postawionego problemu można przytoczyć przykład nie tylko Legii, ale i PSG – które po kosmicznym meczu z Barceloną wróciwszy do ligi zremisowało 0:0 z przeciętniakiem Tuluzą, albo Bayernu – po zdemolowaniu Arsenalu remis z Herthą po absolutnie bezbarwnym występie i szczęśliwym golu Lewandowskiego w ostatniej sekundzie doliczonego czasu gry (TUTAJ).

A więc – to nie przypadłość tylko legionistów. – Oczywiście – podkreśla Rząsa. – Grałem mnóstwo meczów w takim układzie. Z Feyenoordem czy z Partizanem. Z Partizanem to nawet lepszy, czy bardziej bolesny przykład, bo my grając w Lidze Mistrzów byliśmy o klasę lepsi od rywali z ligi, a straciliśmy tytuł. I nie było mowy o lekceważeniu przeciwników. Organizm po tak maksymalnym sprężeniu i koncentracji po prostu nie jest w stanie znów wejść na takie samo obciążenie za trzy dni.
Przy okazji mała wspominka. Partizan z Rząsą w składzie grał w niebywale mocniej grupie Ligi Mistrzów z Realem (Zidane, Beckham, Luis Figo, Raul, Ronaldo), Marsylią (Drogba) i mistrzowskim Porto Jose Mourinho! I w Belgradzie nie przegrał żadnego spotkania – we wszystkich przy udziale reprezentanta Polski.

Wracając do Legii. Dla byłego piłkarza Feyenoordu jedno jest oczywiste: – Legia nie może dać sobie strzelić gola w początkowej fazie meczu! To spowoduje, że będzie musiała pójść do przodu, a z kolei to otworzy przestrzenie dla tych niesamowicie szybkich piłkarzy ofensywnych Ajaksu. Nie chodzi o murowanie bramki, ale konsekwentna, a przede wszystkim uważana gra defensywna może być kluczem w tym meczu.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli