Z taką grą to do bani! Lech przegrywa, ale cudem wywozi z Norwegii… niezły wynik

Autor wpisu: 13 lipca 2017 22:21

Lech Poznań najpierw szokująco stracił trzy gole, a potem zupełnie… niespodziewanie strzelił dwa. Przegrał 2:3 w pierwszym meczu drugiej rundy eliminacji Ligi Europy z norweskim Haugesund. W pucharach mówi się, że to wynik nadziei na rewanż. Ale z taką grą, to nadziei… nie ma żadnej.

Lech fajnie zagrał w poprzedniej rundzie z macedońskim Pelister, tyle że norweski Haugesund to zupełnie inna półka. Ta już, nie ma co ukrywać, niebezpieczna dla polskich drużyn w Europie. Twarda, wybiegana, ustawiona. No i w pełni sezonu, bo w Norwegii grają odwrotnym kalendarzem niż u nas. To wystarczyło, by pokazać ekipie Nenada Bjelicy jej ułomności i okazało się, że tych ułomności całkiem sporo. Szyją w Poznaniu i szyją już od początku przygotowań, a okazuje się, że co zszyli, to się popruło.
Faktem jest, że Bjelica do gry w 11 desygnował z nowych tylko Christiana Gytkjaera. Tyle, że Duńczyk na placu gry głęboko schował jaja, które tak chętnie podkreśla na swoim Instagramie. Pożytku z niego było niewiele. Dopiero w końcówce weszli Nicklas Barkroth i Deniss Rakels i dopiero oni dodali trochę pieprzu mdłej grze Lecha.
Z „nowych”, bo grał jeszcze Robert Gumny, ale on przecież „nowy” nie jest. I akurat Gumny był chyba jednym z nielicznych, na których można było oko zawiesić. Na razie to ten chłopak pracuje solidnie na miano najbardziej trafionego letniego „transferu”.

Lech znów zagrał z Lasse Nielsenem i Łukaszem Trałką na środku obrony, przed nimi Aziz Tetteh i Maciej Gajos, a przed nimi Radosław Majewski. I ten układ funkcjonował chyba najgorzej. Koszmarne straty w środku pola, wyprzedzanie przez rywali, zostawianie stoperów „jeden na dwa” albo „dwóch na trzech”. Słabo to wyglądało. I właśnie przez to Lech dostał dwie szokujące bomby w drugiej połowie – straty, kontry i 0:2, potem 0:3. Tragedia. A pierwszą, bo nikt nie przypilnował napastnika rywali na środku pola karnego. Tragedia.
Tyle, że obrona Lecha już niedługo będzie wyglądała inaczej. Do Norwegii nie pojechał kontuzjowany Vernon de Marco, na ławce póki co siedział Nikola Vujadinović, a Lech poza tymi właśnie dopina ostatnie formalności związane z pozyskaniem Rafała Janickiego i Thomasa Rogne.

W 75. minucie było bardzo źle, na szczęście w końcówce to rywale się popruli. Najpierw dali się zaskoczyć główkującemu Radkowi Majewskiemu, a w samej końcówce sfaulowali szarżującego rezerwowego Mihaiła Raduta. Darko Jevtić pewnie wykorzystał karnego.

2:3 na wyjeździe to na puchary całkiem przyzwoity wynik, ale da się z niego coś ugrać tylko pod warunkiem radykalnej poprawy samej gry, która w Haugesund momentami ocierała się o futbolową żałość. I to poprawy ze świadomością, że piłkarze Haugesund dróg ekspresowych do swojej bramki nie zostawiają otwartych. I tym bardziej ich nie zostawią w Poznaniu.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli