Do tej pory grali nierówno. Teraz grają równo… źle

Autor wpisu: 9 listopada 2018 23:18

Po spotkaniu w Szczecinie nie można powiedzieć, że Legia źle w ten mecz weszła, bo ona w ten mecz zarówno źle weszła, jak i źle wyszła. I nawet bramka Andre Martinsa zdobyta w końcówce, tej oceny nie zmienia. Słabiutkie to było strasznie. Jeśli ktoś po wysokiej wygranej z Górnikiem był przekonany, że Legia znów jest już wielka, to się bardzo rozczarował. Od Legii można i trzeba wymagać więcej. W Szczecinie Pogoń zmiotła ją z powierzchni boiska siłą fizyczną, determinacją i pressingiem. A co gorsza, także argumenty czysto piłkarskie były po stronie gospodarzy. Rzadko się ogląda w Ekstraklasie takie mecze Legii, gdy ta nie jest w stanie zrobić nawet sztycha. A tak było właśnie w Szczecinie.

Legia zaczęła – jak ma w tym sezonie w zwyczaju często – źle. Szybko dostała gola – po rzucie rożnym wykonanym przez Radosława Majewskiego głową trafił do bramki Legii Kamil Drygas – i nie bardzo po takiej bombie umiała się podnieść. Pogoń grała twardo, konsekwentnie i wysokim pressingiem, z którym zespół z Warszawy nie mógł sobie poradzić. Szczecinianie doskakiwali do legionistów tak blisko, że goście nie mogli nawet skonstruować składnej akcji, o zagrożeniu pod bramką Pogoni nie mówiąc. Coś tam próbował strzelać głową Adam Hlousek, ale tak na poważnie pierwszy raz zawodnicy Sa Pinto postraszyli dopiero w 34, minucie. Późno, rzadko widzimy taką Legię, od czasu kiedy prowadzi ją portugalski trener. Zresztą on sam tym razem swojej drużynie utrudnił zadanie, bo posadził na ławce rezerwowych Cafu, zawodnika, od którego – aż do piątku – zawsze (zawsze!) zaczynał układanie składu. Sa Pinto uznał, że w Szczecinie bardziej mu się przyda Domagoj Antolić, bo lepiej gra w defensywie niż obaj Portugalczycy, a wyjście na silną, w drugiej linii, Pogoń parą Cafu i Andre Martins byłoby nie odwagą, ale wręcz beztroską.
Tyle tylko, że ten plan w pierwszej połowie nie wypalił. Legia nie wytrzymała rywalizacji z gospodarzami fizycznie. Ledwie któryś legionista dostał piłkę, już mu się na nogach „meldował” zawodnik Pogoni. A Legia nie była w stanie ułożyć gry inaczej, w sposób dla siebie wygodniejszy, techniczny, by piłka chodziła od nogi do nogi szybciej. Pogoń była przygotowana na mecz z Legią jak na wojnę, to się czuło i widziało w każdym zagraniu gospodarzy. A drużyna z Warszawy nie była w stanie niczym na taką walkę wręcz odpowiedzieć. Ani cechami wolicjonalnymi, ani umiejętnościami piłkarskimi.
Sa Pinto zorientował się, że tak się dobrego wyniku ze Szczecina nie da wywieźć. Po godzinie gry zdjął z boiska Antolicia i Kucharczyka, a wpuścił na plac Cafu i Sandro Kulenovicia. Ale Legia i tak nie była w stanie już uchwycić kierownicy w tym meczu. Złapała ją Pogoń i do końca nie oddała.
A jak bramkę – może nawet całego życia – strzelił Zvonimir Kożulj, to zrobiło się już zupełnie smutno. Kamery pokazały Sa Pinto i to był wyraz twarzy, który mówił: znikąd nadziei…
A był był ważny mecz dla kibiców Legii, bo w końcu chcieli mieć odpowiedź co do tego, w którym miejscu jest aktualnie Legia. I to nie w tabeli, bo to widać do razu, ale w jakiej jest formie. A przede wszystkim czy ją w końcu ustabilizowała. Bo co by nie powiedzieć o tym, jak drużynę przebudował trener Ricardo Sa Pinto to można powiedzieć, że jego zespół gra nierówno. I co gorsza te wahania zdarzają mu się często nawet w tym samym meczu. Przykłady? Choćby znakomita pierwsza połowa w meczu z Wisłą Kraków i totalne zaćmienie w drugiej, które skończyło się szybką utratą trzech bramek. W Gliwicach Legia zafundowała sobie w meczu pucharowym z Piastem 120 minut gry i jeszcze rzuty karne, bo tam też nie potrafiła utrzymać koncentracji. Nastroje ostatnio bardzo poprawiło wysokie zwycięstwo z Górnikiem Zabrze, choć jeśli być uczciwym, to nawet w tamtym spotkaniu Legia miała moment niedyspozycji. No a poza tym drużyna Marcina Brosza jest w tym sezonie jedną z najsłabszych w lidze i wygrana z nią niewiele miarodajnego mówi o sile Legii. Ale mecz w Szczecinie pokazał jeszcze gorszą twarz Legii. Do tej pory narzekało się, że mistrzowie Polski grają nierówno. No to zagrali równo. Równo źle..

Pogoń okazała się znakomitym „termometrem” do sprawdzenia stanu Legii. Szczecinianie po kiepskim początku rozgrywek wyraźnie się odbudowali, dość powiedzieć, że wygrali aż sześć z siedmiu ostatnich meczów ligowych! Widać było, że ekipa trenera Kosty Runjaicia jest na „górce” i w meczu u siebie na pewno będzie dużym wyzwaniem dla Legii.
A dodajmy, że przed tym meczem przynajmniej trzech zawodników „Portowców” miało powody do super motywacji przed przyjazdem mistrzów Polski. Pierwszych dwóch, to niespodziewani potencjalni reprezentanci, których Jerzy Brzęczek powołał na mecze z Czechami i Portugalią – napastnik Adam Buksa i obrońca Hubert Matynia. Można się zżymać, że selekcjoner błądzi, ciągle robi eksperymenty i szuka kadrowiczów nawet tam, gdzie ich nie ma prawa znaleźć, ale fakty na dzisiaj są takie, że aktualnie Pogoń ma więcej zawodników powołanych do reprezentacji niż Legia (jeden jedyny Artur Jędrzejczyk). Kiedy tak ostatnio było? Jeśli w ogóle tak było?
I nie ma tu wielkiego znaczenia, że jakieś 98 procent kibiców (poza fanami Pogoni Szczecin) usłyszało pierwszy raz nazwisko Matynia wówczas, gdy Brzęczek ogłosił swoje ostatnie powołania. Dawniej, żeby być powołanym do reprezentacji trzeba było grać na wysokim poziomie w lidze przez dłuższy czas i utrzymywać stabilną formę. Ale dzisiaj czasy takie, że na kadrę pojedzie chłopak znany głównie ekspertom. I tylko małym usprawiedliwieniem jest fakt, że akurat na lewej obronie w reprezentacji od dawna jest posucha, a przy kontuzjach Macieja Rybusa i Arkadiusza Recy, to nawet prawdziwa pustynia. Ale co innego dostać powołanie do kadry, a co innego dźwignąć ciężar miana kadrowicza i to od razu w takim meczu jak z Legią. Obaj wybrańcy Brzęczka nie pękli, presja ani nazwa Legia nie spętała im nóg. Zagrali bardzo dobrze.
Trzecim super zmotywowanym piłkarzem na Legię był stoper szczecinian Sebastian Walukiewicz. 18-latek ma legijną przeszłość, wychowywał się w Akademii Legii, ale przed poprzednim sezonem – w dość kontrowersyjnych okolicznościach – postanowił związać swoją przyszłość z Pogonią. W Legii twierdzą, że to chłopak nie chciał podpisać kontraktu, sam zawodnik przekonuje, że nie chodziło o pieniądze, a o szansę na dołączenie go do kadry pierwszej drużyny Legii. Takiej obietnicy w Warszawie nie dostał, a w Szczecinie… jak najbardziej. W decydującym momencie dla decyzji chłopaka, w Legii trwało w najlepsze zamieszanie związane ze zmianą kierownictwa Akademii i zdaje się, że nie było nikogo kto jednoosobowo wziąłby na siebie obowiązek zatrzymania młodego stopera w Legii. Klub z Łazienkowskiej dostał ekwiwalent za wyszkolenie 60 tysięcy złotych, ale zważywszy, że już latem tego roku mówiło się o ofercie na milion euro z włoskiego Chievo, to widać że Legia dostała grosze. Nawet jeśli plotki o ofercie z Serie A były przesadzone, to spokojnie można założyć, że to Pogoń skonsumuje finansową nadwyżkę za zawodnika, którego wyszkoliła Legia. Chłopak dobrze wyprowadza piłkę i jest filarem reprezentacji Jacka Magiery, która w czerwcu zagra w Polsce w mistrzostwach świata do lat 20. Czyli w piątek wieczorem Legia przegrała nie tylko na boisku.
Teraz dwa tygodnie przerwy na kadrę i kolejny wyjazd Legii do Lubina na mecz z Zagłębiem. Trener Sa Pinto poprzedni taki okres wykorzystał dla Legii bardzo dobrze i w tym jedyny powód do optymizmu kibiców z Łazienkowskiej. A nam wydaje się, że trener musi trochę szerzej otworzyć oczy, także na tych zawodników, których teraz w drużynie nie widzi. Portugalczyk zasklepił się w 14-15 nazwiskach, na które stawia, a potencjał Legii jest dużo większy. Być może na następne spotkanie wrócą już Remy i Jarosław Niezgoda. Przydadzą się bardzo, bo niektórym w Legii już się wydawało, że będą wszystkich lać jak Górnika. A ta liga nie jest tak słaba jak zespół z Zabrza. O czym dobitnie zespół Sa Pinto przekonał się w Szczecinie.

  • zgubek

    Nie oglądałem meczu, polegam na relacjach dziennikarzy, a te są miażdżące odnośnie gry Legii w tym spotkaniu. Ta Legia przegrywa z tuzami ekstraklasy: Wisła Płock, Pogoń Szczecin Zagłębie Lubin(w Lubinie może być kolejna z nim porażka).Sra Pinto się wysila,stęka,coś tam, coś tam miesza w składzie, ale gówno z tego wychodzi.No cóż, słaba ta Legia jest, tak jak słaba cała ta nasza liga.

    • xymoxon

      Piłeś? Nie pisz.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli