Teraz już nikt na Legię lachy nie położy. A szkoda…

Autor wpisu: 4 sierpnia 2016 09:15

Bo teraz piłkarska Polska właśnie sobie uświadomiła, że Legia znów jest krok od Ligi Mistrzów...

Mam takie wrażenie, być może jest to wrażenie złudne, choć wcale takie być nie musi, że w tym sezonie na Legię szybko położono lachę. I to położenie lachy, wbrew pozorom, bardzo jej pomogło. I jestem przekonany, że pomagałoby nadal, gdyby nie fakt, że właśnie się skończyło.

Bo teraz piłkarska Polska właśnie sobie uświadomiła, że Legia znów jest krok od Ligi Mistrzów…

Tym razem bez większej napinki, wielkich oczekiwań, dmuchania w bęben i wykrzykiwania haseł typu „Legio, musisz!”, ta Legia z cicha pęk, niczym Bob Dylan, cicho pukała do niebios bram. Kołaczcie, a będzie wam otworzone – poucza Pismo. I po takim kołataniu, na które nikt nie zwracał uwagi, bramy piłkarskiego raju pomału się uchylały. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby zostawiły szparę, przez którą Legii jakimś cudem wreszcie udałoby się przecisnąć. Że piłkarsko do tej Ligi Mistrzów wciąż brakuje jej ze dwa piętra? To prawda, ale przecież nie takim jak ona brakowało, a jednak jakoś się przeciskali. Raz na dwie dekady można i psim swędem, więc czas i na nas…

To rzeczywiście paradoks, bo wydawać by się mogło, że na stulecie klubu, w dodatku po tak udanym dla polskiej piłki EURO i tak niesamowitym dla naszych piłkarzy letnim oknie transferowym parcie na awans do Champions League będzie jeszcze większe niż w tych ostatnich dwudziestu latach razem wzięte. Że za chwilę wszyscy od tego parcia, łącznie z legionistami i ich nowym trenerem, zwariujemy. A tu nic z tego. Wyglądało to tak, jakby po tych wszystkich dyskusjach, negocjacjach i rozstaniach z Czerczesowem, po doszłych i niedoszłych zamieszaniach transferowych z Dudą, Nikoliciem, Jędrzejczykiem, Pazdanem i Bóg wie kim tam jeszcze, po tej jednej wielkiej niewiadomej, jaką była (i wciąż jest) postawa Legii na początku tego sezonu – nikt, albo prawie nikt nie oczekiwał od niej cudu, czyli awansu do Ligi Mistrzów.
Spokój. Żadnych bogoojczyźnianych haseł, żadnych innych tego typu wygłupów. Ot, zwyczajna robota, jakby wszyscy już dawno pogodzili się z tym, że tym razem również nic z tego nie będzie. Nie warto sobie ostrzyć zębów, bo i tak nie będzie na czym ich spiłować. Że po raz kolejny łatwiej będzie nam wyważyć drzwi do lasu, niż sforsować bramy Champions League. Gdzieś tam mówiono jedynie o planie minimum, czyli awansie do fazy grupowej Ligi Europy. I to by było na tyle. Od Besnika Hasiego, wciąż sprawiającego wrażenie gościa mocno zdziwionego tym wszystkim, co zobaczył (pewnie ta rzeczywistość mocno rozjechała się w porównaniu z tym, co wcześniej usłyszał), nawet nie wypadało żądać awansu do Ligi Mistrzów. Nikt więc nie żądał. Do teraz.

No bo teraz już nikt na Legię lachy nie położy. Teraz wszyscy nagle przypomną sobie i o tym, jak długo na tę Ligę Mistrzów czekamy, i o stuleciu Legii (jakiż byłby to wymarzony prezent, nieprawdaż? – słyszycie to już i widzicie, nieprawdaż?), i o ostatnich zmarnowanych szansach, i o pechu, jaki to polską piłkę klubową prześladuje od dwóch dekad…
Teraz, choć niby z górki, to jednak będzie pod górkę. I to z całym tym bagażem oczekiwań. I pytanie tylko, czy aby ten bagaż znów nie przyciśnie Legii do ziemi, albo nie spowoduje, że przez te uchylone bramy raju jednak nie uda się jej przecisnąć. Oby nie, choć nie ma żadnych wątpliwości, że bez niego byłoby o wiele łatwiej. Tyle że już machina poszła w ruch. Już wiadomo, że tego bagażu nie da się zrzucić.

Inne artykuły o: Blogi | Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli