Teraz Runjaić, czyli ekstraklasa coraz bardziej kocha zagranicznych trenerów. A co, w Polsce dobrych już nie ma?

Autor wpisu: 8 listopada 2017 12:44

Ekstraklasa znów zaczyna kochać zagranicznych trenerów. I wygląda na to, że kochać ich tak szybko nie przestanie, a co za tym idzie, moda na zatrudnianie ich tak szybko nie przeminie. Z prostej przyczyny – ci, którzy obecnie prowadzą kluby w naszej lidze, radzą sobie nadspodziewanie dobrze. Teraz do tego grona dołącza Kosta Runjaić. Przejmuje Pogoń, która jest w katastrofalnej sytuacji, ale jeśli ją podźwignie – czego oczywiście wykluczyć nie można – tylko utwierdzi wszystkich w przekonaniu, że to był kolejny zagraniczny strzał w dziesiątkę. No i że warto szukać tam, a nie tu.

Czy to dobrze, czy źle? Każdy kibic ma swoje zdanie na ten temat, a każdy prezes swoją wizję. Polscy trenerzy z reguły wściekają się na ten trend, bo wcale nie czują się od zagraniczniaków gorsi, tyle że rzadko który głośno o tym mówi. Cóż, to przecież dla nich wyjątkowo groźna konkurencja, która zabiera im miejsca pracy. A tych w piłce na szczeblu centralnym nie ma przecież tak dużo. Raptem 16 w ekstraklasie, 18 w pierwszej lidze, 18 w drugiej, plus kilka w reprezentacjach różnych kategorii wiekowych. To wszystko. A chętnych w cholerę. I to coraz młodszych i „napalonych” na tę robotę.

Ci, którzy jeszcze niedawno marudzili, że trenerska karuzela w ekstraklasie kręci się wciąż wokół tych samych nazwisk, dostali w tym sezonie prawdziwy powiew świeżości z zagranicy. Runjaić jest już szóstym obcokrajowcem, który w tej rundzie pracować będzie w ekstraklasie w roli pierwszego szkoleniowca. Tak dużo zagraniczniaków na raz dawno już w naszej lidze nie było. Co więcej, trudno się nie domyślić, że przykład tych pięciu, którzy już tu są, podziałał na wyobraźnię ludzi ze Szczecina. Mówiło się o Magierze, młodym Kaczmarku, można było spróbować „odgrzebać” Jacka Zielińskiego, ale skoro poległ na całej linii Skorża, skoro ogromne problemy w nowym klubie ma Probierz – a to przecież śmietanka polskich szkoleniowców, prawdziwy top górnej półki – no to ratunkiem może być już tylko ktoś obcy. Ktoś spoza tego towarzystwa. Tak zapewne pomyśleli w Pogoni, tak wcześniej myślał też przecież Dariusz Mioduski, zamieniając Jacka Magierę na Romeo Jozaka.

Runjaić niewątpliwie skorzystał więc na tym trendzie, nie wiadomo natomiast, czy skorzysta na nim Pogoń. Inna sprawa, że w tym sezonie na zagraniczniakach z pewnością korzysta nasza liga, co przyznać muszą nawet najzagorzalsi przeciwnicy zatrudniania obcokrajowców.
Jozak był totalną zagadką, bo z taką robotą, jaka czekała go w Legii, jeszcze się nie zetknął, ale też trudno po tych dwóch miesiącach stwierdzić, że coś spierdzielił. Wręcz przeciwnie. Może Legia nie gra fajerwerków, może wciąż tam więcej minusów niż plusów, ale fakty są takie, że od czasu przyjścia Chorwata znów zaczęła punktować w lidze, dziś ma tylko punkt straty do liderującego Górnika i mecz z zabrzanami u siebie. Nie jest więc wykluczone, że na koniec roku będzie pierwsza. Ugasił Romeo pożar? No ugasił. Takie są fakty i trudno z nimi polemizować. Co będzie dalej, to się oczywiście dopiero okaże, niemniej na dziś zwyczajną nieuczciwością byłoby stwierdzenie, że Mioduski się pomylił, sprowadzając Jozaka z Chorwacji.
Gino Lettieri? Ileż było latem utyskiwania najpierw na to, że jakim prawem ten nikomu nieznany facet zastępuje Macieja Bartoszka, który przecież w Koronie wykonał kawał świetnej roboty i który na rozstanie z tą Koroną zwyczajnie nie zasługiwał. Prezes kieleckiego klubu wiele razy i na różne sposoby próbował sensownie tę zmianę wytłumaczyć. Bezskutecznie. Potem było głośno o tym, że Lettieri nie dotrwa do początku sezonu, bo na dzień dobry popadł w konflikt z piłkarzami, którym ubliża i których obraża. I co? I dziś facet jest jednym z najjaśniejszych punktów naszej ligi, a Korona jednym z największych pozytywnych zaskoczeń. Gra jeszcze lepiej niż za Bartoszka, 4. miejsce na półmetku sezonu zasadniczego to żaden przypadek, do tego jest o krok od awansu do półfinału Pucharu Polski. Mało?
Albo Kiko Ramirez – ten facet już w ubiegłym sezonie udowodnił, że doskonale wie, o co w tej robocie chodzi. Zimą był tylko kolejnym „anonimem z zagranicy zabierającym miejsce pracy jakiemuś polskiemu trenerowi”. Dziś jest jednym z najwartościowszych szkoleniowców w ekstraklasie. W dodatku takim, którego robotę się docenia i na grę zespołu, który prowadzi, patrzy się z prawdziwą przyjemnością. Odkąd prowadzi Wisłę, tylko Jagiellonia, Lech i Legia zdobyły w lidze więcej punktów.
Z Nenada Bjelicy nie tak dawno wszyscy się śmiali, że facet nie potrafi niczego konkretnego wygrać. I to jest oczywiście najpoważniejszy zarzut, jeśli chodzi o robotę Chorwata w Lechu – przegrał mistrzostwo, finał Pucharu Polski, el. Ligi Europy, a w tym sezonie zdążył już odpaść z Pucharu Polski – niemniej Lech wciąż liczy się w walce o tytuł i możemy zakładać w ciemno, że liczyć będzie się do końca sezonu. Poza tym nie ma w 2017 roku trenera, który w lidze zdobyłby od niego więcej punktów.
Najkrócej z tej piątki za „pierwszego” robi Adam Owen, mimo to zdążył już w tym czasie zejść do piekła (0:5 z Koroną u siebie) i wstąpić do nieba (1:0 w derbach Trójmiasta). Lechia ma taki potencjał piłkarski, że tak na dobrą sprawę prowadzić by ją mogła i teściowa Owena (o ile taką ma), a zespół miałby obowiązek walczyć o mistrzostwo. Zobaczymy, czy Walijczyk tę szybką lekcję z piekła do nieba będzie umiał przekuć w coś trwałego.

Cała piątka ma jeszcze tę zaletę, że to bardzo wyraziści faceci, którzy nie przepraszają za to, że żyją. Potrafią wbić szpilę, niektórzy pokłócić się z kibicami. Z reguły nie szczypią się, jak trzeba opier… któregoś z piłkarzy, czy ponarzekać na sędziego lub VAR. A takich gości dzisiejsza piłka lubi i szanuje. Szczególnie gdy w komplecie z tą wyrazistością idą sukcesy na boisku. Tak więc przed nowym trenerem Pogoni wysoko zawieszona poprzeczka nie tylko z powodu tego, w jakiej sytuacji jest jego nowy zespół, ale również z powodu towarzystwa, w jakim się właśnie znalazł. Zobaczymy, czy podoła…

Dobra, pochwaliliśmy trochę zagraniczniaków, ale oczywiście bylibyśmy nieuczciwi, nie zauważając tego, jak dobrą robotę wykonują w tym sezonie (w poprzednich zresztą też) również nasi. Szczególnie Marcin Brosz, Ireneusz Mamrot, Piotr Stokowiec, czy wspomniany Bartoszek. Oni udowadniają, że „polska myśl szkoleniowa” jeszcze nie umarła i że niekoniecznie trzeba szukać „tam”, bo równie dobrych i skutecznych trenerów znaleźć można i „tu”. I całe szczęście.

Inne artykuły o: Ekstraklasa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli