W Szczecinie Legia miała kłopoty. Sama ze sobą

Autor wpisu: 5 listopada 2017 20:49

Legia nie grała w Szczecinie wielkiego meczu, ale była konkretna. Strzeliła drużynie Pogoni trzy gole (3:1), choć aż przy dwóch nóż w plecy wbijał własnej drużynie Gruzin Lasza Dwali. Facet zrobił karnego i walnął samobója. Noc z niedzieli na poniedziałek na sto procent bezsenna. W Legii zaimponował Michał Kucharczyk, który zaczął beznadziejnie, a skończył z dwoma asystami. Ojcem zwycięstwa był Francuz Thibault Moulin. Strzelił gola i pokazał, że defensywni pomocnicy są nie tylko od kopania rywali po nogach. Legia potrzebuje piłkarzy z taką jakością.

Legia, od czasu fatalnej – pod każdym względem – wyprawy do Poznania, wygrywała mecz za meczem i wskoczyła przed tą kolejką na fotel wicelidera. Co prawda gra czasami była daleka od porywającej, ale bilans bramkowy się zgadzał. A wtedy z reguły kibice nie narzekają. Mecz z Pogonią był kolejnym odcinkiem z tego cyklu. Ale po kolei.
Bo zasadniczym pytanie było to, czy to co zrobił z Legią Romeo Jozak jest trwałe i stabilne, czy jednak mistrzowie Polski będą potrzebowali w każdym meczu trochę farta lub choćby tego, żeby mecz się dobrze dla nich ułożył. I wyszło, że raczej to drugie, choć i Jozaka za stabilizację drużyny trzeba pochwalić.
Jest taka prawda, że nic w życiu nie dzieje się samo. I o tym chyba legioniści zapomnieli, bo dwa razy fatalnie wchodzili w ten mecz. Na początku pierwszej i na początku drugiej połowy. Jakby zapomnieli po co tłukli się na drugi koniec kraju, przez pół Polski.

W takim meczu jak ten w Szczecinie, faworytowi łatwo wpakować się na minę. Gdy się myśli, że Pogoń jest rozbita, ostatnia w tabeli, z tymczasowym trenerem i w tym sezonie u siebie nie wygrywa, to do nieszczęścia niedaleko…
A Legia największe problemy w tym sezonie ma z jednym rywalem. Ze sobą… Gdy tylko traci koncentrację, od razu ma kłopoty.
Co prawda trener Jozak mobilizował swoją drużynę przed wyjazdem do Szczecina, że mecz sam się nie wygra, że trzeba mieć szacunek do rywala i wyjść skoncentrowanym.
Tymczasem trener swoje, a piłkarze swoje. Legia wyszła na Pogoń jakby dopadł ją wirus kompleksu wyższości. Choroba dla ekipy z Łazienkowskiej najgroźniejsza. Drużyna z Warszawy wyszła na boisko jakaś nieskoncentrowana, niemrawa, powolna i już po kwadransie mogła przegrywać 0:2. Sama zaś nie była w stanie zagrozić bramce gości. A przecież po półgodzinie gry jeszcze Adam Frączczak uderzył z pola karnego tak, że piłka o milimetry przeszła obok słupka bramki Arkadiusza Malarza (dobry mecz kapitana Legii).
Niewiele zapowiadało, że Legia może w niedzielę wygrać w Szczecinie. Ot ze dwa strzały (Pasquato i Hämäläinena).
I wtedy pojawił się on – jeździec bez głowy.
Michał Kucharczyk – zdążył już zagrać kiepskie 45 minut (głupie straty, niedokładności, chaos) i nagle – niemal z niczego – wywalczył rzut karny. „Kuchy” to „Kuchy” – jest jak strzelba, która jeśli w sztuce teatralnej w pierwszym akcie wisi na ścianie, to ani chybi w trzeciej wypali. I Kucharczyk wypalił, a gola z karnego zdobył Łukasz Broź. Choć sposób w jaki szedł do piłki – bo przecież nie biegł – doprowadził kilku kibiców Legii do palpitacji serca.
Ale Broź trafił, ma gola, trafił raz z dystansu w poprzeczkę, Legia wygrała – nie ma powodu, by zmieniać prawego obrońcę.
Tym bardziej, że Jozak – jeśli coś już trwale zdążył zrobić – przede wszystkim uszczelnił obronę. Legia od ponad miesiąca – aż do meczu w Szczecinie – nie straciła gola. A Chorwat hołduje starej zasadzie trenerów, że zwycięskiego składu się nie zmienia. I trzyma się tej zasady jak doktryny. Zmiany zrobił tylko w meczu Pucharu Polski. W Ekstraklasie zmusiło go do tego jedynie zwieszenie za kartki Guilherme.
Chorwat nie zmienia i to mimo faktu, że np. Inaki Astiz popełniał w poprzednich meczach błędy (na swoją szansę czeka Maciej Dąbrowski), a Łukasz Broź wydawał się tylko czasowym rozwiązaniem na prawą obronę, do czasu wyzdrowienia Artura Jędrzejczyka. Tymczasem „Jędza” jest do dyspozycji, ale Jozak nadal wybiera Brozia.
Jędrzejczyk jedzie na kadrę bez większego meczowego przetarcia, bo 45 minut w Bytowie i 5 minut w Szczecinie, (gdy zastąpił Brozia właśnie) trudno uznać za wymagający sprawdzian.

Dlaczego Legia grała tak niemrawo? Brakowało Guilherme! Brazylijczyk jest ostatnim z trzech muszkieterów, którzy kreowali grę drużyny w ofensywie. Vadisa nie ma już w klubie, Radović kontuzjowany, więc bez „Gui” ani rusz. Brazylijczyk wróci na piekielnie ważny mecz z Górnikiem w następnej kolejce.
W jego miejsce szansę dostał Christian Pasquato (gra mało, a od pierwszych minut to już w ogóle) i trzeba powiedzieć, że znowu rozczarował. Nawet rzuty rożne wykonywał kiepsko. A w jednej z akcji tak szybko wyszedł z kontrą, że zapomniał o… piłce. Śmieszne to było.
Po godzinie gry zmienił go Thibault Moulin i Francuz pokazał, że ma tę jakość piłkarską, jakiej próżno szukać u innych defensywnych pomocników Legii.
Ważny gol dla Moulina i dla Legii, która potrzebuje takiego piłkarza w środku pola. Tyle tylko, że Francuz musi być w formie i musi być odpowiednio zmotywowany. A z tym nie było najlepiej. Moulin podpadł w klubie, gdy zgłosił chęć transferu zagranicę jeszcze w sierpniu, gdy trwała kampania o Ligę Europy. Legia odmówiła, zrobiło się nieprzyjemnie, piłkarz spuścił z tonu, zaczęły się ciche dni. Jak w rodzinie. Teraz trzeba się ładnie przeprosić, wybaczyć sobie wzajemnie, zapomnieć i walczyć zgodnie o mistrzostwo.
W Szczecinie – co rozczarowujące – słabiej zagrał Tomasz Jodłowiec, który w ostatnich meczach Legii szedł z formą wyraźnie w górę. Tym razem zaliczył dołek. A właściwie dół. Dał się uprzedzić przy rzucie rożnym Kamilowi Drygasowi, który głową strzelił Legii gola.
Jarosław Niezgoda w tym meczu nie zaistniał. To typ napastnika, który musi dostać piłkę za plecy obrońców i wtedy może się z nimi pościgać. A w Szczecinie takich okazji nie miał. Zawsze miał obrońcę lub dwóch na plecach. Może z Moulinem w składzie o takie podania będzie łatwiej.
Romeo Jozak przyjmowany był przez media z dystansem i chłodno. Było coś o tym, że to jedynie nauczyciel wf i trener do akademii, a nie do seniorów. A teraz wychodzi na to, że Dariusz Mioduski aż tak bardzo się nie pomylił, prawda?

Nowy trener Pogoni będzie miał co robić. Ma nim być – zgodnie z trendem panującym obecnie w Ekstraklasie – Chorwat. Kosta Runjaić prowadził kluby 2. Bundesligi MSV Duisburg, 1.FC Kaiserslautern oraz TSV 1860 Monachium. Nowy trener oglądał swoich podopiecznych w towarzystwie dyrektora sportowego Pogoni – Macieja Stolarczyka. Chorwat przez cały mecz robił notatki.
Ciekawe co napisał przy nazwisku Lasza Dwali?

  • zgubek

    Z taką grą trudno będzie wygrać z Górnikiem, ale w polskiej lidze każdy wynik jest możliwy.Martwi słaba forma Jodłowca, Astiz i Pasquato -tragedia.
    Romeo ma nad czym dumać,nie ma w czym wybierać,może na tym bezdechu dociągnie do końca rozgrywek w grudniu. No ale potem to trzeba coś kupić, ale nie taki chłam jak ostatnio.Czy ktoś w Legii ma ,,pomysła” na transfery?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli